Za mało lekarzy sądowych
Z 7975 specjalistami I lub II stopnia chcieliby zawrzeć umowy o wykonywanie czynności lekarza sądowego prezesi sądów okręgowych w całym kraju. To tylko marzenie...
Z mocy prawa
W założeniu ustawa miała przede wszystkim usprawnić pracę polskich sądów, ograniczając możliwości zdobywania przez strony sądowych postępowań nie zawsze uzasadnionych zaświadczeń lekarskich, zwalniających je z obowiązku stawienia się przed organami wymiaru sprawiedliwości.
Wprowadzono instytucję lekarza sądowego, z którym specjalną umowę zawiera prezes sądu okręgowego. Lekarz taki ma wystawiać zaświadczenie potwierdzające zdolność lub niezdolność (z powodu choroby) uczestników jakiegoś postępowania do stawienia się na wezwanie stosownego organu. Lekarz sądowy musi się legitymować I lub II stopniem specjalizacji, rekomendacją okręgowej rady lekarskiej, nie mógł być nigdy karany. Lista lekarzy, z którymi prezes sądu okręgowego zawarł umowy, przekazywana jest nie tylko wszystkim sądom, ale też prokuraturze, policji i innym organom uprawnionym do prowadzenia dochodzeń, okręgowej radzie adwokackiej i radzie radców prawnych. Taki wykaz może też być zamieszczony na ogólnodostępnej stronie internetowej sądu okręgowego. Będą w nim podane: imię i nazwisko lekarza, numer telefonu, numer prawa wykonywania zawodu, informacja o specjalizacji, miejscu, dniach i godzinach przyjęć.
Ustawa mówi też, że lekarz wystawia zaświadczenie po uprzednim osobistym zbadaniu uczestnika postępowania i po zapoznaniu się z dostępną dokumentacją medyczną. Ma to robić w określonym, stałym miejscu i czasie. Jeśli jednak ktoś sam nie może się zgłosić, lekarz sadowy ma obowiązek się do niego udać. Art. 17 ustawy przewiduje możliwość weryfikacji rzetelności zaświadczenia wystawionego przez lekarza sądowego. „W razie wątpliwości co do rzetelności wystawionego przez lekarza sądowego zaświadczenia organ uprawniony niezwłocznie zawiadamia właściwego prezesa sądu okręgowego, prokuraturę i okręgową radę lekarską...".
Za wydanie zaświadczenia lekarz sądowy ma dostać 80 zł. Przysługuje też zwrot kosztów dojazdu do klienta „na zasadach określonych w przepisach dotyczących pracowników zatrudnionych w państwowej lub samorządowej jednostce sfery budżetowej z tytułu podróży na terenie kraju".
Absurdalna lista potrzeb
Sędziom bardzo się to spodobało, więc stosunkowo szybko określili swoje potrzeby, wnioskując o współpracę z lekarzami nawet najrzadszych w Polsce specjalności. Musieli jednak ograniczyć roszczenia co do kwalifikacji medycznych. Liczby lekarzy poszukiwanych w niektórych okręgach mogą jednak nadal szokować.
„Biorąc pod uwagę lekarzy czynnych zawodowo, spełniających kryteria, sądy na terenie działania naszej izby lekarskiej chciałyby współpracować z co czwartym specjalistą. Z samego tylko Krakowa zgłoszono nam zapotrzebowanie na 700 lekarzy" - informuje dr Jerzy Friediger.
Bez konsultacji z izbą lekarską wymyślono, że np. w maleńkich małopolskich miejscowościach Łabowa czy Łącko przydałoby się po dwóch specjalistów z interny, a są wątpliwości, czy w ogóle jakiś na tym terenie mieszka. Sąd Okręgowy w Krośnie zgłosił zapotrzebowanie na 95 lekarzy, m.in. 10 neurologów, 10 kardiologów, 10 internistów itd. Podobnie było w wielu innych regionach, np. gliwicki sąd chciałby współpracować z 646 specjalistami, zamojski - z 437. Tymczasem warszawska lista potrzeb, wg danych Ministerstwa Sprawiedliwości, opiewa na 240 specjalistów, Warszawa Praga poszukuje 150 lekarzy, sąd w Opolu - 174, w Kielcach - 380, w Rzeszowie - 280, ale w większym Poznaniu - tylko 70, w Szczecinie 120 itd., co skłania do przypuszczeń, że te zapotrzebowania powstawały dość spontanicznie. Nie zastanawiano się nad możliwościami.
„Przygotowując tę ustawę, przyjęto pewne założenia - twierdzi jednak Sławomir Różycki z biura prasowego Ministerstwa Sprawiedliwości. - W całej Polsce rocznie wystawia się około miliona zaświadczeń: około 300 tysięcy w postępowaniach karnych i 700 tysięcy w postępowaniu cywilnym".
Na tym tle 8000 poszukiwanych lekarzy nie wydaje się więc liczbą dużą. Ale nadal całkowicie nierealną.
„Cztery sądy okręgowe na naszym terenie wnioskowały o 460 specjalistów. Po rekomendacje zgłosiło się przed 1 lutego tylko ponad 40 lekarzy" - informuje dr Jacek Chodorski, sekretarz Dolnośląskiej Izby Lekarskiej.
Z terenu działania OIL w Krakowie rekomendacje dla prezesa sądu chciało dotąd uzyskać tylko 21 lekarzy. Generalnie w całym kraju przed 1 lutego poszczególni prezesi sądów podpisali po kilka, najwyżej kilkanaście umów z lekarzami. Do precedensu miało dojść jedynie w Opolu, gdzie wg danych resortu sprawiedliwości tuż przed wejściem ustawy w życie, już po podwojeniu pierwotnej stawki za wydanie zaświadczenia, chęć współpracy z sądem zadeklarowało ponad 150 lekarzy, co nie znaczy, że z tylu podpisze umowy.
Lista wątpliwości
Lekarze mają do ustawy wiele zastrzeżeń. Jednym z problemów jest np. konieczność określenia stałego miejsca i godzin przyjęć.
„To właściwie ogranicza zasięg do prywatnych gabinetów, bowiem jeśli ktoś pracuje na etacie czy kontrakcie, musi wypełniać te zobowiązania. I nikt nie zmusi dyrektora placówki medycznej do bezpłatnego udostępniania jej stale na potrzeby sądu" - podkreśla dr J. Friediger.
„Szef jednego z NZOZ-ów na naszym terenie powiedział wprost: Mam kilkunastu lekarzy, jeden chce być także lekarzem sądowym. Ale nie mogę się na to zgodzić, bo ten lekarz musi przede wszystkim przyjmować naszych pacjentów, na co mamy kontrakt z NFZ. A prezes sądu się ze mną nie kontaktował, nie zaproponował mi żadnej umowy, zapłaty za udostępnienie gabinetu" - opowiada dr J. Chodorski.
A gdzie przechowywać dokumentację medyczną związaną z wstawianiem zaświadczeń?
Nie rozwiązano też kwestii zapłaty za dodatkowe badania, problem dojazdu do klienta potrzebującego lekarskiego zaświadczenia też nie jest tak uregulowany, by warto ryzykować własnym czasem. „W sumie te 80 złotych to nadal kwota dla większości niesatysfakcjonująca za taką pracę. Od początku postulowaliśmy przynajmniej 100, resort chciał płacić 40 zł. Dopiero kiedy nie było ani jednego chętnego, podniesiono stawkę. Jak widać, za mało" - mówi Jacek Chodorski.
Zakładanie nierzetelności także musi budzić sprzeciw. „Skoro zaświadczenie wystawione przez lekarza już sądowego może być nadal przez każdego kwestionowane, rodzi się pytanie o sens całej tej ustawy" - dodaje Jerzy Friediger.
Zdaniem Sławomira Różyckiego z biura prasowego resortu sprawiedliwości, akurat te obawy są na wyrost: „Jestem przekonany, że do podważenia takiego zaświadczenia może dochodzić tylko w skrajnym przypadku".
Nie tylko dr J. Chodorski uważa, że system można zorganizować inaczej. Na przykład prezesi sądów mogliby podpisać umowy o świadczenie usług na rzecz wymiaru sprawiedliwości z dużymi, wielospecjalistycznymi zakładami opieki zdrowotnej oraz im pozostawić kwestie techniczne. Obowiązki lekarzy sądowych mogliby też przejąć sądowi biegli, choć na pewno nie za te pieniądze. Niestety, sugestii i zastrzeżeń środowiska lekarskiego, zgłaszanych już na etapie projektowania ustawy, w ogóle nie wzięto pod uwagę.
Tak czy inaczej, życie zweryfikowało cały ten plan, w założeniu właściwie słuszny. Biuro prasowe Ministerstwa Sprawiedliwości poinformowało o zamiarze doraźnej nowelizacji ustawy. Projektem zajął się rząd 5 lutego.
Zgodnie z projektem, do końca 2008 r. ma obowiązywać przepis dopuszczający uznawanie przez prezesów sądów okręgowych zaświadczenia lekarskiego wydanego np. przez lekarza pierwszego kontaktu.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Jolanta Hodor