Zespoły ratownictwa muszą wiedzieć, dokąd transportować dziecko po urazie - rozmawiamy z prof. Januszem Bohosiewiczem
Zespoły ratownictwa muszą wiedzieć, dokąd transportować dziecko po urazie - rozmawiamy z prof. Januszem Bohosiewiczem
O utworzeniu sieci centrów urazowych dla dzieci rozmawiamy z konsultantem krajowym ds. chirurgii dziecięcej prof. dr. hab. n. med. Januszem Bohosiewiczem.
Kiedy pojawił się pomysł utworzenia osobnych centrów urazowych dla dzieci?

Gdy w 2009 roku powstała nowelizacja ustawy o ratownictwie medycznym, zakładająca tworzenie centrów urazowych w Polsce, szybko okazało się, że nie wzięła ona w ogóle pod uwagę dzieci, mimo że osoby od 0 do 18 lat to prawie 20 proc. społeczeństwa. U dorosłych urazy są na trzecim miejscu wśród przyczyn zgonów (po nowotworach i chorobach układu krążenia), natomiast u dzieci są pierwszą przyczyną śmierci, dlatego stworzenie systemu ich leczenia jest bardzo ważne. Trzeba też zdawać sobie sprawę, że szybka, fachowa pomoc nie tylko ratuje życie, ale również zapobiega kalectwu lub zmniejsza je — na całe życie. Ponadto żaden ze szpitali, w których stworzono centra urazowe, nie ma oddziału chirurgii dziecięcej ani OIOM-u dziecięcego, a więc przyjmowanie tam dzieci nie ma żadnego sensu. Ówczesny konsultant krajowy ds. chirurgii dziecięcej prof. Piotr Kaliciński, jak i całe środowisko chirurgów dziecięcych podejmowało przez minione lata wiele inicjatyw na rzecz stworzenia centrów urazowych dla dzieci, dostosowanych do ich specyficznych potrzeb. W ubiegłym roku minister zdrowia prof. Marian Zembala zajął się tym tematem i udało się doprowadzić do podpisania, już przez ministra Konstantego Radziwiłła, rozporządzenia, na mocy którego w czerwcu mają zacząć funkcjonować dziecięce centra urazowe.
Gdzie konkretnie powstaną te centra?
Obecnie ich funkcję pełnią szpitale dziecięce. Chodzi więc o sformalizowanie tego faktu oraz ustalenie ich możliwości i ewentualnych uzupełnień zgodnie z potrzebami. Centrum urazowe polega tak naprawdę na nieustannej gotowości, a ona kosztuje i nie jest łatwa do rozliczenia. Trzeba też pamiętać o zasadzie złotej godziny, tzn. że w niektórych sytuacjach pacjent musi w bardzo szybkim czasie znaleźć się w centrum urazowym.
Wstępnie wytypowaliśmy 12 szpitali rozmieszczonych w całym kraju (Warszawa, Łódź, Gdańsk, Poznań, Szczecin, Wrocław, Katowice, Kraków, Lublin, Białystok, Olsztyn, Bydgoszcz). Są to głównie uniwersyteckie szpitale dziecięce, ale też placówki, w których leczy się zarówno dorosłych, jak i dzieci. Własną inicjatywę stworzenia dziecięcego centrum urazowego zgłosił też wojewoda podkarpacki. Jeszcze nie wszystkie wytypowane szpitale spełniają warunki. Na przykład w Warszawie powstał właśnie wspaniały szpital dziecięcy, ale nie jest on jeszcze w pełni gotowy. Obecnie najlepiej przygotowane są szpitale dziecięce w Katowicach, Lublinie, Krakowie, Białymstoku i Olsztynie. We Wrocławiu otwarto niedawno nowoczesny szpital ratowniczy z centrum urazowym dla dorosłych, szpitale w Gdańsku i Łodzi dostosowują się do wymagań. Jesteśmy na etapie konkretyzowania szczegółowych uzupełnień i formalizowania procedur. Pomocne będzie tutaj wsparcie z funduszy unijnych. Za ratownictwo medyczne odpowiadają wojewodowie i to oni muszą wystąpić do Ministerstwa Zdrowia z propozycją utworzenia centrów urazowych na swoim terenie. Zwróciłem się do konsultantów wojewódzkich z prośbą, żeby podjęli rozmowy w tej sprawie.
Placówki mają się nazywać Centrum Urazowe Dziecięce, w skrócie CUD. Mam świadomość, że cudów od razu nie będzie, nie wszędzie od razu wszystko zadziała, ale mam nadzieję, że powolutku je utworzymy.
Jakie specjalne warunki musi spełnić taka placówka?
Centrum urazowe to nie jest struktura sformalizowana. Ma działać na bazie szpitalnego oddziału ratunkowego. Ma dysponować lądowiskiem, odpowiednią liczbą różnego rodzaju specjalistów — wszystko szczegółowo określa rozporządzenie. Ono też wymienia typy obrażeń, będące wskazaniem dla zespołu ratownictwa do kierowania pacjentów do tych centrów. Określone zostały także okoliczności, bo w przypadku dzieci mają one wyjątkowe znaczenie. Dziecko nie zawsze bezpośrednio po urazie ujawnia wszystkie groźne objawy, dlatego np. samo jego uczestnictwo w wypadku samochodowym, w którym zginęła inna osoba jest już wskazaniem do przewiezienia dziecka, nawet sprawiającego wrażenie zdrowego, do dziecięcego centrum urazowego. W tym m.in. wyraża się różnica w zarządzaniu centrami urazowymi dla dorosłych i dla dzieci.
Czy dziecięce centra urazowe będą specjalnie dofinansowywane?
To niestety jest problem. Dlatego dyrektorzy szpitali nie palą się do tworzenia u siebie takich centrów, bo nie ma dodatkowego finansowania takich placówek. Tyle tylko, że zastrzeżone wyłącznie dla dorosłych procedury, za których wykonanie nie płacono dotąd szpitalom dziecięcym, teraz automatycznie w centrach dziecięcych będą finansowane. Drugą korzyścią ma być wyższa punktacja i większa pewność finansowania SOR-ów w szpitalach, które mają także CUD. Natomiast bezpośredniego dodatkowego finansowania za dyżur w gotowości dodatkowych lekarzy nie będzie. Prezes Narodowego Funduszu Zdrowia, gdy o to zapytałem, odpowiedział, że w żadnej ustawie nie jest przewidziane takie finansowanie, więc nie może brać go pod uwagę, choć oczywiście takie rozwiązanie byłoby najkorzystniejsze. Wtedy można byłoby pozwolić sobie na stałą gotowość tzw. trauma teamu, złożonego z dwóch specjalistów: chirurga dziecięcego i anestezjologa, którzy byliby dodatkowo na dyżurze, aby w razie przyjazdu potrzebującego dziecka mogli się nim natychmiast zająć. Ale i tak jesteśmy krok do przodu, bo dziecięcych centrów nie było, a będą, więc nie ma co narzekać.
Jak dużo dzieci potrzebuje takiej specjalistycznej pomocy?
Według orientacyjnych obliczeń w SOR Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach, przyjęto tam w ciągu roku około 250 dzieci kwalifikujących się do centrum urazowego. To nie jest więc nawet jedno dziecko dziennie. Nie można więc przesadzać z liczbą centrów, w dużej mierze istotna jest tylko ich gotowość. Ale mniejsza liczba centrów też jest bez sensu. Jeśli bowiem dziecko będzie jechało trzy-cztery godziny do wykwalifikowanego ośrodka albo z powodu odległości trzeba wzywać helikopter, co też trwa, to może się okazać, że rozsądniej będzie skierować je do innego, może gorszego szpitala, w którym jednak otrzyma pomoc w ciągu 20-30 minut.
Jak to wygląda na świecie?
Rozwiązania są bardzo różne — albo podobne do planowanych przez nas, albo w postaci stopniowanych centrów urazowych, albo nie ma ich w ogóle, bo ich funkcję spełniają „zwykłe” szpitale dziecięce, czyli tak jak dotychczas było u nas. Co się nie sprawdziło, bo o ile szpitali dla dorosłych jest dużo, o tyle dziecięcych jest mniej. Istotne jest, aby zespoły ratownictwa medycznego wiedziały, kiedy i gdzie należy transportować dziecko po ciężkim urazie. Żeby nie dochodziło do takich sytuacji, jak jakiś czas temu we Wrocławiu, gdzie przywiezione helikopterem do szpitala dziecko z wypadku nie zostało przyjęte, bo nie było odpowiedniego zespołu. Z kolei w Poznaniu karetka pojechała do szpitala rejonowego, choć do specjalistycznego była taka sama odległość i w efekcie dziecko wożono kilka godzin bez potrzeby. W systemie CUD-ów wszystko będzie jasno określone.
Oczywiście, zawsze istotna będzie kwestia właściwej kwalifikacji, bo może się okazać, że karetki będą woziły zbyt dużo dzieci do CUD, ale to lepiej, niż miałyby nie dostać właściwej opieki. Zresztą po roku planujemy analizę, by zorientować się, czy system się sprawdza, ile kosztuje i jakie przyniósł korzyści. Okaże się, czy centrów jest za dużo, czy za mało, czy ich lokalizacja jest właściwa. Łatwo bowiem powiedzieć, że każde uratowane dziecko to sukces, ale organizator służby zdrowia musi do tego podchodzić bardziej racjonalnie.
Czy poza leczeniem dzieci centra będą czymś jeszcze się zajmowały?
Zamierzamy organizować szkolenia, warsztaty, chcemy, by dziecięce centra urazowe stały się bazą nauki dla studentów i lekarzy. Ale nie wszystko naraz. Rozporządzenie zostało ogłoszone pod koniec stycznia, wchodzi w życie 1 czerwca, na razie czekamy na reakcję wojewodów, zobaczymy, ile wpłynie zgłoszeń. Wszystkie planowane na centra placówki wizytowałem w ubiegłym roku, ale może się okazać, że trzeba to powtórzyć wspólnie z konsultantem ds. medycyny ratunkowej, przedstawicielami Departamentu Spraw Obronnych, Zarządzania Kryzysowego, Ratownictwa Medycznego i Ochrony Informacji Niejawnych w ministerstwie, które koordynuje ten system. Najpierw trzeba zorganizować sieć placówek, a potem zajmiemy się resztą.
O kim mowa
Prof. Janusz Bohosiewicz był wieloletnim kierownikiem Kliniki Chirurgii Dziecięcej Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach, obecnie na emeryturze.
O utworzeniu sieci centrów urazowych dla dzieci rozmawiamy z konsultantem krajowym ds. chirurgii dziecięcej prof. dr. hab. n. med. Januszem Bohosiewiczem.
Kiedy pojawił się pomysł utworzenia osobnych centrów urazowych dla dzieci?
Dostęp do tego i wielu innych artykułów otrzymasz posiadając subskrypcję Pulsu Medycyny
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach
- Papierowe wydanie „Pulsu Medycyny” (co dwa tygodnie) i dodatku „Pulsu Farmacji” (raz w miesiącu)
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach