Sląska kasa wygrała w NSA
Śląska Regionalna Kasa Chorych nie musi odprowadzać dodatkowych 138 mln zł na tzw. fundusz wyrównawczy, w ramach którego bogatsze kasy pomagają finansowo kasom biedniejszym.
W czwartek 23 maja Naczelny Sąd Administracyjny uchylił decyzję Urzędu Nadzoru Ubezpieczeń Zdrowotnych, który wyliczył, że ląska RKCh powinna zapłacić w 2001 roku nie 205 mln, ale 343 mln zł. UNUZ oskarżył kasę, że zawyżyła liczbę ubezpieczonych i nakazał, by dopłaciła dodatkowe 138 mln zł.
Spór o liczbę ubezpieczonych ciągnie się już od listopada zeszłego roku, kiedy prezes UNUZ-u Michał Żemojda publicznie stwierdził, że z niezrozumiałych przyczyn ze śląskiej kasy ,wyparowało" 400 tysięcy ubezpieczonych. W sprawie dopłaty RKCh odwołała się najpierw do UNUZ-u, ale ten utrzymał decyzję w mocy. Sprawa trafiła więc do NSA. Na wczorajszy wyrok z niepokojem i nadzieją czekali nie tylko urzędnicy kasy, ale również władze województwa, posłowie i dyrektorzy zakładów opieki zdrowotnej, którzy solidarnie zaprotestowali przeciwko odbieraniu mieszkańcom ląska pieniędzy potrzebnych na leczenie.
W uzasadnieniu wyroku NSA podkreślił, że podawana przez UNUZ liczba ubezpieczonych w ląskiej RKCh była niewłaściwa, ponieważ urząd oparł się na danych z czerwca 2001 roku, a powinien wziąć pod uwagę dane z czerwca 2000 roku.
?Jesteśmy bardzo zadowoleni, że oskarżenia kierowane od kilku miesięcy pod naszym adresem okazały się bezpodstawne. Cieszymy się, że wygrało prawo i nasze argumenty" - skomentował decyzję NSA Andrzej Sośnierz, dyrektor śląskiej kasy.
Na co zostanie przeznaczone ,zamrożone" dotąd 138 mln zł?
?Na najbliższym posiedzeniu rady kasy zastanowimy się wspólnie, jak je rozdysponować. Na pewno trafią do ZOZ-ów" - zapewnił A. Sośnierz.
Urzędnicy UNUZ-u czekają na pisemne uzasadnienie wyroku NSA. ?Urząd wyda nową decyzję w sprawie wysokości opłaty wyrównawczej dla RKCh, opierając się na danych z czerwca 2000 roku" - poinformowała Małgorzata Woźniak-Juhre, rzecznik prasowy urzędu. Nie chciała się jednak odnieść do zapowiedzi prezesa Michała Żemojdy, który 8 lutego br., podczas wizyty w Katowicach, nie wykluczył, że poda się do dymisji, jeśli NSA podważy jego decyzję.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Mariola Marklowska, Katowice