Strajki ostrzegawcze lekarzy: co dalej z podwyżkami?

Anna Gwozdowska
opublikowano: 16-05-2007, 00:00

Kiedy 10 maja w szpitalach w całej Polsce lekarze przystępowali do strajku ostrzegawczego, w Sejmie Zbigniew Religa przedstawił projekt wzrostu płac w służbie zdrowia na kolejne 5 lat. ;

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Żądania przedstawicieli Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy są trudne do spełnienia. Związkowcy domagają się wzrostu wynagrodzeń już teraz, do wysokości dwóch średnich pensji krajowych dla lekarza bez specjalizacji i trzech pensji dla lekarza specjalisty, co daje odpowiednio 5 i 7,5 tys. zł brutto. Minister zdrowia Zbigniew Religa odpowiada stanowczym "nie", choć przyznaje, że pensje lekarzy są zbyt niskie. Jego zdaniem, spełnienie żądań związkowców oznaczałoby dodatkowe wydatki rzędu 11 mld zł, a już teraz w 40-miliardowym budżecie Narodowego Funduszu Zdrowia wynagrodzenia pochłaniają 20 mld zł.
Na kwietniowym spotkaniu z przedstawicielami Zarządu Krajowego OZZL minister obiecywał jednak, że będzie wnioskował w rządzie, aby w kolejnych latach pensje pracowników ochrony zdrowia rosły corocznie 15-20 proc. O tym samym szef resortu zdrowia mówił 10 maja w Sejmie, kiedy odpowiadał na interpelacje poselskie. "Nas to nie satysfakcjonuje - deklaruje Sławomir Zimny, przewodniczący regionu łódzkiego OZZL, który uczestniczył w spotkaniu z ministrem. - W ten sposób do dwóch średnich krajowych doszlibyśmy w ciągu 15 lat".

Dyrektorzy kontra związkowcy

Strajk ostrzegawczy miał być próbą sił przed protestem zaplanowanym na 21 maja. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, nie wykonywano planowych operacji, ale pracowało pogotowie ratunkowe i izby przyjęć. 21 maja w czasie strajku będą pracować tylko lekarze dyżurujący. Krzysztof Bukiel, przewodniczący Zarządu Krajowego OZZL ocenił, że w proteście wzięły udział 203 szpitale. To mniej niż się spodziewano. Według K. Bukiela, mniejsza frekwencja wynikała z konieczności spełnienia ostrych warunków ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych.
"Strajk ostrzegawczy jest możliwy wtedy, kiedy jakiś oddział terenowy OZZL jest w fazie mediacji z dyrektorem i negocjacje nie rokują spełnienia żądań związkowców - tłumaczył K. Bukiel. - Sporo szpitali znajduje się dopiero w fazie przedmediacyjnej". Tak było w regionie łódzkim. Związkowcy nie zakończyli tam procedury wchodzenia w spory zbiorowe. "Dyrektorzy nas przechytrzyli - przyznaje S. Zimny. - Uchylali się od przystąpienia do mediacji, a ostatnio wyjechali po prostu na długi weekend". S. Zimny ma jednak nadzieję, że łódzkie szpitale będą przynajmniej gotowe do strajku przewidzianego na 21 maja. Jego zdaniem, do strajku przystąpi wtedy 98 proc. szpitali.
10 maja zdarzały się też miłe dla związkowców niespodzianki. W Warszawie i okolicach, jak oceniła Maria Balcerzak, przewodnicząca regionu mazowieckiego OZZL, strajkowała większość placówek, w których znajdują się oddziały terenowe OZZL, w sumie 1/10 wszystkich szpitali. "W zeszłym roku w czasie strajków Warszawa milczała, dlatego to jest duży sukces" - uznała M. Balcerzak.

Wynagrodzenia w 2008 roku

Związkowcy myślą już o następnych protestach. Kolejny strajk zapowiadają na styczeń przyszłego roku, jeśli okaże się, że wypłacane w obecnie 30-procentowe podwyżki nie zostaną uwzględnione w wynagrodzeniach w 2008 r. "Są obawy, że nie zostaną uwzględnione" - przyznaje S. Zimny.
Ustawa z lipca 2006 r. zobowiązująca świadczeniodawców do przeznaczenia dodatkowych środków otrzymanych z Narodowego Funduszu Zdrowia na wypłacanie podwyżek wynagrodzeń obowiązuje tylko do końca tego roku. Szerszą opinię naszego eksperta prawnego Sławomira Molędy publikujemy na stronie 29.
Według S. Zimnego, minister zdrowia zapewnił związkowców, że będzie się starał przedłużyć obowiązywanie ustawy. Jednak ze źródeł w resorcie zdrowia dowiedzieliśmy się, że nowelizacja ustawy będzie raczej ostatecznością. "Jeśli zdążymy do końca czerwca z przygotowaniem koszyka świadczeń wraz z wyceną, nowelizacja nie będzie potrzebna. Jeśli nie, będziemy się musieli nad nią zastanowić" - przyznał wysoko postawiony urzędnik resortu zdrowia. Także wśród posłów koalicji rządzącej panuje przekonanie, że stworzenie koszyka wraz z wyceną świadczeń umożliwi utrzymanie wynagrodzeń na wyższym poziomie.
"Wydaje się, że to załatwi całą sprawę" - uważa Małgorzata Stryjska, poseł Prawa i Sprawiedliwości, zastępca przewodniczącego sejmowej Komisji Zdrowia. Jej zdaniem, podwyżka zostanie zawarta w wycenie świadczeń. Czy zostanie "skonsumowana" na wyższe wynagrodzenia, będzie - zdaniem M. Stryjskiej - zależało od pracodawców. "Nikt z pracowników, którzy dostali już podwyżki, nie będzie pracował za niższe pieniądze, a nie ma przecież nadmiaru rąk do pracy - argumentuje M. Stryjska. - W tej sytuacji powinien zadziałać rynek".

Więcej pieniędzy ze składek

NFZ deklaruje, że dzięki wzrostowi gospodarczemu, a co za tym idzie, wyższym wpłatom ze składek zdrowotnych, będzie mógł utrzymać wycenę kontraktów na poziomie uwzględniającym tegoroczne 30-procentowe podwyżki. Obecny wzrost płac zostanie po prostu włączony w cenę świadczeń. "W tej chwili jeszcze nie wiadomo, czy wliczymy je w wartość punktów, czy zwiększymy liczbę punktów za świadczenia" - zastrzega Jolanta Kocjan, rzecznik prezesa NFZ. Jej zdaniem, pieniędzy nie powinno zabraknąć. Tylko w I kwartale br. do budżetu NFZ wpłynęła nadwyżka w wysokości około 300 mln zł. W zeszłym roku nadwyżka wyniosła 876 mln zł.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Anna Gwozdowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.