Przeciwko lekarzom z Ukrainy i Białorusi
Sześciu lekarzy ze szpitala w Rykach wyjechało w ciągu tego roku do Szwecji. Kilku kolejnych przeniosło się do innych miast. Aby zapełnić luki kadrowe, głównie wśród anestezjologów, dyrektor chciał ściągnąć specjalistów z Białorusi i Ukrainy. Ale stanowcze "nie" powiedziała lubelska Okręgowa Izba Lekarska.
Na naszą sugestię, że może za mało płaci, T. Leonkiewicz odpowiada, że Szwecji na pewno nie przebije. "Tam lekarz zarabia 90-100 tys. zł rocznie - mówi. - To ja, jako dyrektor szpitala, biorę 60-70 tys. zł. Werbowanym lekarzom proponuję i tak wyższą stawkę od tej, którą zwykle płacę. Nie 28, lecz 35 zł za godzinę. Moim zdaniem, to niezłe pieniądze. A chętnych nie ma, chociaż tyle się mówi o bezrobociu wśród lekarzy".
Kiedy poszukiwania w Polsce spełzły na niczym, wtedy dyrektor pomyślał o Litwie, Białorusi, Ukrainie. Próbował werbować lekarzy stamtąd przez izbę lekarską. Wówczas od jej prezesa usłyszał: "nie pozwalam". "Prezes powiedział mi, że dopóki u nas będzie chociaż jeden lekarz bezrobotny, on nie zgodzi się na obcych" - mówi T. Leonkiewicz.
Andrzej Ciołko, prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Lublinie nie wypiera się tych słów. "Tak powiedziałem - potwierdza A. Ciołko. - Gdyby lekarze dostawali godną zapłatę za swoją pracę, nie wyjeżdżaliby na Zachód. A poza tym dlaczego mielibyśmy wpuszczać na nasz rynek lekarzy z Ukrainy czy Białorusi? Oni potraktują nasz kraj tranzytowo w drodze na Zachód. Nasi są bezrobotni. Im trzeba pomagać. Ale trzeba dać im dobre pieniądze. Dlaczego ktoś ma pracować za marne 1200 zł, jak proponują w Rykach?" - mówi A. Ciołko.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Ewa Stępień, Lublin