W tym roku odnotujemy kolejne fiasko profilaktyki przeciwgrypowej
Mobilizowanie ludzi do szczepienia się przeciwko grypie w tym sezonie może być naprawdę trudne. Wszystko przez świńską grypę. I nie tylko.
W sierpniu br. WHO ogłosiła koniec pandemii świńskiej grypy. Jednocześnie trwa śledztwo Parlamentu Europejskiego w sprawie okoliczności podejmowania ubiegłorocznej decyzji WHO oraz możliwych nacisków firm farmaceutycznych. Po tych wydarzeniach każde kolejne apele WHO czy innych agend zapewne spotkają się z dużą dozą nieufności. Zwłaszcza dotyczące grypy.
Bo pandemii nie ma, ale grypa jest. Sezonowa. Już widać wzrost zachorowań i podejrzeń zachorowania na grypę – w pierwszym tygodniu września zarejestrowano w Polsce 6892 przypadki, w trzecim tygodniu zgłoszeń było już 10 399. Polacy są jednym z narodów najmniej chętnych szczepieniom przeciwko grypie. W sezonie 2009/2010 ogólna wyszczepialność naszej populacji wyniosła 6,5 proc., w grupie ryzyka, do której zalicza się pracowników służby zdrowia – 6,4 proc.
Brakuje nam autorytetów, które mogłyby skutecznie przekonać do działań profilaktycznych, przede wszystkim do szczepień. Najlepszym orędownikiem szczepień byłby lekarz, ale się nie szczepi. „Lekarze sami nie akceptują tej formy profilaktyki, a na dodatek nie są świadomi, że ich obowiązkiem jest informowanie pacjentów o szczepieniach zalecanych, do których przecież należy szczepienie przeciwko grypie” – podkreśla prof. Lidia Brydak (10-11). Problem widzi też dr n. med. Paweł Grzesiowski, członek Polskiego Towarzystwa Wakcynologii. „Zawody medyczne są na liście grup zawodowych, którym szczepienia zalecamy z przyczyn epidemiologicznych. Stanowią oni bowiem ogniwo w łańcuchu rozprzestrzeniania się zakażenia. Wiara w to, że dzięki częstemu kontaktowi z chorymi będziemy bardziej odporni na grypę jest naiwnością” – mówi dr Grzesiowski. Zwraca uwagę, że w przypadku tej choroby są tylko dwie możliwości nabycia odporności: przechorowanie albo zaszczepienie.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Magda Sowińska; [email protected]