Wytrychem do sekretów
Wytrychem do sekretów
ostrzej, ale bez skalpela: Marek Stankiewicz
Tajemnica lekarska znalazła się znów w politycznym centrum rażenia. Dostęp różnych instytucji do informacji związanych ze sferą prywatności obywateli jest zdecydowanie zbyt łatwy. Może być jeszcze łatwiejszy, jeśli nowa prawicowa większość parlamentarna podtrzyma senacki projekt ustawy o policji, umożliwiający zaglądanie w sekrety Polek i Polaków. Zaglądano już nieraz do lekarskich kieszeni i garaży. A więc kto wie…
Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 30 lipca 2014 r. przyznał, że przepisy o kontroli operacyjnej lekarzy zobowiązanych do zachowania tajemnicy są niezgodne z Konstytucją RP. Tymczasem przykładów nadużyć dostarcza samo życie. Urząd kontroli skarbowej domagał się od lekarza podania listy pacjentów. Prokuratura bezprawnie przeglądała akta adwokata z informacjami o jego klientach. Organy ścigania wzywały na przesłuchania, próbując wydobyć informacje stanowiące tajemnicę lekarską czy adwokacką. Odnotowano przypadki podsłuchiwania rozmów adwokatów z klientami przez służby specjalne.
Już poczciwy Hipokrates przed wiekami ostrzegał, że „cokolwiek przy leczeniu albo też poza leczeniem w życiu ujrzę lub usłyszę, czego ujawnić nie można, przechowam w milczeniu”. Są jednak takie obszary wiedzy tajemnej, której depozytariuszami są m.in. lekarze, księża, adwokaci, a które nieustannie przyciągają ciekawość organów państwowych. Wścibscy politycy wciąż marzą o stawianiu zamków na wodzie, zbudowanych ze zlepka ludzkich przypadłości, dotychczas przechowywanych w szczelnej do bólu pamięci lekarzy. Co więcej, umizgując się do niektórych z medyków i zapraszając ich do gremiów partyjnych, dowiadują się o czymś, na co w innych warunkach nie mieliby szans.
Nie ma dnia, aby tajemnica lekarska nie znalazła się w potrzasku. Oto wspomniany już jeden z urzędów kontroli skarbowej domagał się od lekarza podania listy pacjentów, którzy skorzystali ze świadczeń medycznych w jego gabinecie. Medyk odmówił, powołując się na tajemnicę lekarską i fakt, że fiskus nie ma prawa pozyskiwać takich informacji. W odwecie urząd skarbowy nałożył na lekarza 2 tys. zł kary. Ten nie dał za wygraną i odwołał się do wojewódzkiego sądu administracyjnego. Przegrał. W sprawę zaangażował się po stronie lekarza rzecznik praw obywatelskich. Jest ona teraz w toku przed sądem drugiej instancji.
Pod naporem inwigilacji mogą za chwilę znaleźć się lekarze i ich pacjenci. Teraz to funkcjonariusz będzie oceniał, czy zebrany materiał jest objęty tajemnicą zawodową. Sąd, z uwagi na dobro wymiaru sprawiedliwości, będzie wyrażał zgodę na wykorzystanie tych danych. Niezadowolony z rozstrzygnięcia sądowego prokurator będzie mógł je zaskarżyć. Ale takiego uprawnienia nigdy nie będzie miał zainteresowany adwokat czy lekarz ani osoba, której tajemnica dotyczy. Nie zostaną oni nawet poinformowani o tym, że byli poddawani takim formom inwigilacji.
Komu i po co są potrzebne informacje, na co choruje pani Krysia, sekretarka naczelnika Rysia i dlaczego ostatnio trzy razy była u tego samego ginekologa? Z pozoru błaha plotka, w skali makro szybko nabiera rozmiarów kuli śniegowej. Niestety, w ustawie o zawodach lekarza i lekarza dentysty zabrakło wyraźnego stwierdzenia, że zakresem przedmiotowym tajemnicy lekarskiej objęte są „wszystkie” informacje związane z pacjentem, o których lekarz dowiedział się od niego. Brak określenia, że ochronie podlega wszystko, co dotyczy relacji lekarz-pacjent, rodzi niebezpieczeństwo dowolnego ograniczania zakresu tajemnicy lekarskiej przez niektóre organy państwowe. O tym, co wchodzi w zakres tajemnicy lekarskiej, powinien przecież decydować jednoznacznie przepis prawa.
Czy lekarzowi, tak jak księdzu, wolno nawet na mękach iść w zaparte, chroniąc to, co wyznaje i obnaża pacjent? Tajemnica lekarska w naszym kraju nie obowiązuje bezwzględnie. Znane jest siedem wyjątków, kiedy lekarz jest zwolniony z obowiązku jej dochowania, co więcej, również zobowiązany do jej ujawnienia. Ustawa o zawodzie lekarza zezwala na ujawnienie tajemnicy lekarskiej wtedy, gdy „tak stanowią ustawy”. Te magiczne i przewrotne trzy słowa stają się nagle wytrychem do ludzkiej duszy. Bombą, która rozrywa na strzępy misternie budowane zaufanie lekarza i pacjenta.
Obwinianie lekarzy o niechęć do współpracy z organami państwowymi jest zwyczajnym bałamuceniem. Tysiące dyżurnych lekarzy na bieżąco współpracuje wzorowo w SOR-ach z policyjnymi patrolami, które zabezpieczają dowody przestępstw i rozbojów. Nie słyszałem, aby na tej linii rozwinął się jakiś poważny konflikt. Prawo i medycyna zawsze ze sobą życzliwie sąsiadowały. I niech tak pozostanie. Ale nagrywanie i „kapowanie” na kolegów to nie jest ten niby niewidzialny wolumen umiejętności zawodowych, nabyty od mistrzów lekarskiego fachu.
Tajemnica lekarska nie jest przywilejem lekarzy, lecz stanowi gwarancję praw pacjentów. I to w ich interesie została ustanowiona. Na razie Polska jest państwem prawa, choć dotychczas niekoniecznie starała się nim bywać na co dzień.
[email protected]
ostrzej, ale bez skalpela: Marek Stankiewicz
Tajemnica lekarska znalazła się znów w politycznym centrum rażenia. Dostęp różnych instytucji do informacji związanych ze sferą prywatności obywateli jest zdecydowanie zbyt łatwy. Może być jeszcze łatwiejszy, jeśli nowa prawicowa większość parlamentarna podtrzyma senacki projekt ustawy o policji, umożliwiający zaglądanie w sekrety Polek i Polaków. Zaglądano już nieraz do lekarskich kieszeni i garaży. A więc kto wie… Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 30 lipca 2014 r. przyznał, że przepisy o kontroli operacyjnej lekarzy zobowiązanych do zachowania tajemnicy są niezgodne z Konstytucją RP. Tymczasem przykładów nadużyć dostarcza samo życie. Urząd kontroli skarbowej domagał się od lekarza podania listy pacjentów. Prokuratura bezprawnie przeglądała akta adwokata z informacjami o jego klientach. Organy ścigania wzywały na przesłuchania, próbując wydobyć informacje stanowiące tajemnicę lekarską czy adwokacką. Odnotowano przypadki podsłuchiwania rozmów adwokatów z klientami przez służby specjalne. Już poczciwy Hipokrates przed wiekami ostrzegał, że „cokolwiek przy leczeniu albo też poza leczeniem w życiu ujrzę lub usłyszę, czego ujawnić nie można, przechowam w milczeniu”. Są jednak takie obszary wiedzy tajemnej, której depozytariuszami są m.in. lekarze, księża, adwokaci, a które nieustannie przyciągają ciekawość organów państwowych. Wścibscy politycy wciąż marzą o stawianiu zamków na wodzie, zbudowanych ze zlepka ludzkich przypadłości, dotychczas przechowywanych w szczelnej do bólu pamięci lekarzy. Co więcej, umizgując się do niektórych z medyków i zapraszając ich do gremiów partyjnych, dowiadują się o czymś, na co w innych warunkach nie mieliby szans.
Dostęp do tego i wielu innych artykułów otrzymasz posiadając subskrypcję Pulsu Medycyny
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach
- Papierowe wydanie „Pulsu Medycyny” (co dwa tygodnie) i dodatku „Pulsu Farmacji” (raz w miesiącu)
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach