Wszechwiedzący lekarz orzecznik
O losach przyszłych rencistów decyduje pojedynczy lekarz orzecznik z II stopniem specjalizacji, a jego decyzję zatwierdza lekarz nadzoru, najczęściej specjalista medycyny pracy. O tym, że jednoosobowy tryb orzekania o stopniu niezdolności do pracy nie sprawdza się, świadczą coraz częstsze odwołania od orzeczeń do sądów pracy i ubezpieczeń społecznych. A najbardziej wymowny jest fakt, że w co trzeciej sprawie sąd ma inne zdanie niż ZUS.
Orzecznictwo ZUS-u budzi kontrowersje. Nasilają się sygnały o decyzjach lekarzy orzeczników wydawanych na niekorzyść chorych onkologicznych, a zwłaszcza kobiet po mastektomii. ,Ostatnio stało się normą, że kobiety po mastektomii są zmuszane przez lekarzy orzeczników do powrotu do pracy. To powoduje dramaty. U tych kobiet dwa razy częściej niż z powodu innego schorzenia onkologicznego zdarzają się najcięższe formy depresji. A kobiety są różne. Niektóre potrafią się z tym szybko uporać, rzeczywiście szybko wracają do zdrowia i mogą podjąć pracę. Pod warunkiem jednak, że wykonują zajęcie, które nie obciąża ich ręki, którą już do końca życia będą miały niesprawną - mówi Elżbieta Kozik, wiceprezes Federacji Polskich Klubów Kobiet Po Mastektomii. - Ale są też takie przypadki, kiedy powrót do pracy jest dla kobiety dramatem".
Federacja ma wiele niepokojących sygnałów od kobiet, które przed zachorowaniem na raka piersi pracowały fizycznie. ,Przez lekarzy orzeczników są teraz nakłaniane do przekwalifikowania się. Do jakiej pracy? Co może robić kobieta, która w sensie dosłownym żyła z pracy rąk? Ma zostać naukowcem? Przecież to absurd." - oburza się E. Kozik.
,Każda decyzja w sprawie tych kobiet powinna być rozpatrywana indywidualnie. Kiedyś w Polsce kobietom po mastektomii automatycznie dawano rentę, co było nonsensem, bo chociażby dla zdrowia psychicznego tych pacjentek dobrze byłoby, gdyby po okresie leczenia wracały do normalnego życia, a więc także do pracy. Natomiast mam wrażenie, że na fali reform systemu ubezpieczeniowego w Polsce może w niektórych przypadkach dochodzić do mechanicznego interpretowania przepisów. W swojej praktyce spotkałem się z pojedynczymi przypadkami cofnięcia renty. Oficjalnie jednak ani kobiety po mastektomii nie zwracały się do mnie z prośbą o interwencję, ani ZUS - o konsultacje" - mówi dr hab. Maciej Krzakowski, konsultant krajowy ds. onkologii klinicznej.
Zamiast badania, wgląd w dokumenty
Indywidualne podejście do ubezpieczonego jest utrudnione ze względu na ogrom pracy lekarzy orzeczników. W 2002 roku ZUS wydał ogółem ponad 1 mln orzeczeń osobom ubiegającym się o różnego rodzaju świadczenia. Jednocześnie wykonano jednak tylko ok. 195 tys. badań specjalistycznych i obserwacji. Dysproporcja między tymi liczbami dowodzi, że w większości spraw orzekano tylko na podstawie dostępnej dokumentacji. Powszechną praktyką ZUS-u jest także orzekanie o stopniu niezdolności do pracy chorego przez specjalistów z innych dziedzin medycyny. Zdarza się więc nierzadko, że o przyszłej egzystencji osoby chorej psychicznie orzeka internista, a chorego po zawale bada ortopeda.
Przed wydaniem orzeczenia lekarz orzecznik może zwrócić się co prawda o opinię do lekarza konsultanta z każdej dziedziny medycyny, jednak konsultowanie nawet tak niejednoznacznych decyzji, jak tych dotyczących kobiet po mastektomii, nie jest w ZUS-ie normą. Jedynie 12 proc. orzeczeń zapada po konsultacji z klinicystami.
Człowiek jako całość
,Nie ma powodu, by wspierać lekarza orzecznika konsultantami - twierdzi prof. Anna Wilmowska-Pietruszyńska, naczelny lekarz Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. - Lekarz orzecznik wydaje orzeczenie o niezdolności do pracy, a nie o stanie zdrowia".
Prof. A. Wilmowska-Pietruszyńska podaje następujący przykład: chorego na serce i wątrobę, który ma częściową utratę słuchu, zmiany w narządzie ruchu i w oczach powinno zbadać pięciu specjalistów. ,A ktoś to musi zebrać w całość i powiedzieć, czy ten człowiek jest niezdolny do pracy, a nie, czy niezdolna jest jego wątroba czy serce. To jest zadanie lekarza orzecznika. To on powinien obejmować człowieka jako całość" - dodaje prof. A. Wilmowska-Pietruszyńska.
Taki system orzecznictwa jednak się nie sprawdza, a świadczy o tym fakt, że orzeczenia są bez trudu uchylane w instancjach odwoławczych. Cierpią na tym obie strony. Ubezpieczeni, którzy tracą źródło utrzymania i są skazywani na żmudne i czasochłonne dochodzenie swoich praw w sądzie, jak i ZUS ponoszący olbrzymie koszty sądowe - niestety, z kieszeni podatników. Żeby zakwestionować orzeczenie lekarza orzecznika ubezpieczony musi za pośrednictwem ZUS-u odwołać się do Sądu Pracy i Ubezpieczeń Społecznych. W 2002 r. zrobiło tak 112 tys. osób. Problem w tym, że na rozpoczęcie sprawy czeka się pół roku, a rozprawy ciągną się miesiącami. W 2002 r. sądy pierwszej instancji wydały 116 tys. orzeczeń sądowych w sprawach rentowych, w których odwołanie dotyczyło orzeczeń lekarzy orzeczników. Aż w 43 tys. przypadków (37 proc.) sąd zakwestionował pracę lekarza orzecznika.
,Trzeba wziąć pod uwagę, po jakim czasie odbywają się rozprawy sądowe - zwykle po dwóch latach od orzeczenia. Gdyby badanie przez biegłych sądowych miało miejsce po tygodniu czy miesiącu, można byłoby uznać, że stan pacjenta jest mniej więcej taki sam. Ale jeśli lekarz bada chorego po dwóch latach, to już nie jest ten sam pacjent" - twierdzi prof. A. Wilmowska-Pietruszyńska.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Beata Lisowska