Przeciwko lekarzom z Ukrainy i Białorusi

Ewa Stępień, Lublin
opublikowano: 07-12-2005, 00:00

Sześciu lekarzy ze szpitala w Rykach wyjechało w ciągu tego roku do Szwecji. Kilku kolejnych przeniosło się do innych miast. Aby zapełnić luki kadrowe, głównie wśród anestezjologów, dyrektor chciał ściągnąć specjalistów z Białorusi i Ukrainy. Ale stanowcze "nie" powiedziała lubelska Okręgowa Izba Lekarska.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Tomasz Leonkiewicz, dyrektor szpitala w Rykach na Lubelszczyźnie (od przyszłego roku dzierżawionego przez NZOZ "Klinika" prof. Jerzego Karskiego, konsultanta krajowego ds. medycyny ratunkowej), nie od razu pomyślał o wschodnim rynku medycznym. Najpierw próbował szukać pracowników w Polsce. "Gdzie ja się nie ogłaszałem! W prasie lokalnej, ogólnopolskiej, specjalistycznej, niespecjalistycznej, w szpitalach. Uruchomiłem też prywatne kontakty - wymienia. - I nic nie zdziałałem".
Na naszą sugestię, że może za mało płaci, T. Leonkiewicz odpowiada, że Szwecji na pewno nie przebije. "Tam lekarz zarabia 90-100 tys. zł rocznie - mówi. - To ja, jako dyrektor szpitala, biorę 60-70 tys. zł. Werbowanym lekarzom proponuję i tak wyższą stawkę od tej, którą zwykle płacę. Nie 28, lecz 35 zł za godzinę. Moim zdaniem, to niezłe pieniądze. A chętnych nie ma, chociaż tyle się mówi o bezrobociu wśród lekarzy".
Kiedy poszukiwania w Polsce spełzły na niczym, wtedy dyrektor pomyślał o Litwie, Białorusi, Ukrainie. Próbował werbować lekarzy stamtąd przez izbę lekarską. Wówczas od jej prezesa usłyszał: "nie pozwalam". "Prezes powiedział mi, że dopóki u nas będzie chociaż jeden lekarz bezrobotny, on nie zgodzi się na obcych" - mówi T. Leonkiewicz.
Andrzej Ciołko, prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Lublinie nie wypiera się tych słów. "Tak powiedziałem - potwierdza A. Ciołko. - Gdyby lekarze dostawali godną zapłatę za swoją pracę, nie wyjeżdżaliby na Zachód. A poza tym dlaczego mielibyśmy wpuszczać na nasz rynek lekarzy z Ukrainy czy Białorusi? Oni potraktują nasz kraj tranzytowo w drodze na Zachód. Nasi są bezrobotni. Im trzeba pomagać. Ale trzeba dać im dobre pieniądze. Dlaczego ktoś ma pracować za marne 1200 zł, jak proponują w Rykach?" - mówi A. Ciołko.



Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Ewa Stępień, Lublin

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.