Trzeba szkolić neurologów dziecięcych
Za kilka lat może brakować neurologów dziecięcych - ostrzega prof. Sergiusz Jóźwiak, przewodniczący towarzystwa skupiającego lekarzy tej specjalności.
Aby otworzyć specjalizację w danej dziedzinie, minister zdrowia musi określić limit miejsc w każdym województwie na daną sesję. W tym celu szef resortu może zasięgać opinii konsultanta krajowego ds. neurologii dziecięcej, a ten z kolej bierze pod uwagę sugestie konsultantów wojewódzkich. W niedawnej sesji udało się w ten sposób zapewnić dziewięć miejsc dla przyszłych neurologów dziecięcych na całą Polskę: 6 otrzymało województwo dolnośląskie, 1 - łódzkie i 2 - wielkopolskie. Zdaniem prof. Sergiusza Jóźwiaka, to za mało, bo wielu neurologów dziecięcych odchodzi obecnie na emeryturę. ?Za kilka lat czeka nas luka pokoleniowa i drastyczne zmniejszenie liczby neurologów dziecięcych" - ostrzega przewodniczący Towarzystwa Neurologów Dziecięcych.
W Warszawie już brakuje specjalistów z tej dziedziny, którzy podjęliby pracę na pełnym etacie. Sytuację na razie ratują emeryci. W Instytucie-Centrum Zdrowia Dziecka zatrudnionych jest obecnie 5 neurologów dziecięcych w wieku emerytalnym.
Jest też dodatkowy problem. Wcześniej specjalizację z neurologii dziecięcej mogli zaczynać zarówno pediatrzy, jak i neurolodzy ogólni. Teraz mogą to robić wyłącznie pediatrzy. Od dwóch lat, by zostać neurologami dziecięcymi, neurolodzy ogólni po zdobyciu swojej specjalizacji muszą najpierw zrobić 5-letnią specjalizację z pediatrii. ?Powinno to zostać szybko naprawione. Przecież w latach 1960-1999 obowiązywały w Polsce obie ścieżki" - twierdzi prof. G. Jóźwiak. Taki system kształcenia obowiązuje w też krajach Unii Europejskiej. Dodatkowym argumentem jest także ciągłość leczenia pacjentów, którzy mogą być pod opieką tego samego lekarza po ukończeniu 18 roku życia.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Monika Wysocka