Takie sobie ,szkolątko"
W nawiązaniu do artykułu w Pulsie Medycyny nr 4/2003 (Wszechwiedzący lekarz orzecznik) chcę przekazać kilka uwag. Pracuję w ZUS-ie od 25 lat, a obecnie jestem lekarzem orzecznikiem. 1 września 1997 roku weszły w życie przepisy wprowadzające reformę orzecznictwa lekarskiego. Mocą tych przepisów w miejsce komisji lekarskich ds. inwalidztwa i zatrudnienia został powołany lekarz orzecznik ZUS, który dla celów świadczeń z ubezpieczenia społecznego orzeka jednoosobowo. Jest to duży błąd, albowiem we współczesnej medycynie nie ma specjalistów we wszystkich dziedzinach. I jak można orzekać jednoosobowo?!(...) Jak może być dobrze, gdy orzecznikiem omnibusem jest pediatra, dermatolog, radiolog, analityk laboratoryjny? Czy ten lekarz zna się na orzekaniu o niezdolności do pracy w różnych zawodach? To, że przeszedł szkolenie trwające 3 dni i odbył 29 godzin wykładów, nic nie znaczy. Aby orzekać w medycynie pracy, trzeba się uczyć 2 x po 3 miesiące i jeszcze 6 miesięcy spędzić w klinice. Aby orzekać w sprawach kierowców, trzeba odbyć 2-tygodniowy kurs (łącznie 120 godzin zajęć) i zdać trudny egzamin. A tu, gdzie decyduje się o ludzkim losie, jest takie sobie ,szkolątko", na którym tylko się wciska, jak odbierać renty i jak ich nie dawać (...).
Na jedną osobę mam 20 minut. W tym czasie mam zebrać wywiad, zbadać, obejrzeć wyniki badań, przepisać te wyniki do moich dokumentów i wydać moje orzeczenie. Co więc robię? Decyduję po uważaniu, ale zawsze, kiedy przyznaję rentę, to tylko na 6 miesięcy, góra na rok. Zawsze zaniżam kategorię renty. Nigdy nie daję na stałe. Nie daję renty, gdy ktoś ma mniej niż 50 lat. W sytuacji, kiedy chciałabym dać rentę, ale się boję, wysyłam na tzw. rehabilitację, aby tamtejsi lekarze napisali swoje orzeczenie. A oni z reguły występują przeciw pacjentowi, bo wtedy ich sanatorium dostanie lukratywny, kolejny roczny kontrakt z ZUS-u, a to jest żyła złota i gwarancja stabilizacji (...).
Jeżeli postępowałabym inaczej, to narażę się kontroli z centrali. Kontrolerzy analizują tylko orzeczenia o przyznanych lub przedłużonych rentach. Nigdy nie kontrolują odrzuconych. Mam więc spokojną głowę nie przyznając renty. Pacjent może iść do sądu (...).
Dlaczego NIK kontrolując ZUS nie robi analizy orzeczeń przegranych przez ZUS w sądach, nie liczy wypłaconych odsetek, nie sprawdza, który z orzeczników ma największą liczbę spraw przegranych w sądach? Dlaczego tych spraw nie analizują wydziały kontroli wewnętrznej ZUS? Dlaczego nie robi tego Naczelny Lekarz Orzecznik i jego kontrolerzy?
Może dlatego, że nie ma definicji niezdolności do pracy i jest wielki bałagan, a lekarze orzecznicy nie mają nic wspólnego ani z medycyną, ani z prawem.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: ; Imię i nazwisko do wiadomości redakcji