Harald zur Hausen: szczepionka - broń przeciw nowotworom
Amerykanie opracowali pierwszą szczepionkę przeciwko wirusowi brodawczaka ludzkiego (HPV), która ma zapobiegać rakowi szyjki macicy. Możliwe, że taką broń można było stworzyć wcześniej, bo teoria o decydującej roli wirusa HPV w powstawaniu raka szyjki macicy była znana już w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Wtedy została zlekceważona. O swoich czterdziestoletnich badaniach nad wirusem brodawczaka ludzkiego i o tym, dlaczego naukowiec musi mieć "grubą skórę", opowiada niemiecki wirusolog Harald zur Hausen.
- Spodziewałem się takiego tempa, bo przecież na samą szczepionkę trzeba było czekać aż 24 lata. Poza tym to pierwsza szczepionka ukierunkowana na zapobieganie powstawaniu nowotworu. Wprawdzie mamy już inną szczepionkę, pośrednio związaną z rakiem, uodporniającą na wirusowe zapalenie wątroby typu B, ale w tym przypadku mamy jednak do czynienia z preparatem, który powstał po to, aby zapobiec objawom ostrej infekcji, a nie nowotworowi. Później okazało się, że skutecznie przeciwdziała także powstawaniu raka, ale kiedy pracowano nad stworzeniem tej szczepionki, nikt tego nie zakładał.
Dlaczego tak wielu lekarzy uważa, że pojawienie się szczepionki przeciw brodawczakowi to olbrzymi przełom w onkologii?
- Istnieją co najmniej dwa powody, dla których można mówić o niespotykanym dotąd postępie w zwalczaniu raka szyjki macicy. Dzięki szczepionce potencjalnie zapobiegnie się znacznej liczbie zachorowań, a przypomnijmy, że rak szyjki macicy jest w skali całego świata ciągle drugim co do liczby zgonów zabójcą w grupie kobiet. Druga sprawa, szczególnie ważna w Europie i w Stanach Zjednoczonych, to fakt, że szczepionka zapobiega powstawaniu zmian przedrakowych, które przecież w wielu wypadkach wymagają ryzykownych interwencji chirurgicznych.
Czy mamy w ręku narzędzie, które pozwoli całkowicie wyeliminować zachorowania na raka szyjki macicy?
- Jeszcze nie. W tej chwili szczepionka chroni przed dwoma typami wirusa o wysokim ryzyku, a to oznacza, że zapobiega 70-80 proc. zachorowań na raka szyjki macicy. Teoretycznie byłaby możliwa większa ochrona, pod warunkiem jednak, że szczepionka będzie chronić przed wszystkimi wirusami powodującymi raka szyjki macicy i dodatkowo zostanie zorganizowana ogólnoświatowa akcja szczepienia, tak jak to miało miejsce w przypadku zwalczania wirusa ospy.
30 lat temu nikt nie wierzył, że rak szyjki macicy może być związany z infekcją wirusem brodawczaka...
- Już w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku stawiałem tezę, że wirus brodawczaka ludzkiego może być przyczyną powstawania raka szyjki macicy. Byłem o tym mocno przekonany, mimo że w tych czasach to był pogląd, oględnie mówiąc, mało popularny. Swoje przekonania opierałem na tym, że nie znaleźliśmy potwierdzenia dla powszechnej w tym czasie tezy, iż do powstawania raka szyjki macicy przyczynia się obecność wirusa opryszczki. Nie znaleźliśmy go w komórkach raka szyjki macicy. Czytałem jednak wiele opracowań, z których wynikało, że z brodawek narządów płciowych mogą powstawać złośliwe guzy. Podejrzewałem, że takie brodawki mogą być także odpowiedzialne za raka szyjki macicy. W końcu w 1980 i w 1982 r. udało nam się wyizolować wirusy HPV 6 i 11, ale - ku naszemu rozczarowaniu - nie znaleźliśmy ich w komórkach nowotworowych. Dopiero w latach 1983-1984 dwóch studentów z naszego laboratorium wyizolowało wirusy HPV 16 i 18, i to był nasz szczęśliwy traf.
Szczęśliwy traf? A może coś w rodzaju intuicji naukowca?
- Nie wierzę w intuicję. Zbyt wiele teorii krąży w świecie naukowców. Trzeba być raczej dobrze zorientowanym w swojej dziedzinie, także w tym, co działo się w przeszłości. Już w 1842 r. pojawił się we Włoszech raport doktora Rigoniego-Sterna, z którego wynikało, że zakonnice prawie w ogóle nie zapadają na raka szyjki macicy, natomiast wśród prostytutek odsetek zachorowań jest bardzo wysoki. Na tej podstawie Rigoni-Stern wysnuł wniosek, że zachorowanie na raka szyjki macicy jest związane z jakimś rodzajem infekcji nabywanej drogą płciową.
Czy mimo tego silnego przekonania, że ma pan rację, zdarzały się trudne momenty w karierze?
- Kiedy w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku po raz pierwszy prezentowałem na sympozjach naukowych swoją teorię, koledzy się ze mnie trochę wyśmiewali. Pamiętam, że jeden z nich powiedział mi, że jestem wirusologiem od hipotez, bo dowodów na moją teorię nie ma. W tamtym czasie właściwie miał trochę racji. Kiedy w 1974 roku na Florydzie przedstawiłem negatywne wyniki badań nad występowaniem wirusa opryszczki w komórkach raka szyjki macicy, uznany w świecie wirusolog z Chicago zaprezentował publikację, w której pisał, że znalazł w nowotworowo zmienionej tkance szyjki macicy 40 proc. genomu opryszczki. Wszyscy uwierzyli jemu, a nie mnie. Choć zmobilizowało to mnie jeszcze bardziej do pracy, był to jednak dość frustrujący okres w mojej karierze. Wytrzymałem, bo mam "grubą skórę" i byłem przekonany, że temat, nad którym pracuję, jest niezwykle interesujący.
Ale to nie był koniec niepowodzeń. W 1984 r. próbował pan bezskutecznie przekonać firmy farmaceutyczne do pracy nad szczepionką przeciwko brodawczakowi...
- Rozmawiałem z niemiecko-szwajcarską firmą farmaceutyczną. Zaproponowałem pracę nad szczepionką, ponieważ wtedy miałem już twarde dane, potwierdzające przyczynową rolę wirusa brodawczaka w powstawaniu raka. Na początku byli zainteresowani, ale kiedy przeprowadzili analizę rynku, okazało się, że nie ma na taką szczepionkę zapotrzebowania. Na szczęście, od tego czasu pogląd w tej sprawie mocno się zmienił.
Dostępna obecnie szczepionka chroni tylko przed niektórymi typami wirusa HPV. Czy ktoś pracuje już nad tym, aby szczepionki dawały kobietom całkowitą ochronę?
- Wydaje mi się, że nie, ale dwie firmy farmaceutyczne, które obecnie produkują szczepionki, na pewno już wkrótce udoskonalą je na tyle, aby mogły chronić przed 90 proc. typów wirusa. Byłoby jednak bardzo trudno stworzyć szczepionkę uodporniającą na wszystkie występujące typy brodawczaka. W tej chwili znamy 15-20 typów tego wirusa, które bardzo rzadko występują w raku szyjki macicy, dlatego włączenie do szczepionki także ich stwarza nie lada problem.
Czy Gardasil może być skuteczny także u mężczyzn?
- Szczepionka powinna być równie skuteczna u mężczyzn, jak u kobiet. Jedyny problem polega na tym, że towarzystwa ubezpieczeniowe, z powodu wysokiej ceny, nie chcą włączać do swojej oferty szczepień przeciwko brodawczakowi wśród mężczyzn. Wychodzą z założenia, że szczepienie 60 czy nawet więcej procent kobiet zapewni ochronę także mężczyznom. Sądzę jednak, że mężczyźni powinni się szczepić. Przede wszystkim dlatego, że nowotwory związane z brodawczakiem, np. rak odbytnicy czy rak jamy ustnej, występują także wśród mężczyzn. Poza tym brodawki narządów płciowych spowodowane przez wirusy HPV 6 i 11 zdarzają się tak samo często u kobiet, jak u mężczyzn. Wreszcie zwykła solidarność płci wymaga, aby mężczyźni także się szczepili.
Wysoka cena szczepionki ogranicza jej dostępność. Co można zrobić, aby to zmienić?
- Potrzebna jest oczywiście konkurencja między firmami farmaceutycznymi. Trzeba także rozwinąć nowe technologie produkcji i strategie szczepienia. Coś się już w tej sprawie dzieje. Mam na myśli prace nad szczepionkami, przy produkcji których nie wykorzystuje się bakterii ani cząsteczek wirusopodobnych, ale tylko niektóre strukturalne białka wirusowe. Takie szczepionki można by produkować znacznie taniej. Trwają również prace nad szczepionką, którą można wdychać przez nos. Trzeba tylko umieścić DNA danego białka w systemie nośników wirusa. Taka szczepionka wytwarza długotrwałą odporność na wirusa, o czym świadczą eksperymenty na zwierzętach, choć wykonuje się już także badania kliniczne.
W USA trwa dyskusja dotycząca kosztów szczepień. Niektórzy lekarze uważają, że masowe badania profilaktyczne mogą być równie skuteczne, ale tańsze, bo raka szyjki macicy można wcześnie wykryć...
- Ależ osoby, które posługują się takim argumentem, całkowicie ignorują występowanie zmian przedrakowych, a przecież w wielu takich przypadkach interwencja chirurgiczna jest obowiązkowa. Szacujemy, że w Niemczech prawie 100 tys. kobiet rocznie wymaga z tego powodu operacji, w USA - nawet 300 tys. kobiet. Jeśli wziąć pod uwagę duże koszty takich operacji, to szczepienie okazuje się tańsze. Poza tym z punktu widzenia kobiet poddanie się operacji jest bardziej niebezpieczne niż szczepienie.
Czy w takim razie opowiada się pan za obowiązkowym szczepieniem dziewczynek?
- Jestem temu przeciwny. Wolałbym, aby przekazać społeczeństwu wiedzę na temat możliwych efektów przeprowadzenia szczepień wśród dziewczynek i młodych kobiet. Niech ludzie sami zdecydują.
Pana studia nad infekcyjnymi przyczynami nowotworów trwają już 40 lat. Czy wiele pytań pozostaje ciągle bez odpowiedzi?
- Mnóstwo. Ostatnio zmieniłem nawet dziedzinę badań. Wspólnie z żoną śledzimy rolę infekcji w powstawaniu białaczki u dzieci. Wydaje mi się, że to kolejny ekscytujący temat. Jeśli zdrowie pozwoli, chciałbym kontynuować badania w tym kierunku.
O nim się mówi
Harald zur Hausen, 71 l., niemiecki wirusolog, obecnie emerytowany profesor Krebsforschungszentrum w Heidelbergu (DKFZ), Niemieckiego Centrum Badań nad Rakiem, redaktor naczelny International Journal of Cancer. Jako pierwszy udowodnił, że zakażenie wirusem HPV jest przyczyną powstawania raka szyjki macicy. Jest członkiem wielu akademii, m.in. Niemieckiej Akademii Nauk Przyrodniczych i Medycyny Leopoldina w Halle i Polskiej Akademii Nauk. Studiował medycynę na Uniwersytetach w Bonn, Hamburgu i Düsseldorfie. Już jako student interesował się chorobami zakaźnymi i mikrobiologią. Po otrzymaniu dyplomu w 1960 r. pracował m.in. w Instytucie Mikrobiologii w Düsseldorfie i w Szpitalu Dziecięcym w Filadelfii w USA. W latach siedemdziesiątych ub. wieku pracował naukowo w Instytucie Wirusologii w Würzburgu. W 1972 r. został profesorem wirusologii na Uniwersytecie w Erlangen-Nürnberg w Bawarii, a później objął podobne stanowisko we Fryburgu w Szwajcarii. Właśnie tam jego zespół wyizolował z brodawki narządów płciowych wirusy HPV 6 i HPV 11. W latach 1983-2003 był dyrektorem naukowym DKFZ. Obecnie wraz z żoną bada rolę infekcji wirusowej w występowaniu białaczki u dzieci.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Anna Gwozdowska