Wszystkie partie mówią o zwiększaniu nakładów na zdrowie. Co je różni?
Samorząd lekarski rozmawiał z kandydatami do parlamentu wszystkich politycznych opcji. Widać, że łączy ich to, że obecnie wydatki na zdrowie należy zwiększać, podobnie jak kadry. A co różni partie w pomysłach na poprawę ochrony zdrowia?

Naczelna Izba Lekarska w środę (27 września) zorganizowała debatę wyborczą. Do udziału w niej zostały zaproszone największe ogólnopolskie komitety wyborcze. Politycy byli pytani o to, jak zamierzają rozwiązać problem braków kadrowych i kolejek w systemie ochrony zdrowia, ale też o stosunek do otwierania nowych kierunków lekarskich.
Braki kadrowe i otwieranie nowych kierunków lekarskich
Marcelina Zawisza z Lewicy zwracała uwagę, że brak lekarzy to bolączka systemu ochrony zdrowia, ale takiego, jak ten obecny. Jak tłumaczyła, lekarz powinien leczyć, a nie zajmować się papierologią czy kwestiami technicznymi. By tak się stało, do systemu faktycznie trzeba włączyć inne zawody, jak sekretarki medyczne.
Zawisza podkreślała, że zwiększenie kadry na rynku poprzez masowe otwieranie kolejnych kierunków lekarskich sytuacji w ochronie zdrowia też nie poprawi. - Każda uczelnia kształcąca lekarzy powinna dawać gwarancję, że jej absolwent jest w stanie zapewnić swoim pacjentom bezpieczeństwo. Uczelnia, która nie spełnia konkretnych warunków, nie powinna w ogóle szkolić medyków. Pomysłowi na otwieranie kierunków lekarskich, w jak największej liczbie, powinno towarzyszyć przekazanie środków, które gwarantują zapewnienie tam odpowiedniej kadry i infrastruktury. Tak nie jest - podsumowała.
PRZECZYTAJ TAKŻE: 8 proc. PKB na zdrowie. Oferta dla pacjentów od Lewicy
Przemysław Wipler z Konfederacji również wskazał, że jego środowisko nie popiera otwierania kierunków lekarskich na uczelniach niemedycznych. Jak podkreślał, braki na rynku pracy i wieloletnie zaniedbania nie powinny być pretekstem do obniżania jakości kształcenia. Jak ocenił, jakość opieki nad pacjentem jest kluczowa i nie wolno jej obniżać ze względu na bieżące problemy. - Nie wolno do pacjentów dopuszczać lekarzy nieznających polskiego języka, niemających odpowiedniego wykształcenia, po słabych uczelniach - stwierdził.
Również Cezary Pakulski z Trzeciej Drogi (PSL-Polska 2050) podzielił krytyczny pogląd dotyczący kształcenia lekarzy na uczelniach niemedycznych. - Mówiąc o brakach kadrowych w ochronie zdrowia chyba nikt nie spodziewał się, że dojdzie do “produkcji” medyków na masową skalę w szkołach bez uprawnień. Dziś PiS na każdy problem w ochronie zdrowia ma jedną odpowiedź: więcej studentów. Tak jak w przypadku braku dostępu do znieczulenia przy porodach słyszymy, że będzie więcej lekarzy anestezjologów - mówił i dodał, że takie rozumowanie prowadzi do pogorszenia jakości nauczania i utraty kontroli nad nim.
– Jesteśmy świadkami zlikwidowania państwowego egzaminu dla ratowników medycznych, nie ma państwowego egzaminu dla fizjoterapeutów, a poziom Lekarskiego Egzaminu Końcowego jest dramatyczny - komentował Pakulski.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Samorząd lekarski postuluje pilną zmianę bazy pytań do LEK i LDEK
Beata Małecka-Libera (Koalicja Obywatelska) odnosząc się do problemu braku kadr mówiła, że kształcenie lekarzy jest jedną z recept, ale to musi być realizowane na odpowiednim poziomie, a realizujące je uczelnie spełniać określone wymogi. - Jakość kształcenia musi być odpowiednia. Ale problemów, z jakimi mierzą się kadry w ochronie zdrowia, nie rozwiążemy jedynie zwiększaniem naborów na kierunki lekarskie. Musimy włączać do systemu nowe zawody medyczne i niemedyczne - zaznaczyła.
PRZECZYTAJ TAKŻE: „100 konkretów na 100 dni”. Wiadomo jaki pomysł na zdrowie po wyborach ma Koalicja Obywatelska
Bolesław Piecha (PiS) odnosząc się do tej kwestii podkreślił, że widoczne niedobory lekarzy są wynikiem zaniedbań z wielu lat. - Zwiększenie kształcenia lekarzy to konieczność - podkreślał. Piecha mówił, że nie ma mowy o żadnej produkcji lekarzy, a otwieranie kierunków lekarskich na uczelniach czynione jest w oparciu o pewne warunki. - Kierunek dziś zaproponowany jest słuszny. Są dwie rady akredytacyjne: przy ministrze zdrowia i ministrze edukacji i ich zdobycie jest warunkiem uruchomienia takich studiów. I to jest jedyny sposób na problem kadr. Można sprowadzać lekarzy zagranicznych, ale nie wiem już, z jakich kierunków. Wiemy, że wprowadzenie do naszego systemu lekarzy ze Wschodu nie jest proste - tłumaczył, jednocześnie zaznaczając, że nie jest zwolennikiem kształcenia na uczelniach, które nie uzyskały akredytacji.
Jak stworzyć system bez długich kolejek, z dostępnymi specjalistami?
Receptą na skrócenie kolejek w ochronie zdrowia według Marceliny Zawisza jest zdjęcie z lekarzy biurokratycznych obciążeń poprzez oddelegowanie części zadań na innych pracowników systemu. W tym kontekście mówiła też o potrzebie docenienia pracowników niemedycznych. - Trzeba też wzmocnić urząd Rzecznika Praw Pacjenta i postawić na wzrost liczby świadczeń, tak żeby one zaczęły docierać do pacjentów. NFZ dziś zajmuje się pilnowaniem skarbonki, a nie dostępem do świadczeń. Trzeba też zwiększyć rolę opieki koordynowanej, bo to wpłynęłoby na efektywność leczenia, szczególnie przy wsparciu telemedycyny - wyliczała.
Przedstawiciel Konfederacji zaś mówił, że poprawę dostępności do świadczeń dałoby rozbicie monopolu NFZ. Tym razem nie padło hasło likwidacji Funduszu, gdyż - jak ocenił Przemysław Wipler - ten i tak prawdopodobnie przegra z konkurencją. - Pacjent powinien być klientem w systemie ochrony zdrowia, a nie petentem. By to się wydarzyło, musimy wprowadzić działanie mechanizmów rynkowych. W miejsce NFZ należy postawić podmioty będące firmami ubezpieczeniowymi, które powinny świadczyć usługi i konkurować między sobą jakością i dostępem do świadczeń. Dzięki temu pieniądze zarządzane dziś przez NFZ byłyby lepiej wykorzystywane - przekonywał i przyznał, że należałoby także rozszerzyć koszyk świadczeń gwarantowanych, który - jak stwierdził - jest zbyt wąski.
Reprezentant Trzeciej Drogi mówił, że w ochronie zdrowia problemem nie tyle jest brak kadr, co ich równomierne rozlokowanie. - Są regiony, gdzie ich zdecydowanie brakuje, jak w woj. warmińsko-mazurskim - podkreślał i postulował także o zespojenie POZ z AOS. Pakulski zwrócił też uwagę, że są regiony zdominowane przez sektor prywatny, co - jak wskazał - należy zmienić.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Polska 2050 chce zwrotu kosztów prywatnych wizyt dzieci u psychiatrów
W ocenie Beaty Małeckiej-Libery, dziś pacjent nie jest w centrum uwagi świadczeniodawców, dla których obecnie największym wyzwaniem jest wykonanie kontraktów. By to zmienić - zdaniem kandydatki KO - konieczne jest położenie nacisku na koordynację leczenia oraz likwidacja limitów do specjalistów i leczenia szpitalnego.
Bolesław Piecha przyznał, że przekazywanie kompetencji z lekarzy na inne zawody ma już miejsce, ale jest procesem trudnym. Jak stwierdził, znoszenie limitów nie jest lekarstwem na kolejki. - Część limitów w AOS jest zniesionych, a kolejki i tak są, bo brakuje personelu. Nawet w prywatnych podmiotach te kolejki są - skwitował.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Więcej sportu z budżetu na zdrowie. Nowy pomysł prezesa PiS
Więcej na zdrowie
Uczestnicy debaty zgodzili się co do jednego: że zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia jest potrzebne. Lewica mówiła o podniesieniu budżetu na zdrowie do poziomu 8 proc. PKB. Bolesław Piecha zastanawiał się, skąd wziąć środki na podwyżkę, a Przemysław Wipler przekonywał do zmiany sposobu płacenia za ochronę zdrowia i zbierania składki.
Cezary Pakulski ocenił, że system nie przetrzyma żadnej głębokiej zmiany i należy poprawiać to, co dziś działa nie do końca dobrze.
Małecka-Libera zaś podsumowała, że za większymi nakładami musi iść wizja, jak system ma funkcjonować przez kolejne lata. Jak oceniła, obecnie nie ma żadnej strategii OZ na następne lata.
Źródło: Puls Medycyny