Przyszłość nas zaboli
Przyszłość nas zaboli
Ostrzej, ale bez skalpela - felieton Marka Stankiewicza.
Polscy mistrzowie świata w siatkówce mają francuskiego trenera. Nasi piłkarze ręczni właśnie sięgnęli znów po brązowy medal, dzięki konsekwencji i stalowym nerwom trenera rodem z Niemiec. Gdyby nie dwaj serbscy jegomoście z gwizdkami, kto wie, z czym wróciliby z Kataru nasi chłopcy. Triumfatorzy narciarskiego Pucharu Świata Adam Małysz i Justyna Kowalczyk korzystali już z wiedzy zacnych rosyjskich, austriackich i fińskich trenerów. Tymczasem polska ochrona zdrowia plasuję się na 31. miejscu wśród 36 krajów europejskich. Bo od 2011 roku miesza w niej rodzimy celebryta, wręcz impregnowany na życzliwą krytykę środowiska lekarskiego. Niestety, również przy akompaniamencie Doktor Ewy. Raport Europejskiego Konsumenckiego Indeksu Zdrowia (EHCI) z 27 stycznia br. na 101 stronach nie kłamie. Bo niby w imię czego? Do tej pory nasi politycy wmawiali nam, że służba zdrowia za granicą ma podobne problemy! Teraz prawda ich zaboli.
Gorzej jest tylko w Rumunii, na Litwie i na Bałkanach. Macedonia wprowadziła powszechną internetową rejestrację pacjentów w czasie rzeczywistym (e-booking), co przesunęło ją aż o 11 miejsc do przodu. Do lekarzy rejestruje się tam tak samo szybko i skutecznie, jak pobiera pieniądze z bankomatu. A maleńki Luksemburg to można tylko podziwiać i naśladować. Najlepiej jest w Holandii i Szwajcarii. Trzecią lokatę zapewniły Norwegii bardzo wysokie nakłady na zdrowie. Czwarta z kolei Finlandia swój awans zawdzięcza znacznemu skróceniu oczekiwania na planowe zabiegi, które były tradycyjnie zmorą tego dobrze poukładanego systemu opieki zdrowotnej. Ale Czechy i Estonia, które wcale nie wydają na zdrowie rekordowych sum, mogą cieszyć się pozycją mocnych europejskich średniaków.
EHCI to ranking opracowywany na podstawie ogólnodostępnych danych statystycznych, ankiet wypełnianych przez pacjentów oraz niezależnych badań. Jest to oficjalne narzędzie Komisji Europejskiej, która ma zamiar prowadzić systematyczne oceny służby zdrowia w krajach członkowskich. „Ocenia się m.in.: przestrzeganie praw pacjenta, czas oczekiwania na świadczenia medyczne, śmiertelność niemowląt, przeżywalność w przypadku chorób nowotworowych, zakres świadczeń gwarantowanych, działania profilaktyczne i dostępność do nowych leków” — przekonuje dr Vytenas Andriukaitis, nowy europejski komisarz ds. zdrowia, rodem z Litwy.
Polska otrzymała miażdżące oceny przede wszystkim z dostępności do leczenia. Co więcej, ocen tych nie poprawi nawet 9-tygodniowy pakiet onkologiczny, bowiem europejski standard wdrożenia terapii nowotworowej nie przekracza 21 dni, kolejek na planowane operacje 90 dni, a na tomografię tylko siedmiu! Jedynkę, czyli pałę dostaliśmy m.in. za: wciąż wysoką śmiertelność po udarach, niską przeżywalność w nowotworach, gronkowcowe zakażenia MRSA (oporne na metycylinę), zbyt mało operacji zaćmy i transplantacji nerek na milion mieszkańców, fatalną geriatryczną opiekę długoterminową oraz mało dializ wykonywanych poza kliniką. Działania prewencyjne dotyczące nadciśnienia i palenia papierosów, szczepień HPV (rak szyjki macicy) oraz śmiertelności na drogach uzupełniają nasze niedostateczne oceny. Właściwie to nie ma z czego się cieszyć!
Holandia jako lider rankingu zawdzięcza swoją pozycję świadomym swoich praw pacjentom. Dystans pomiędzy pacjentami a pracownikami służby zdrowia systematycznie się tam skraca. Ustawodawstwo związane z prawami pacjenta, zaangażowanie w politykę dotyczącą opieki zdrowotnej, stało się w Europie czymś oczywistym. Z roku na rok systemy opieki zdrowotnej, często nieco opornie, otwierają się na pacjentów, biorą pod uwagę ich zdanie, uwagi i pomysły. Owocuje to samouświadomieniem pacjenta i nie chodzi tu tylko o opiekę zdrowotną, ale również inne pola nowoczesnego społeczeństwa. Dzięki temu pacjent może o wiele prościej niż kiedyś nawigować pomiędzy różnymi ofertami opieki zdrowotnej.
Portale internetowe, które zapraszają pacjentów do porównywania jakości usług medycznych, nie zetkną się tam ze świętym oburzeniem medycznej konserwy, obrażonych luminarzy medycyny, niedowartościowanych związkowców i zawodowych korporacji. Ani tych posiadaczy lekarskich dyplomów, których postęp w medycynie uwiera i rozleniwia, zamiast mobilizować.
Po okresie względnej stabilizacji kadr lekarskich znów wzrasta popyt na ich pracę i życie za granicą. Falę lekarskiej emigracji po akcesji do Unii Europejskiej zatrzymała w latach 2006-2007 roztropna decyzja o wzroście wynagrodzeń lekarzy. Dziś gotowość do wyjazdów powraca. Naczelna Izba Lekarska w 2014 roku wydała 820 zaświadczeń potwierdzających kwalifikacje zawodowe lekarzy, umożliwiających podjęcie pracy w krajach Unii. To jest o ponad 150 zaświadczeń więcej niż przed rokiem. Nie tylko wyższe zarobki, ale przede wszystkim krótszy czas pracy i ogromne możliwości rozwoju zawodowego kuszą polskich lekarzy. Także gorsze w kraju warunki pracy, biurokracja, wymogi sprawozdawcze NFZ powodują, że lekarze tracą apetyt na oddanie się urokom wymarzonego zawodu w Polsce.
W naszym uroczym kraju ułatwienia i uproszczenia dostępu do opieki zdrowotnej są wciąż postrzegane jako przyzwolenie na niemoralną konsumpcję w nadmiarze czegoś, co powinno pozostać reglamentowane. To jest oklepane motto polskiej polityki, wypisane sympatycznym atramentem na partyjnych sztandarach od lewa do prawa. Przewrotna filozofia uszczelniania polskiego systemu ochrony zdrowia ląduje właśnie na europejskim śmietniku. Ale przyszłość wydaje się okrutna dla opornych: pacjenci i konsumenci będą oczekiwać lepszego przepływu informacji, poszerzania wiedzy — aby podejmować świadome decyzje i system rzeczywiście udoskonalać. Najlepsi według EHCI są właśnie ci Europejczycy, którzy kwestionują „stare, dobre” metody i nie boją się ich wywracać do góry nogami. Po prostu rozumieją, że zbiorowa mądrość społeczeństwa obywatelskiego jest niezwykle cenna, nie stanowi zagrożenia dla profesjonalistów ani nie jest uciążliwa.
Ostrzej, ale bez skalpela - felieton Marka Stankiewicza.
Polscy mistrzowie świata w siatkówce mają francuskiego trenera. Nasi piłkarze ręczni właśnie sięgnęli znów po brązowy medal, dzięki konsekwencji i stalowym nerwom trenera rodem z Niemiec. Gdyby nie dwaj serbscy jegomoście z gwizdkami, kto wie, z czym wróciliby z Kataru nasi chłopcy. Triumfatorzy narciarskiego Pucharu Świata Adam Małysz i Justyna Kowalczyk korzystali już z wiedzy zacnych rosyjskich, austriackich i fińskich trenerów. Tymczasem polska ochrona zdrowia plasuję się na 31. miejscu wśród 36 krajów europejskich. Bo od 2011 roku miesza w niej rodzimy celebryta, wręcz impregnowany na życzliwą krytykę środowiska lekarskiego. Niestety, również przy akompaniamencie Doktor Ewy. Raport Europejskiego Konsumenckiego Indeksu Zdrowia (EHCI) z 27 stycznia br. na 101 stronach nie kłamie. Bo niby w imię czego? Do tej pory nasi politycy wmawiali nam, że służba zdrowia za granicą ma podobne problemy! Teraz prawda ich zaboli.Gorzej jest tylko w Rumunii, na Litwie i na Bałkanach. Macedonia wprowadziła powszechną internetową rejestrację pacjentów w czasie rzeczywistym (e-booking), co przesunęło ją aż o 11 miejsc do przodu. Do lekarzy rejestruje się tam tak samo szybko i skutecznie, jak pobiera pieniądze z bankomatu. A maleńki Luksemburg to można tylko podziwiać i naśladować. Najlepiej jest w Holandii i Szwajcarii. Trzecią lokatę zapewniły Norwegii bardzo wysokie nakłady na zdrowie. Czwarta z kolei Finlandia swój awans zawdzięcza znacznemu skróceniu oczekiwania na planowe zabiegi, które były tradycyjnie zmorą tego dobrze poukładanego systemu opieki zdrowotnej. Ale Czechy i Estonia, które wcale nie wydają na zdrowie rekordowych sum, mogą cieszyć się pozycją mocnych europejskich średniaków. EHCI to ranking opracowywany na podstawie ogólnodostępnych danych statystycznych, ankiet wypełnianych przez pacjentów oraz niezależnych badań. Jest to oficjalne narzędzie Komisji Europejskiej, która ma zamiar prowadzić systematyczne oceny służby zdrowia w krajach członkowskich. „Ocenia się m.in.: przestrzeganie praw pacjenta, czas oczekiwania na świadczenia medyczne, śmiertelność niemowląt, przeżywalność w przypadku chorób nowotworowych, zakres świadczeń gwarantowanych, działania profilaktyczne i dostępność do nowych leków” — przekonuje dr Vytenas Andriukaitis, nowy europejski komisarz ds. zdrowia, rodem z Litwy.Polska otrzymała miażdżące oceny przede wszystkim z dostępności do leczenia. Co więcej, ocen tych nie poprawi nawet 9-tygodniowy pakiet onkologiczny, bowiem europejski standard wdrożenia terapii nowotworowej nie przekracza 21 dni, kolejek na planowane operacje 90 dni, a na tomografię tylko siedmiu! Jedynkę, czyli pałę dostaliśmy m.in. za: wciąż wysoką śmiertelność po udarach, niską przeżywalność w nowotworach, gronkowcowe zakażenia MRSA (oporne na metycylinę), zbyt mało operacji zaćmy i transplantacji nerek na milion mieszkańców, fatalną geriatryczną opiekę długoterminową oraz mało dializ wykonywanych poza kliniką. Działania prewencyjne dotyczące nadciśnienia i palenia papierosów, szczepień HPV (rak szyjki macicy) oraz śmiertelności na drogach uzupełniają nasze niedostateczne oceny. Właściwie to nie ma z czego się cieszyć! Holandia jako lider rankingu zawdzięcza swoją pozycję świadomym swoich praw pacjentom. Dystans pomiędzy pacjentami a pracownikami służby zdrowia systematycznie się tam skraca. Ustawodawstwo związane z prawami pacjenta, zaangażowanie w politykę dotyczącą opieki zdrowotnej, stało się w Europie czymś oczywistym. Z roku na rok systemy opieki zdrowotnej, często nieco opornie, otwierają się na pacjentów, biorą pod uwagę ich zdanie, uwagi i pomysły. Owocuje to samouświadomieniem pacjenta i nie chodzi tu tylko o opiekę zdrowotną, ale również inne pola nowoczesnego społeczeństwa. Dzięki temu pacjent może o wiele prościej niż kiedyś nawigować pomiędzy różnymi ofertami opieki zdrowotnej. Portale internetowe, które zapraszają pacjentów do porównywania jakości usług medycznych, nie zetkną się tam ze świętym oburzeniem medycznej konserwy, obrażonych luminarzy medycyny, niedowartościowanych związkowców i zawodowych korporacji. Ani tych posiadaczy lekarskich dyplomów, których postęp w medycynie uwiera i rozleniwia, zamiast mobilizować. Po okresie względnej stabilizacji kadr lekarskich znów wzrasta popyt na ich pracę i życie za granicą. Falę lekarskiej emigracji po akcesji do Unii Europejskiej zatrzymała w latach 2006-2007 roztropna decyzja o wzroście wynagrodzeń lekarzy. Dziś gotowość do wyjazdów powraca. Naczelna Izba Lekarska w 2014 roku wydała 820 zaświadczeń potwierdzających kwalifikacje zawodowe lekarzy, umożliwiających podjęcie pracy w krajach Unii. To jest o ponad 150 zaświadczeń więcej niż przed rokiem. Nie tylko wyższe zarobki, ale przede wszystkim krótszy czas pracy i ogromne możliwości rozwoju zawodowego kuszą polskich lekarzy. Także gorsze w kraju warunki pracy, biurokracja, wymogi sprawozdawcze NFZ powodują, że lekarze tracą apetyt na oddanie się urokom wymarzonego zawodu w Polsce. W naszym uroczym kraju ułatwienia i uproszczenia dostępu do opieki zdrowotnej są wciąż postrzegane jako przyzwolenie na niemoralną konsumpcję w nadmiarze czegoś, co powinno pozostać reglamentowane. To jest oklepane motto polskiej polityki, wypisane sympatycznym atramentem na partyjnych sztandarach od lewa do prawa. Przewrotna filozofia uszczelniania polskiego systemu ochrony zdrowia ląduje właśnie na europejskim śmietniku. Ale przyszłość wydaje się okrutna dla opornych: pacjenci i konsumenci będą oczekiwać lepszego przepływu informacji, poszerzania wiedzy — aby podejmować świadome decyzje i system rzeczywiście udoskonalać. Najlepsi według EHCI są właśnie ci Europejczycy, którzy kwestionują „stare, dobre” metody i nie boją się ich wywracać do góry nogami. Po prostu rozumieją, że zbiorowa mądrość społeczeństwa obywatelskiego jest niezwykle cenna, nie stanowi zagrożenia dla profesjonalistów ani nie jest uciążliwa.
Dostęp do tego i wielu innych artykułów otrzymasz posiadając subskrypcję Pulsu Medycyny
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach
- Papierowe wydanie „Pulsu Medycyny” (co dwa tygodnie) i dodatku „Pulsu Farmacji” (raz w miesiącu)
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach