Sprywatyzować szpital - skutecznie
Wrocławska spółka EMC-Instytut Medyczny nie boi się trudnych wyzwań. Modelowym przykładem, jak zadłużona powiatowa placówka może stać się konkurencyjna na rynku ochrony zdrowia, jest prowadzony przez nią szpital w Ozimku koło Opola.
Przeciwko przejęciu szpitala przemawiała też architektura. Po 20 latach rozbudowy i modernizacji szpital św. Rocha rozpoczął w 2000 roku działalność w nowym budynku o powierzchni ponad 5 tys. m kw., w którym najwięcej miejsca zajmowały korytarze. Trzecim utrudnieniem była fatalna struktura zatrudnienia. Przed prywatyzacją szpital zatrudniał 178 osób, w tym 47 pracowników niemedycznych. Dział administracji zajmował dwa piętra. I jeszcze te długi. „Pacjenci weszli w 2000 roku do nowego obiektu i zaczął się dramat. Mały powiatowy szpital, posiadający ok. 4 mln zł kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia, bardzo szybko zaczął się zadłużać. W 2003 roku jego dług wynosił już ponad 10 mln zł" - opowiada Józef Tomasz Juros, zarządzający szpitalem w Ozimku po prywatyzacji, a obecnie dyrektor generalny EMC-Instytut Medyczny we Wrocławiu.
Tempo przyrostu zadłużenia zaskoczyło wszystkich. Szpital generował co miesiąc 250 tys. długu. Efekt? Decyzja starosty o jego likwidacji, poprzedzona jednomyślnym głosowaniem rady powiatu.
Po likwidacji publicznego szpitala rozpisano konkurs. Wygrała go spółka EuroMediCare z Wrocławia, która w 2004 roku wydzierżawiła od starosty obiekty, zobowiązując się do inwestycji w sprzęt. Na zasadzie cesji przejęty został kontrakt z NFZ, a starostwo powiatowe przejęło zadłużenie szpitala.
„Tuż po sprywatyzowaniu szpitala nastąpił masowy odpływ pacjentów. Byliśmy przerażeni, bo oni odchodzili od nas, myśląc, że teraz za wszystko będą musieli płacić - wspomina J. T. Juros. - Trzeba było kilku miesięcy, żeby przełamać mentalny opór miejscowej ludności i przekonać mieszkańców, że leczenie w ładnych salach, z obrazami na ścianach oraz restauracyjne posiłki można mieć za darmo". Już na koniec maja 2004 roku, czyli w miesiąc po prywatyzacji, deficyt szpitala zmniejszył się do 190 tys. zł. W sierpniu 2004 r. szpital był już na plusie.
restrukturyzować zatrudnienie?
Sukces, jakim było niezadłużanie się szpitala, udało się osiągnąć po czterech miesiącach od prywatyzacji. Był to efekt wielu równoległych działań, które podjął nowy właściciel. Najważniejsza okazała się restrukturyzacja zatrudnienia. Zredukowano liczbę pracowników niemedycznych. Dział administracji przed prywatyzacją liczył 28 osób, dziś zatrudnia pięć, w tym dwie z nich pracują we wrocławskiej centrali spółki, która obsługuje wszystkie szpitale EMC.
Zmniejszyła się też liczba pracowników medycznych. Prawie wszystkie pielęgniarki, które chciały pracować w Ozimku, zostały. Radykalnie natomiast zmniejszono liczbę etatów lekarskich. „Praca w szpitalu, którym zarządza prywatny właściciel, okazała się trudna dla części lekarzy. Nie wszyscy odnaleźli się w sytuacji ścisłej kontroli czasu pracy" - mówi Józef T. Juros.
Istotne z punktu widzenia ekonomii szpitala było także racjonalne wykorzystanie powierzchni. Placówka cały czas się modernizuje i poszerza swoją działalność medyczną, jednak jej powierzchnia jest sporo mniejsza niż przed prywatyzacją (obecnie ok. 3900 m2). „To jest pewien paradoks: w szpitalu zarządzanym przez starostwo były 6-8-osobowe sale, w tej chwili - mimo że powierzchnia została zmniejszona - standardem na wszystkich oddziałach są sale 2-3-osobowe" - mówi Józef T. Juros.
Nowe źródła finansowania
Największe zmiany dokonały się w strukturze przychodów i wydatków. W ciągu kilku lat kontrakt szpitala z NFZ znacząco wzrósł. O ile jednak w 2004 roku przychody z działalności komercyjnej stanowiły zaledwie 1,8 proc. ogółu przychodów, o tyle dziś to już 25 proc. „Tych pieniędzy nie wyłożyli jednak nasi pacjenci. Osoby, które nie chcąc czekać w kolejce, płacą za badania czy zabiegi, stanowią niewielki procent. Nie łudźmy się, że to się zmieni. Od początku zaczęliśmy szukać alternatywnych źródeł finansowania. Gros naszych przychodów spoza kontraktu NFZ pochodzi z ministerialnych programów badawczych oraz ze sprzedaży usług innym placówkom medycznym" - podkreśla J. T. Juros. Dziś powiatowy szpital w Ozimku sprzedaje badania endoskopowe, m.in. szpitalom z Opola. Jest też istotnym kontrahentem Ministerstwa Zdrowia, wykonując na jego zlecenie ok. 500 badań diagnostycznych rocznie w ramach programu profilaktyki raka jelita grubego.
Ogromne zmiany zaszły też po stronie wydatków. Przed prywatyzacją szpital wydawał na leki i materiały medyczne (łącznie) prawie dwa razy więcej pieniędzy niż obecnie. Zmieniła się proporcja wydatków na leki: przed prywatyzacją stanowiły one 62 proc. wszystkich kosztów magazynu medycznego, dziś - tylko 38 proc.
Wcale nie oznacza to, że w Ozimku oszczędza się na lekach. Pacjenci dostają te same skuteczne farmaceutyki. „Wytłumaczenie tego może być tylko jedno: radykalnie skrócił się czas pobytu pacjentów w szpitalu, co powoduje mniejszą konsumpcję leków na oddziałach. Większe jest natomiast zużycie sprzętu jednorazowego użytku i materiałów medycznych niż przed prywatyzacją" - uważa dyr. J. T. Juros.
Medyczne nisze
Nowy, prywatny właściciel, od początku zaczął szukać na lokalnym rynku medycznym nisz, które mógł wypełnić szpital w Ozimku. Znalazł kilka dziedzin, w których szpital mógł być mocny. „Postawiliśmy przede wszystkim na procedury wysokospecjalistyczne: techniki endoskopowe i laparoskopowe. Od 2004 roku wykonaliśmy ok. 3,5 tys. badań diagnostycznych i zabiegów chirurgii jednego dnia. Jesteśmy w tej chwili największym potentatem w województwie, jeśli chodzi o operowanie technikami laparoskopowymi" - opowiada Józef T. Juros. Inną mocną stroną Ozimka po prywatyzacji miała być opieka długoterminowa nad dziećmi terminalnie chorymi. Obecnie na tym oddziale są leczone dzieci z całej południowo-zachodniej Polski.
W miejsce zlikwidowanego oddziału ginekologii powstał Zakład Opiekuńczo-Leczniczy. „Zaczynaliśmy od 15 łóżek, dziś mamy ich 40, z czego większość zakontraktowanych przez NFZ. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, bo jest wielkie zapotrzebowanie na tego rodzaju usługi" - przekonuje Józef T. Juros. W szpitalu utworzono też niewielki oddział rehabilitacji z nastawieniem na wczesną rehabilitację neurologiczną. Dzisiaj placówka jest potentatem w tej dziedzinie. Ma 35 łóżek, wszystkie zakontraktowane przez NFZ. „Staramy się przejmować pacjentów bezpośrednio z oddziałów neurologicznych i rozpoczynać rehabilitację poudarową naprawdę wcześnie, choć ograniczenia narzucone przez NFZ tylko częściowo na to pozwalają. Efekty tej wczesnej rehabilitacji są doskonałe: pacjenci przywożeni do nas na wózkach, po 6-8 tygodniach wychodzą o własnych siłach" - zapewnia J. T. Juros.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Beata Lisowska