Nie wpuszczać przedstawicieli medycznych
Stosunek lekarzy do reprezentantów firm farmaceutycznych odwiedzających ośrodki medyczne jest różny. Pracuję w szpitalu i poradni specjalistycznej i przyjmuję od kilku do kilkunastu przedstawicieli tej profesji w miesiącu, a ponadto osobiście doświadczam uroków życia u boku przedstawiciela medycznego - mojej żony. Może właśnie to spowodowało, że wypowiedź pana doktora Janusza Medera z Centrum Onkologii w Warszawie (Puls Medycyny nr 5/2003) pobudziła mnie do reakcji. Pan doktor był uprzejmy stwierdzić: ,Ja u siebie w klinice tępię tych domokrążców, bo jak inaczej nazwać młodych lekarzy, którzy wybrali sobie taki sposób na życie. Wyganiam ich z mojej kliniki...".
Czy pan doktor uważa, że młodzi lekarze wybierają sobie taki sposób na życie dobrowolnie? Czy do przyjemności należy codzienna jazda samochodem po 100, 200 kilometrów, czekanie w kolejkach do lekarza, a nierzadko kłótnie i obelgi ze strony pacjentów? Czy uważa pan doktor, że na własną prośbę młodzi lekarze uciekają z zawodu? Czy źródła tych decyzji, nierzadko walących w gruzy sens studiów medycznych, nie należy szukać gdzie indziej?
Kilka, kilkanaście lat temu, kiedy brakowało literatury fachowej, pojawiający się przedstawiciel medyczny z najświeższymi danymi dotyczącymi wprowadzanych leków był bardzo chętnie przyjmowany jako jedno z niewielu źródeł informacji. Obecnie, jak można wyczytać z pańskiej wypowiedzi: ,tępi się tych domokrążców".
Tak jak różni są lekarze, tak samo różni są przedstawiciele medyczni, ale większość jednych i drugich ciężko pracuje, a kontakty między nimi powinny być oparte na zdrowych i przejrzystych zasadach prowadzących do obopólnej korzyści. Uważam, że prostym sposobem, nie zakłócającym pracy lekarzy jest organizacja szkoleń oddziałowych wraz z prezentacją leku. W wielu przychodniach i oddziałach są ustalone dni i godziny regulujące kontakty lekarz - przedstawiciel i nie wzbudzają one niezdrowych emocji.
Lekarze decydujący się na pracę w firmie farmaceutycznej są z reguły nie lubiani, a czasem wręcz odrzucani przez środowisko. Myślę, że rzadko przyczyną takiego postępowania jest troska o nasz zawód, o zachowanie kadr medycznych. Zdecydowanie częściej chodzi o prozaiczną rzecz - pieniądze. Niestety, ,fenicki wynalazek" rozrywa środowisko medyczne i w tym przypadku w sposób bezwzględny i okrutny. Aż strach pomyśleć o efektach różnic politycznych, religijnych czy innych.
To właśnie takie wypowiedzi ludzi ze środowiska medycznego na temat przedstawicieli medycznych kształtują opinie i wywołują nieprzyjazne reakcje ze strony lekarzy i pacjentów. Żal mi młodych lekarzy, którzy zmuszeni obecną sytuacją ,wybrali sobie taki sposób na życie" i (...) muszą odwiedzać pańską klinikę.
Mam nadzieję, że pański pogląd jest skrajnie odosobniony, chociaż bezpodstawnie obraźliwy. Jednakże proszę o więcej szacunku dla pracy innych ludzi.
A jeżeli chodzi o pańską klinikę, to proponuję przy wejściu umieścić ostrzeżenie: ,Domokrążców, komiwojażerów i przedstawicieli medycznych wprowadzać nie wolno".
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: ; Krzysztof Partyka; urolog - Nysa