Wyrok w sprawie poparzonych kobiet

Urszula Ludwiczak, Białystok
opublikowano: 14-04-2003, 00:00

Sąd Rejonowy w Białymstoku uniewinnił lekarkę z Białostockiego Ośrodka Onkologicznego, oskarżoną o narażenie na niebezpieczeństwo utraty zdrowia, a nawet życia jednej z pięciu pacjentek poparzonych podczas radioterapii. Drugiego oskarżonego w tej sprawie - technika fizyka sąd skazał na karę grzywny, ale zmienił mu kwalifikację czynu na działanie nieumyślne.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
W lutym 2001 roku w Białostockim Ośrodku Onkologicznym (BOO), w wyniku chwilowego zaniku prądu, doszło do awarii 18-letniego aparatu do naświetlań Neptun T10. Awaria nie była widoczna na wskaźnikach, a po fakcie okazało się, że niesprawny Neptun emitował znacznie większą dawkę promieni niż powinien. Naświetlane w tym czasie pacjentki zgłaszały dolegliwości (pieczenie skóry) obsłudze aparatu. Poproszona na konsultacje lekarka z Zakładu Promieniolecznictwa zezwoliła jednak na kontynuowanie zabiegów. Dopiero gdy u piątej chorej wystąpiły poważne zaczerwienienia i silne pieczenie skóry, lekarka kazała wyłączyć urządzenie.
Pięć naświetlonych owego dnia pacjentek, do dzisiaj ma nie zagojone rany; domagają się odszkodowań od białostockiego ośrodka na drodze cywilnej.
Postępowanie karne w sprawie wszczęła z urzędu białostocka prokuratura. Prokurator domagał się dla oskarżonych po roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata, trzyletniego zakazu zajmowania stanowisk kierowniczych i kar grzywny.
Po trwającym blisko rok procesie, Sąd Rejonowy w Białymstoku na posiedzeniu 7 kwietnia br. uniewinnił lekarkę z BOO. Według sądu, lekarka została przypadkowo wezwana do zbadania pacjentek i nie wiedziała, że doszło do awarii aparatu do naświetlań, a objawów, które zauważyła u chorych, nie uznała za niepokojące. Sąd ocenił, że lekarka nie naruszyła ,żadnych reguł ostrożności" i nie można jej przypisać nawet działania nieumyślnego.
Jednocześnie sąd skazał obsługującego tego dnia aparat technika. Zdaniem sądu, oskarżony powinien potraktować wyłączenie aparatu po zaniku prądu jako awarię i skontrolować sprzęt.
,Można powiedzieć, że oskarżonego zgubiła zbytnia rutyna i wiara w swoją wiedzę i możliwości - uznał w uzasadnieniu wyroku Wiesław Żywolewski, sędzia prowadzący postępowanie. - Zanik napięcia sieci elektrycznej, skokowe obniżenie mocy zobowiązywało go do przeprowadzenia pełnej kontroli aparatu. Gdyby fizyk tak postąpił, tragedii można byłoby uniknąć".
W efekcie technik został skazany na zapłatę czterech tysięcy złotych grzywny, ale tylko za działanie na szkodę czterech kobiet. Piąta poparzona nie chciała bowiem, aby sądzić technika.
Wyroki nie są prawomocne. Prokurator prowadzący sprawę nie wykluczył apelacji.
,W tej sprawie chodziło nam głównie o stwierdzenie winy, a nie wysokość kary, więc wyrok jest w części satysfakcjonujący" - powiedział prokurator Marek Żendzian.





Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Urszula Ludwiczak, Białystok

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.