Kto dostanie dodatkowe pieniądze?
Tyle o polityce. Nie wiadomo jeszcze dokładnie, jak te pieniądze będą podzielone pomiędzy poszczególne rodzaje świadczeń. Mówi się o onkologii, przeszczepach i zabiegach ratujących życie. Odczytuję to jako skierowanie wszystkich pieniędzy tylko do lecznictwa szpitalnego. Pojęcie "zabiegi ratujące życie" może oznaczać, że NFZ zapłaci za nadlimity tylko na oddziałach intensywnej terapii. Gdyby przyjąć takie założenie, to w moim szpitalu miałbym zapłacone 270 z 650 tys. zł, które mam jako nadlimity. W wyniku podjętych działań i współpracy z lekarzami, zmniejszyliśmy już ich wartość z 750 do 650 tys. zł. Do końca roku powinniśmy dojść do ok. 350 tys. zł. Zmniejszamy przyjęcia planowe pacjentów do szpitala, co oznacza, że wydłużamy kolejkę oczekujących. Na OIOM-ie nie jest to możliwe.
Myślę jednak, że fundusz nie zapłaci 100 proc. nadlimitów w OIOM-ie, tylko maksymalnie 50 proc. 500 mln zł podzielone na 750 szpitali daje przeciętnie 670 tys. zł na szpital. Biorąc pod uwagę szpitale kliniczne i wojewódzkie, do powiatowych dotrze ok. 1/4 tej przeciętnej kwoty. Co potwierdzałoby moją kalkulację - 135 tys. zł to ok. 1/4 z 650 tys. zł. Zobaczymy, czy te przypuszczenia się sprawdzą. Te 135 tys. zł to tylko 20 proc. obecnej wartości nadlimitów w całym szpitalu. Kwota prawie niezauważalna, ale jednak istotna dla budżetu zakładu.
Obecny wynik finansowy szpitala to strata w wysokości ok. 300 tys. zł. Zapłata za wszystkie nadlimity w OIOM-ie spowodowałaby, że wynik na koniec roku będzie w okolicy zera. Ale wiem, że wiele szpitali ma zdecydowanie trudniejszą sytuację finansową i krzywa zadłużenia zaczyna znów stromo wspinać się do góry. Rozpoczęty sezon grzewczy zwiększy koszty działalności i pogorszy sytuację.
Trwa presja, zwłaszcza lekarzy, na wzrost wynagrodzeń. Lekarze wykorzystują sytuację, którą tworzy NFZ, stawiając zbyt wysokie wymagania co do liczby lekarzy z II stopniem lub ilości ich czasu pracy na oddziale. Szpitale zaczynają płacić lekarzom zadaniowo, za wykonane procedury według JGP, czyli nie za czas pracy, tylko za udzielone świadczenia. Ale fundusz kurczowo trzyma się czasu pracy. Nie jest to logiczne w sytuacji, gdy lekarzy generalnie mamy za mało. W konsekwencji prowadzi to do takich sytuacji, które potem są pokazywane jako oszukiwanie płatnika - lekarz pracujący po 350 godz. w miesiącu. A wystarczy, że wzięty lekarz ortopeda lub torakochirurg działa jako lekarz objazdowy - jeździ do kilku szpitali, by wykonywać w nich operacje. Ma płaconą prowizję od liczby punktów według JGP. Ale szpital, żeby sprzedać świadczenie funduszowi, musi go wykazać, jakby pracował u niego na części lub całym etacie. To prowadzi do absurdów, których w naszym systemie nie ubywa, lecz przybywa. Ale o tym można by długo pisać.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Janusz Atłachowicz, ; prezes Zarządu Szpitala Powiatowego Sp. z o.o. w Rawiczu