Zadłużone szpitale kliniczne chcą specjalnego traktowania

  • Sławomir Badurek
opublikowano: 19-09-2012, 11:16

Sławomir Badurek uważa, że podwyższenie wyceny świadczeń dla wybranych placówek to nic innego jak wprowadzenie sieci szpitali

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Od kilku tygodni opinia publiczna bombardowana jest informacjami o dramatycznej sytuacji finansowej Centrum Zdrowia Dziecka. Gigantyczny szpital ma gigantyczny dług, szacowany na 200 milionów złotych. Ten ciężar odczuli już pracownicy. Trwają zwolnienia, a wynagrodzenia wypłacane są z opóźnieniem. Placówka, głosem nowego dyrektora, profesora Janusza Książyka, domaga się pomocy od premiera, ministra zdrowia i prezesa NFZ. Zdaniem dyrektora, konieczne jest zwiększenie wyceny świadczeń oraz pozyskanie gwarantowanego przez państwo kredytu na spłatę zadłużenia. Jak widać, oczekuje się rozwiązań nadzwyczajnych i wyjątkowych. Nieprzypadkowo. CZD to ikona lecznictwa szpitalnego w Polsce, zajmująca się leczeniem wzbudzających największą społeczną wrażliwość małych pacjentów. Nie umiem sobie wyobrazić dbającego o sondażowe słupki premiera, który indagowany przez dziennikarzy, powie w świetle kamer: „Trudno, zamykamy”.

None
None

Najprawdopodobniej więc byt instytutu zostanie uratowany, choć raczej nie w sposób oczekiwany przez profesora Książyka. W dramatycznej sytuacji finansowej są również inne wielkie centra naukowo-badawcze: Centrum Onkologii i Centrum Zdrowia Matki Polki. Z punktu widzenia biznesowo-księgowego trzeba by zamknąć także wiele szpitali klinicznych. One również wołają o specjalne wsparcie ze strony państwa. Choć termin ten nie pada, jest to w istocie wołanie o proponowaną przez ministra Religę sieć szpitali. Na razie to głos wołającego na puszczy.

Zastanawiające, jak w ogóle mogło dojść do tak monstrualnego, równego rocznemu kontraktowi, zadłużenia? Nie satysfakcjonują mnie wyjaśnienia przywołujące niską wycenę procedur, konieczność zajmowania się najtrudniejszymi przypadkami z całej Polski i niezapłacone nadwykonania. To oczywiście prawda, ale z drugiej strony, który dyrektor nie mógłby ponarzekać w podobny sposób? A przecież, pomimo finansowej bryndzy `a la NFZ, nie wszystkie podobnej wielkości wysokospecjalistyczne centra medyczne toną w długach. Więcej światła na przyczyny katastrofalnej sytuacji finansowej CZD rzuciłyby informacje na temat aktywności poprzednich dyrekcji, ministerstwa zdrowia, któremu instytut bezpośrednio podlega, oraz dane o strukturze przychodów i wydatków lecznicy: wysokości kontraktu, udziału płac w budżecie, zakupów sprzętu i leków, kosztów bieżącego funkcjonowania i remontów. Jeśli nawet w przeszłości szczegółowo analizowano przyczyny zadłużania się Centrum, wnioski nie zostały zaimplementowane. W przypadku CZD ktoś gdzieś popełnił błąd, a najprawdopodobniej wiele osób pomyliło się wielokrotnie. Upublicznienie eksperckiej analizy na ten temat mogłoby pomóc innym dużym szpitalom, systematycznie pogłębiającym ujemny wynik finansowy. Gdyby tak się stało, byłby to wyłom. W praktyce o szczegółach wydawania publicznych pieniędzy na ochronę zdrowia wiemy niewiele więcej niż na temat finansowania... tajnych operacji służb specjalnych. Nie upublicznia się wysokości kontraktów z NFZ. Nie wiemy, dlaczego jedni świadczeniodawcy są faworyzowani, a inni dyskryminowani przez płatnika. A przecież powinniśmy to wiedzieć jako podatnicy!

Narastający niczym kula śniegowa dług CZD, jak i podobne problemy wielu innych szpitali dowodzą, jak kulawy jest nadzór finansowy. W przypadku szpitali, które przekształciły się w spółki, takiego nadzoru ze strony rządu praktycznie nie ma. Ministerstwa zdrowia i finansów nie monitorują ich działalności, bo nie mają one obowiązku przedkładania sprawozdań finansowych. Tymczasem co trzeci funkcjonujący jako spółka szpital zakończył ubiegły rok ze stratą. Gorzką satysfakcję mają krytycy uporczywie forsowanego przez minister Ewę Kopacz przekształcania szpitali w spółki. Bezskutecznie przestrzegano byłą minister przed nieuzasadnioną wiarą w cudowne działanie zmiany formy organizacyjnej. Rok 2012 pokazał, jak bardzo, oprócz urealnienia wyceny świadczeń we wszystkich dziedzinach, brakuje bieżącej kontroli sposobu wydawania publicznych pieniędzy przez duże szpitale. Przyszłość rysuje się w ciemnych kolorach, bo komercjalizacja obejmie znacznie więcej placówek, a jak wiadomo przynoszącą starty spółkę można po prostu zamknąć. Czasy, gdy duży publiczny szpital funkcjonował w myśl szwejkowskiej zasady „Jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było”, to już przeszłość.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Sławomir Badurek

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.