Szczeciński zgrzyt

  • Ekspert dla "Pulsu Medycyny"
opublikowano: 04-11-2009, 00:00
Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
W połowie października wybrałem się do Szczecina na II Zjazd Polskiego Towarzystwa Badań nad Otyłością. Zapowiedź interesujących wykładów prowadzonych przez wysokiej klasy prelegentów była wystarczającą zachętą, by mimo fatalnej pogody i groźnie brzmiących wieści o cofce w Kanale Szczecińskim, pojechać do odległego o ponad trzysta kilometrów miasta.

Zjazd zaczął się z wielką pompą. W wypełnionej prawie do ostatniego miejsca Sali Opery Zamku Książąt Pomorskich organizatorzy długo chwalili siebie nawzajem i byli wychwalani przez zaproszonych gości. Doskonale rozumiem, że zorganizowanie tak znaczącego wydarzenia naukowego było możliwe dzięki wielomiesięcznej pracy wielu osób. Zdaję sobie sprawę, jak ważna była przychylność lokalnych władz i wsparcie sponsorów z branży farmaceutycznej. Z pewnością wiele osób zasłużyło na słowa uznania. Pozostaje pytanie - jak i kiedy dziękować? Niech zaangażowani w dzieło szczecińskiego zjazdu wybaczą mi sarkazm, ale obserwując inaugurację z pozycji widza, czułem się jakbym był ponad dwadzieścia lat temu w kinie i oglądał kronikę filmową, poświęconą uroczystej akademii z okazji któregoś lecia ważnego wydarzenia. Nieprzypadkowo ten sposób otwierania konferencji naukowych to dziś rzadkość. Poza tym chwalenie dnia przed zachodem słońca bywa ryzykowne. Organizatorów zjazdu paradoksalnie przerósł odniesiony przez nich sukces. A mówiąc precyzyjnie, tysięczna rzesza uczestników, co podkreślano z dumą podczas inauguracji.

O tym, że sprzedano znacznie więcej biletów niż miejsc w samolocie, można się było przekonać już pierwszego dnia. Nie wszyscy z uczestników byli w stanie dostać się na koncert Hanny Banaszak, a w szatniach brakowało wieszaków. Na to można by przymknąć oko, gdyby nie zgrzyt z dnia następnego. Otóż w zapowiadającej się niezwykle interesująco sesji pod patronatem platynowego sponsora zjazdu mogło wziąć udział niewiele ponad pięćset osób, czyli tyle, ile jest miejsc siedzących w Sali Opery Zamku Książąt Pomorskich. Przed pozostałymi zamknięto drzwi, jak twierdzono - ze względów bezpieczeństwa. Nie byłoby w tym nic niestosownego, gdyby organizatorzy przygotowali telebimy, umożliwiające śledzenie wykładów poza salą. Zamiast nich, pod presją kilku zawiedzionych uczestników zjazdu, w pośpiechu zorganizowano niewielki kineskopowy telewizor. Jakość obrazu i dźwięku pozwalała jedynie na identyfikację mówcy.

Piszę o tym ku przestrodze. Wraz z wprowadzeniem obowiązku gromadzenia punktów edukacyjnych namnożyło się u nas rozmaitych kongresów, zjazdów, konferencji, sympozjów i spotkań naukowych. Co zrozumiałe, cieszą się one dużym zainteresowaniem. Koszty wpisowego też są coraz wyższe. Dlatego nie ma nic niestosownego w stawianiu organizatorom wysokich wymagań.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Sławomir Badurek

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.