W tym roku odnotujemy kolejne fiasko profilaktyki przeciwgrypowej

  • Ekspert dla "Pulsu Medycyny"
opublikowano: 06-10-2010, 00:00

Mobilizowanie ludzi do szczepienia się przeciwko grypie w tym sezonie może być naprawdę trudne. Wszystko przez świńską grypę. I nie tylko.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Eksperci Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) spierają się, czy popełniono błąd wprowadzając globalny alarm w związku z pojawieniem się wirusa A/H1N1. Stan pandemii, czyli szósty, najwyższy stopień zagrożenia, ogłoszono w czerwcu ubiegłego roku. Po raz pierwszy od 40 lat wszyscy mieli się bać. Przedsięwzięto masowe środki zapobiegawcze: rządy uruchomiły zakupy szczepionek na wielką skalę, gromadzono ludzi i sprzęt na oddziałach zakaźnych, histeria ogarnęła służby medyczne na granicach, pierwsi podejrzani o zarażenie się wirusem jeździli do izolatek na sygnale itd. I nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło. Przypadków śmiertelnych z powodu A/N1H1 było znacznie mniej (18,5 tys.) niż zgonów spowodowanych grypą sezonową (ok. 500 tys. rocznie).

W sierpniu br. WHO ogłosiła koniec pandemii świńskiej grypy. Jednocześnie trwa śledztwo Parlamentu Europejskiego w sprawie okoliczności podejmowania ubiegłorocznej decyzji WHO oraz możliwych nacisków firm farmaceutycznych. Po tych wydarzeniach każde kolejne apele WHO czy innych agend zapewne spotkają się z dużą dozą nieufności. Zwłaszcza dotyczące grypy.

Bo pandemii nie ma, ale grypa jest. Sezonowa. Już widać wzrost zachorowań i podejrzeń zachorowania na grypę – w pierwszym tygodniu września zarejestrowano w Polsce 6892 przypadki, w trzecim tygodniu zgłoszeń było już 10 399. Polacy są jednym z narodów najmniej chętnych szczepieniom przeciwko grypie. W sezonie 2009/2010 ogólna wyszczepialność naszej populacji wyniosła 6,5 proc., w grupie ryzyka, do której zalicza się pracowników służby zdrowia – 6,4 proc.

Brakuje nam autorytetów, które mogłyby skutecznie przekonać do działań profilaktycznych, przede wszystkim do szczepień. Najlepszym orędownikiem szczepień byłby lekarz, ale się nie szczepi. „Lekarze sami nie akceptują tej formy profilaktyki, a na dodatek nie są świadomi, że ich obowiązkiem jest informowanie pacjentów o szczepieniach zalecanych, do których przecież należy szczepienie przeciwko grypie” – podkreśla prof. Lidia Brydak (10-11). Problem widzi też dr n. med. Paweł Grzesiowski, członek Polskiego Towarzystwa Wakcynologii. „Zawody medyczne są na liście grup zawodowych, którym szczepienia zalecamy z przyczyn epidemiologicznych. Stanowią oni bowiem ogniwo w łańcuchu rozprzestrzeniania się zakażenia. Wiara w to, że dzięki częstemu kontaktowi z chorymi będziemy bardziej odporni na grypę jest naiwnością” – mówi dr Grzesiowski. Zwraca uwagę, że w przypadku tej choroby są tylko dwie możliwości nabycia odporności: przechorowanie albo zaszczepienie.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Magda Sowińska; [email protected]

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.