Psychiatra dziecięcy: niemal pół miliona najmłodszych dzieci ma zaburzenia rozwojowe
W grupie wiekowej do 6. roku życia blisko pół miliona dzieci przejawia różnego rodzaju zaburzenia rozwojowe. Jeśli chodzi o dzieci starsze i nastolatki, to ok. 500 tys. ma zaburzenia internalizacyjne, a ponad 350 tys. - eksternalizacyjne - alarmuje dr Aleksandra Lewandowska, psychiatra dziecięcy, konsultant krajowa ds. psychiatrii dzieci i młodzieży.

- Porównując dane z roku 2020 i 2021, widzimy, że o 77 proc. wzrosła liczba dzieci i nastolatków podejmujących próby samobójcze.
- To naprawdę krzyk rozpaczy i wyraźny apel do nas, dorosłych, abyśmy zmienili świat, jaki fundujemy naszym dzieciom - mówi konsultant krajowa ds. psychiatrii dzieci i młodzieży dr Aleksandra Lewandowska, która jest też ordynatorem oddziału dziecięcego w szpitalu im. Babińskiego w Łodzi.
- Za wiele problemów młodego pokolenia odpowiada szybkie tempo współczesnego życia i tzw. kryzys więzi.
- Ważne jest, aby być z dzieckiem. A ile razy słyszymy od naszych pacjentów - “no tak, mam kosz, ale od 1,5 roku, kiedy tata go postawił, to zagraliśmy może raz” - podaje przykład dr Lewandowska.
Zdaniem dr Aleksandry Lewandowskiej, konsultant krajowej ds. psychiatrii dzieci i młodzieży, skala problemów psychicznych, z jakimi borykają się najmłodsi Polacy, jest alarmująca. W grupie wiekowej do 6. roku życia blisko pół miliona dzieci przejawia różnego rodzaju zaburzenia rozwojowe. Jeśli chodzi o dzieci starsze i nastolatki to tyle samo (ok. 500 tys.) ma zaburzenia internalizacyjne, a ponad 350 tys. - eksternalizacyjne.
Zaburzenia internalizacyjne to takie, w których występuje rzutowanie “do wewnątrz” przeżywanych problemów. Wyróżnia się w tej grupie objawy lękowe, objawy depresji (np. smutek, przygnębienie) i innych zaburzeń nastroju, wycofanie, np. unikanie kontaktów społecznych czy objawy somatyczne bez wyraźnej medycznej przyczyny.
Zaburzenia eksternalizacyjne to problemy z zachowaniem impulsywnym, nadaktywnym, nieuważnym, agresją lub zachowania słabo kontrolowane o charakterze antyspołecznym, buntowniczym. Wynikają z rzutowania wewnętrznych problemów doświadczanych przez daną osobę “na zewnątrz”. To m.in. różne przejawy agresji, przeciwstawianie się i opór wobec otoczenia, impulsywność, destruktywność czy antyspołeczność.
Placówki I poziomu skutecznie dokonują przesiewu
Jak zaznaczyła dr Lewandowska, są to tylko dane uzyskane na podstawie analizy świadczeń udzielanych w ramach publicznej ochrony zdrowia - nie uwzględniono w nich informacji z komercyjnych ośrodków. Dodatkowo są to dane sprzed pandemii, natomiast już teraz wiadomo, że po niej w placówkach psychiatrycznych liczba małoletnich pacjentów zwiększyła się dwukrotnie.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Depresja a alkohol: niebezpieczny duet w praktyce psychiatry
W opinii dr Lewandowskiej, pewne pozytywne zmiany można zaobserwować, odkąd wdrażana jest reforma i psychiatryczna opieka środowiskowa. Tylko 20 proc. ze wszystkich dzieci trafiających do centrów środowiskowych, gdzie wstępna diagnostyka i pomoc świadczona jest przez psychologów, terapeutów środowiskowych czy psychoterapeutów, wymaga opieki lekarza psychiatry.
– Zmieniamy mentalność w społeczeństwie i zwracamy uwagę, że nie każde dziecko, które ma problemy, od razu wymaga konsultacji u psychiatry i jego opieki. Często rodzice się gubią - mylą psychologa, psychoterapeutę z lekarzem psychiatrą. Jeśli na początku nie ma tego rozróżnienia, to potem w efekcie mamy bardzo długie terminy oczekiwania do lekarza psychiatry; tymczasem okazuje się, że tylko 20 proc. pacjentów takiej właśnie opieki wymaga - wyjaśniła.
Kryzys więzi to jedno z głównych problemów psychoemocjonalnych
Po pandemii gwałtownie wzrosło zapotrzebowanie na pomoc psychiatryczną i psychologiczną, co dotyczy nie tylko nastolatków i dzieci - także osoby dorosłe są w gorszej kondycji psychofizycznej.
– Wszyscy mierzymy się ze stratami różnego rodzaju - związanymi z utratą bliskich, w przypadku dorosłych z utratą pracy, zmianami w zakresie bezpieczeństwa finansowego. To wpływa na funkcjonowanie całych środowisk. Dziecko nie jest bowiem samotną wyspą - reaguje na to, co dzieje się w jego otoczeniu - zaznaczyła dr Lewandowska.
Ekspertka zauważyła, że obwiniane często o szkodliwe działanie na najmłodszych media elektroniczne mogą mieć wpływ na zdrowie psychiczne dzieci, jednak przede wszystkim dlatego, że to dorośli dają im taki, a nie inny przykład.
– Szkodliwe używanie elektroniki to temat, który mocno wybrzmiewa zwłaszcza po okresie lockdownu. Dlatego uruchomiono pilotaż dotyczący uzależnień behawioralnych, bo po pandemii przybyło nam takich pacjentów - głównie nastoletnich. Jeżeli jednak byłyby wdrożone systematyczne i systemowe działania profilaktyczne, ukierunkowujące dziecko i nastolatka na uważność na siebie i na drugiego człowieka, uczące również, jak konstruktywnie spędzać czas, jak sobie radzić z trudnościami, to skala problemu byłaby mniejsza - uważa lekarka.
Według dr Lewandowskiej za wiele problemów młodego pokolenia odpowiada szybkie tempo współczesnego życia i zagubienie niektórych rodziców.
– Rodzice mają niekiedy absolutnie dobre intencje. Pamiętam jedną z mam, która zwierzyła mi się, że jeden poradnik sugerował jej to, drugi - coś zupełnie innego, w rezultacie doprowadzając do całkowitego zagubienia w kontaktach z dzieckiem. Dlatego mówiąc o profilaktyce, nie mam na myśli jedynie dzieci, ale także rodziców. Ważne jest, aby być z dzieckiem. A ile razy słyszymy od naszych pacjentów - “no tak, mam kosz, ale od 1,5 roku, kiedy tata go postawił, to zagraliśmy może raz”. Chodzi więc o to, by rodzic zaczął od siebie, od dawania dobrego przykładu - podkreśliła.
– Brakuje rzetelnego przekazywania wiedzy, jak być dobrym rodzicem, ale także - o czym mówią nauczyciele - jak pracować z dziećmi i młodzieżą. Pedagodzy uważają, że profil ucznia się zmienia - sposób zarówno uczenia, jak i podejścia do młodego człowieka powinien być inny, niż kilka czy kilkanaście lat temu - dodała.
Konieczna współpraca międzyresortowa
Pracujący z młodymi pacjentami psychiatrzy obserwują kryzys w relacjach międzyludzkich; szczególnie wstrząsające w XXI wieku wydaje się, że dzieci i młodzież narażone są na przemoc - i domową, i rówieśniczą.
– Jeżeli dziecko od przedszkola uczone byłoby, w jaki sposób zadbać o siebie, to wtedy łatwiej mu będzie być w uważności z drugim człowiekiem, budować bezpieczną dla siebie relację partnerską i być uważnym rodzicem. Tego nam bardzo brakuje. Niekiedy rodzice ze strachu wolą pewnych rzeczy nie widzieć. A to nie sprawi, że problem zniknie, on będzie narastał - zaznaczyła dr Lewandowska.
Środowisko psychiatrów i psychologów dziecięcych apeluje od dawna do Ministerstwa Edukacji, aby do podstawy programowej włączone zostały zajęcia poświęcone zdrowiu, na których uczniowie dowiadywaliby się, jak rozpoznawać swoje emocje, radzić sobie z trudnościami, w bezpieczny sposób komunikować się z drugim człowiekiem i funkcjonować w społeczeństwie.
– Oczywiście, nie mam na myśli, aby do już przeciążonego systemu dołączyć kolejny przedmiot. Wprost przeciwnie, musimy odchudzić podstawę programową, wprowadzić równowagę, wypośrodkować. Stawiane często za wzór skandynawskie systemy edukacyjne funkcjonują w oparciu o ucznia; podążają za jego indywidualnymi predyspozycjami i kompetencjami dziecka. Jest w nich dużo zajęć rozwijających obszary dotyczące zdrowia psychicznego. To przynosi efekty, bo uczniowie z tych krajów bardzo dobrze zdają testy podsumowujące zdobytą wiedzę. U nas system edukacji opiera się o odtwarzanie wiedzy, a dla współczesnych dzieci i młodzieży to nie jest atrakcyjne - podkreśliła ekspertka.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Zmiany w psychiatrii dorosłych: dlaczego idą wolniej niż reforma psychiatrii dziecięcej?
Źródło: Puls Medycyny