Wzrasta aktywność przedstawicieli medycznych

Ewa Szarkowska
opublikowano: 07-12-2005, 00:00

"Z tymi przedstawicielami firm to jest jakaś plaga. Wchodzą nie umówieni do gabinetu. Niektórzy przychodzą z ankietami, w których są pytania o to, jak reagują pacjenci na lek, czy są działania uboczne itd. Ale wiadomo, o co chodzi: żeby te leki wypisywać. Za przeprowadzenie takiej ankiety można dostać 200-400 zł, które firma przelewa bezpośrednio na konto" - opowiada lekarz, który zadzwonił do redakcji z wątpliwościami, czy może brać udział w takim badaniu.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Lekarz przyznał się, że już dwa razy w tym roku podpisał firmie ankiety, a teraz otrzymał kolejną propozycję. "Nie chodzi o to, że te 200 czy 400 zł mnie wzbogaci, ja tylko nie chcę mieć problemów. Proszę, pomóżcie mi, jak mam się zachować" - prosił lekarz (imię i nazwisko zastrzegł do wiadomości redakcji).
Puls Medycyny zwrócił się z tym problemem do Jarosława Pinkasa, podsekretarza stanu w Ministerstwie Zdrowia. Powiedział nam, że jest bardzo zaniepokojony tym zjawiskiem. Zapewnił, że resort zdrowia wykorzysta swoje uprawnienia, by sprawdzić, jak przestrzegane jest prawo farmaceutyczne i rozporządzenie ministra zdrowia o reklamie leków na styku lekarz - przedstawiciel medyczny firmy farmaceutycznej.
"Wspólnie z prezesem NFZ zamierzamy także podjąć takie działania, które doprowadzą do powstania kodeksu etycznego przedstawiciela medycznego firmy farmaceutycznej. Przyjęcie kodeksu umożliwi normalną pracę lekarzom, bo niestety obecnie jakaś część ich dnia pracy to są wizyty przedstawicieli medycznych - mówi J. Pinkas. - Dla mnie jest to szalenie bulwersująca kwestia. Wciąga się lekarzy w proces przepisywania recept, w ramach ankiet, przedziwnych badań IV fazy i dziesiątek różnych innych rzeczy, które są wyłącznie marketingiem i w istotny sposób zaburzają pracę lekarza. Bardzo często lekarze nie zdają sobie także sprawy z tego, że takie działanie jest na skraju ich przyzwoitego, etycznego zachowania".
Zapytany, czy to oznacza, że lekarzy zaczną odwiedzać inspektorzy farmaceutyczni i zadawać im pytania, jak przebiegała wizyta przedstawiciela medycznego, który właśnie wyszedł z gabinetu, Jarosław Pinkas odpowiedział: "Trudno mi powiedzieć, czy tak to będzie wyglądać, ale być może właśnie tak".

Trzeba wiedzieć

o -Polskie prawo farmaceutyczne nie zakazuje lekarzom monitorowania bezpieczeństwa leku na zlecenie firmy farmaceutycznej. Zdaniem naszego eksperta prawnego Sławomira Molędy, ewentualna zapłata może obejmować wyłącznie wykonanie zadań dodatkowych, takich jak wypełnianie ankiet czy sporządzanie sprawozdań. Zapłata powinna być współmierna do wkładu pracy wykonanej na zlecenie firmy. Zapłata niewspółmierna może stanowić ukrytą formę niedozwolonej reklamy, polegającej na wręczeniu lekarzowi korzyści majątkowych. Przyjmowanie takiej zapłaty jest zabronione i podlega karze grzywny (szerzej pisaliśmy o tym w Pulsie Medycyny nr 1/2005).
o -Prawo farmaceutyczne pozwala przedstawicielowi medycznemu dostarczać bezpłatnie lekarzowi próbki leku, pod warunkiem, że został o to poproszony pisemnie przez zainteresowanego lekarza. Dostarczane próbki muszą odpowiadać najmniejszemu opakowaniu produktu dopuszczonego do obrotu w Polsce, być opatrzone napisem "próbka bezpłatna - nie do sprzedaży" i być ewidencjonowane przez przedstawiciela firmy farmaceutycznej. Liczba próbek tego samego leku dostarczanych temu samemu lekarzowi nie może przekroczyć pięciu opakowań w ciągu roku.
o -Zgodnie z rozporządzeniem ministra zdrowia z 2002 r. w sprawie reklamy produktów leczniczych, odwiedzanie osób uprawnionych do wystawiania recept w celu reklamy produktu leczniczego nie może utrudniać prowadzenia przez nie działalności i odbywa się po uzgodnieniu terminu spotkania. Termin spotkania ustala się zgodnie z zasadami przyjętymi w danym zakładzie opieki zdrowotnej.

Minister chce zakazu
Stowarzyszenie Pacjentów Primum Non Nocere domaga się (powołując się na przykład USA) zezwolenia w Polsce na publiczną reklamę leków przepisywanych na receptę.
"Pacjent, a nie lekarz stanie się najważniejszym elementem procesu leczenia. Obecnie firmy skupiają się na marketingu skierowanym do lekarzy. W innym przypadku muszą skupić się na dostarczaniu informacji do pacjenta - podkreśla dr Tomasz Teluk, ekspert w Center of The New Europe w Brukseli. - Zlikwiduje to amoralne praktyki korupcyjne i wypisywanie określonych leków. Pacjent stanie się aktywną stroną terapii, będzie posiadał większą wiedzę medyczną i wybór miedzy konkurencyjnymi formami leczenia".
Przeciwnikiem takiego rozwiązania jest wiceminister zdrowia Jarosław Pinkas. "Jeśli dopuści się do szerokiej reklamy leków Rx, pacjenci będą wywierać naciski na lekarza. Firmy mogą w reklamach opowiadać różne niestworzone historie na temat działania leków, a indoktrynowani w ten sposób pacjenci będą wymagać od lekarza ich przepisywania, choć według poczucia tego lekarza dany lek może nie być specjalnie skuteczny akurat dla tego pacjenta" - twierdzi J. Pinkas. Dodaje, że czasami jego wątpliwości budzą także szeroko dostępne reklamy leków OTC. "Często są to te same cząsteczki, tylko inaczej nazywane i może dość do sytuacji, że ludzie będą je równocześnie zażywali. Nie wszyscy czytają ulotki, nie wszyscy wiedzą, że leki OTC także mogą być niebezpieczne" - podkreśla J. Pinkas.
Kilka dni po konferencji pt. "Informacja medyczna a zdrowie pacjenta", promującej zniesienie zakazu kierowania bezpośredniej informacji o leku do pacjenta, minister zdrowia Zbigniew Religa oświadczył w czasie posiedzenia sejmowej Komisji Zdrowia, że jest przeciwnikiem powszechnej reklamy leków i będzie starał się działać na rzecz jej zakazania.






Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Ewa Szarkowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.