Nie ma możliwości, żeby nie bolało
Nie ma możliwości, żeby nie bolało
W piłce ręcznej urazy zdarzają się bardzo często, ponieważ to sport kontaktowy, gra odbywa się z bardzo dużą prędkością i siłą — twierdzi lekarz polskiej reprezentacji piłkarzy ręcznych Rafał Markowski, którego pytamy o specyfikę kontuzji występujących w tej dyscyplinie.
Czy to prawda, że piłka ręczna jest najbardziej urazowym sportem zespołowym? Jakie kontuzje zdarzają się najczęściej?
Z pewnością to jedna z kilku najbardziej urazowych dyscyplin. Cechą charakterystyczną urazów towarzyszących grze w piłkę ręczną jest to, że mogą się zdarzyć w każdej części ciała — są urazy kończyn, tułowia, także głowy. Zaczynając od zwykłych skręceń stawów skokowych czy stawów ręki, poprzez stłuczenia różnych okolic ciała, na dużo cięższych urazach kończąc. Poważne kontuzje zdarzają się zwłaszcza wśród zawodników grających na kole, gdzie nieraz walka odbywa się wręcz i nie zawsze fair — grozi to poważnymi urazami jamy brzusznej, jak na przykład pęknięcie śledziony.
Niewątpliwie jednymi z bardziej niebezpiecznych są wszelkiego rodzaju urazy głowy, ze wstrząśnieniem mózgu i utratą przytomności włącznie. Przecież nasz Karol Bielecki stracił oko w trakcie meczu. Są kontuzje, które eliminują zawodnika na dłuższy czas; to niewątpliwie urazy więzadłowo-mięśniowe dużych stawów, jak uszkodzenie więzadła krzyżowego przedniego w kolanie czy uszkodzenie obrąbka stawowego w barku (SLAP). Oba urazy są poważne i najczęściej wymagają leczenia operacyjnego. Z ich powodu zawodnicy często długo znajdują się poza treningiem i grą. Niedawno operację obrąbka stawowego przeszedł Bartek Jaszka, który z tego powodu nie grał na mistrzostwach świata.
Jakie urazy przydarzyły się naszym zawodnikom w czasie ostatnich mistrzostw świata w Katarze?
Jeśli chodzi o urazy barków, to podczas tych mistrzostw mieliśmy wyjątkowe szczęście. Oczywiście zdarzały się urazy tych okolic, ale na szczęście nie były one poważne. Mieliśmy za to „epidemię” kontuzji stawów skokowych. W jednym z meczów zdarzyły nam się nawet trzy skręcenia stawów skokowych, z czego dwa dosyć poważne, drugiego i trzeciego stopnia. Pech nie opuszczał Krzyśka Lijewskiego... Na początku miał problemy z prawym kolanem, po tym jak dwukrotnie, w dwóch różnych meczach, doszło do przeprostu stawu. Natomiast w kolejnym meczu przydarzyło mu się coś zupełnie innego — ciekawy uraz, z którym nigdy wcześniej nie miałem do czynienia, a dotyczył on mięśnia przywodziciela palucha w lewej stopie. Jest to mięsień, który nie odgrywa dużej roli w ludzkim organizmie i z jego uszkodzeniem można spokojnie żyć, ale obrzęk okolicy śródstopia, który powstał po urazie, uniemożliwiał normalne funkcjonowanie, a tym bardziej grę na poziomie mistrzostw świata. Stąd nieobecność Krzyśka w kolejnych meczach.
A urazy łokci i ramion?
W piłce ręcznej kończyna górna jest wyjątkowo narażona na urazy. W czasie rzutu chwilowe przyłożenie siły jest olbrzymie, na poszczególne stawy działają duże przeciążenia. Dotyczy to także stawu łokciowego. Zdarzają się uszkodzenia więzadeł pobocznych, które mogą prowadzić do przewlekłych niestabilności. Dochodzi także do wielu stłuczeń łokci w wyniku upadków, zwłaszcza u zawodników pierwszej linii, czyli kołowych i skrzydłowych. Wyjątkowe przeciążenia występują u bramkarzy. Dotyczy to sytuacji, kiedy bramkarze usiłują zatrzymać piłkę lecącą z dużą prędkością. Przy wyprostowanej ręce i nieodpowiednio napiętych mięśniach w momencie uderzenia dochodzi do przeprostu łokcia.
Mogą pojawić się różnego rodzaju entezopatie, czyli choroby przyczepów ścięgien do kości. Są to typowe urazy z powodu dużych obciążeń. Przytrafiają się one także młodym zawodnikom, u których technika rzutu nie jest jeszcze poprawna, wskutek czego rzucając przeciążają daną grupę mięśni. Wówczas może się pojawić łokieć tenisisty czy golfisty, problem może także dotyczyć ścięgna mięśnia dwugłowego ramienia. Leczenie entezopatii nieraz jest długie i uciążliwe, i wymaga często równolegle stosowanej farmakoterapii (NLPZ i sterydy miejscowo), fizykoterapii i rehabilitacji.
Dominuje leczenie operacyjne czy zachowawcze?
Oczywiście decyzja zależy od rodzaju kontuzji i stopnia uszkodzenia, ale bardzo często musimy operować. Leczenie zachowawcze w wielu przypadkach się sprawdza, a w niektórych przynosi dobre efekty tylko na jakiś czas. Po pewnym czasie — kiedy zawodnik wraca do pełnego treningu — dolegliwości powracają. Dzięki zabiegowi leczenie niektórych kontuzji trwa krócej i daje też większą pewność, że uraz zostanie skutecznie wyleczony.
Czy przyspiesza się terapię urazów stawowych, aby zawodnicy szybciej wrócili do gry?
Zdarza się. Zaraz po urazie działamy zgodnie ze złotym standardem: zimno, kompresja, elewacja! Wykorzystujemy do tego specjalną maszynę GameReady, która wyposażona w szereg mankietów na różne okolice ciała, pozwala nam skompresować dany staw i ochłodzić go do temperatury 1 st. C. Po takiej kilkugodzinnej terapii (z przerwami) decydujemy o przebiegu dalszej rehabilitacji.
Do rozważenia są dwie drogi rehabilitacji. Pierwsza polega na czasowym unieruchomieniu uszkodzonego stawu i następnie powolnej rehabilitacji. Według drugiej, która pojawiła się przed kilkoma laty, unieruchomienie powinno trwać jak najkrócej i jak najszybciej należy wdrożyć rehabilitację funkcjonalną, czyli na przykład ćwiczenia w basenie, na gumach, z małymi obciążeniami i dużą ilością powtórzeń. Coraz więcej rehabilitantów i lekarzy idzie w tę stronę, jeśli chodzi o sport zawodowy. Wydaje się, że to drugie podejście ma uzasadnienie. Badania pokazują bowiem, że w czasie tej procedury szybciej znika krwiak, a mięśnie poprzez swoją pracę przyspieszają redukcję obrzęku. Rzadziej też obserwujemy zaniki mięśniowe. Natomiast cały czas nie dysponujemy wynikami badań, które w pełni oceniałyby efekty takiego postępowania w długim okresie, kilku czy kilkunastu lat. Stosujemy tego typu zabiegi, szczególnie u sportowców w trakcie takiej imprezy jak mistrzostwa świata, kiedy między jednym a drugim meczem jest tylko jeden dzień wolnego. Naprawdę musimy wtedy zrobić wszystko, aby zawodnik w ciągu 48 godzin był znowu zdolny do gry, może nie na sto procent, ale żeby przynajmniej w jakimś elemencie gry mógł pomóc zespołowi.
Czy ten wyścig nie oznacza gry z niewyleczonymi kontuzjami?
W trakcie zgrupowań pilnujemy, aby się to nie zdarzało. W określonych sytuacjach turniejowych do rozważenia jest podjęcie ryzyka i próba „zagrania” zawodnikiem z niedoleczoną kontuzją. Musi się to jednak odbyć w porozumieniu ze wszystkimi stronami: sztabem medycznym, trenerskim oraz samym zawodnikiem. Wszyscy musimy wiedzieć, na ile sobie możemy pozwolić. Na pewno nie staramy się nikogo zmuszać do grania. Inaczej niestety wygląda to na co dzień w niektórych klubach, gdzie są spore naciski, aby zawodnik jak najszybciej wrócił do gry. Czy im ulegnie, czy też nie — zależy tak naprawdę od jego silnej woli. Przykład Bartka Jaszki pokazuje, że po operacji być może zbyt szybko wrócił do występów w klubie i w efekcie nie pojechał na mistrzostwa. My stwierdziliśmy, że jego bark nie pracuje tak jak powinien, dlatego nie zagrał w Katarze.
Na co dzień w turnieju typu mistrzostw świata trwa także walka z bólem?
Piotrek Chrapkowski użył takiego zwrotu „dwa ketonale, voltaren i jedziemy”. Niewątpliwie w takim turnieju leczenie bólu ma wielkie znaczenie, ponieważ mamy bardzo mało czasu na regenerację. Farmakoterapia odgrywa więc dużą rolę. Stosujemy głównie NLPZ, w różnych grupach i ilościach, zazwyczaj maksymalne dawki. W praktyce wygląda to tak, że leczenie przeciwbólowe zaczynamy rano — po śniadaniu zawodnik otrzymuje pierwszą tabletkę, najczęściej o wydłużonym czasie uwalniania. Następnie po obiedzie dostaje drugą tabletkę, tuż przed wyjazdem na mecz — trzecią, a po zakończonej rozgrzewce — czwartą lub ewentualnie jakąś iniekcję domięśniową. Oprócz NLPZ, czasami podajemy opioidy, ale raczej po meczu, żeby uśmierzyć ból pomeczowy i żeby zawodnik się wyspał. W użyciu są oczywiście także miejscowe środki przeciwbólowe, takie jak żele, maści, plastry itp.
Czy od strony medycznej praca z juniorami, zawodnikami zaczynającymi karierę, jakoś zasadniczo się różni?
Można powiedzieć, że urazy są podobne, niezależnie od wieku. U młodych osób często dodatkowo dochodzi do różnego rodzaju przeciążeń związanych z wiekiem, zwłaszcza kiedy są to zawodnicy, którzy jeszcze rosną. Trenują 3-4 razy w tygodniu i wtedy np. zaczyna boleć kręgosłup. Mam tu na myśli bóle dolnego odcinka kręgosłupa, które powstają z powodu przeciążenia, trudno jest się tam dopatrzyć jakiejś konkretnej patologii. To samo dotyczy np. kolana skoczka, czyli przeciążenia okolic więzadła rzepki. Najczęściej takie dolegliwości same znikają po osiągnięciu 16-17 lat.
Czy wieloletnia gra w piłkę ręczną powoduje u zawodników pod koniec kariery zmiany zwyrodnieniowe, np. chondromalację chrząstki lub inne choroby wynikające z kumulacji urazów i przeciążeń?
Chondromalacja chrząstki stawowej występuje u zawodników dość często, niekoniecznie pod koniec kariery. Zdarza się także w młodszym wieku, nawet u juniorów. Kiedy operujemy kolana zawodników grających od jakiegoś czasu w piłkę ręczną, daje się zauważyć, że chrząstka stawowa nie jest już najlepszej jakości, są w niej ubytki, a tkanki miękkie tej okolicy również dalekie są od ideału. Przy uprawianiu takiej dyscypliny jak piłka ręczna nie ma praktycznie szans, żeby nie pojawiały się zmiany zwyrodnieniowe. Oczywiście, w miarę możliwości staramy się im zapobiegać poprzez odpowiednie ćwiczenia na siłowni, stabilizacyjne czy odciążające w basenie. Wspomagamy się także iniekcjami dostawowymi, np. z kwasu hialuronowego. Tak naprawdę możemy tylko w jakimś stopniu spowolnić rozwój zmian zwyrodnieniowych, nie jesteśmy w stanie ich zatrzymać.
Nasi zawodnicy na mistrzostwach świata byli jedną z najstarszych drużyn, a jednocześnie najwyższą. Czy to nie miało wpływu na zwiększenie liczby urazów?

Osobiście nie zauważyłem takiej analogii. Akurat zdecydowanie więcej kontuzji w naszym zespole przytrafiło się nie najstarszym zawodnikom. Z jednej strony starszy organizm może i łatwiej ulega kontuzji, ale z drugiej strony starszy zawodnik jest bardziej świadomy swojego organizmu. Oni przywykli do bólu, ale jednocześnie zdają sobie sprawę z tego, że trzeba dbać o zdrowie. Z dużą świadomością kontrolują swoje organizmy i jak tylko czują, że coś się dzieje nie tak, zgłaszają swoje wątpliwości. Mimo że byliśmy jedną z najstarszych ekip na mistrzostwach, to w decydujących momentach świetnie pokazali się młodsi — Kamil Syprzak czy Michał Daszek. Spójrzmy na Michała Szybę, który praktycznie zdecydował o tym, że zdobyliśmy brązowy medal. On również należy do młodszego pokolenia. Myślę, że na miejsce tych, którzy w najbliższych latach będą kończyć kariery, znajdzie się kilku młodszych, z których w perspektywie kilku lat będziemy mieli dużo pożytku.
Czy po takim wyczerpującym turnieju, jak mistrzostwa świata, zawodnicy mają czas na regenerację i rehabilitację?
To jest największy problem po zdobyciu medalu mistrzostw świata czy Europy. Zawodnicy, których reprezentacje odpadły we wcześniejszej fazie rozgrywek, wracają do domu szybciej, mogą odpocząć i spokojnie wrócić do treningów w klubie. Natomiast nasi medaliści kompletnie nie mają na to czasu. Wylądowaliśmy w Polsce w poniedziałek, czyli zawodnicy wieczorem znaleźli się w swoich domach. We wtorek byli już na treningu swojej drużyny klubowej, a w środę niektórzy wyjechali na mecz ligowy. Oczywiście, klubowi trenerzy zdają sobie sprawę z ich przemęczenia i w miarę możliwości dadzą im odpocząć w czasie najbliższych meczów, zwłaszcza jeśli będą grać ze słabszymi przeciwnikami. Ale praktycznie po powrocie z mistrzostw świata z medalem na szyi nie ma w ogóle czasu na regenerację.
Rafał Markowski
ukończył specjalizację z ortopedii i traumatologii narządu ruchu, obecnie oczekuje na egzamin specjalizacyjny. Na co dzień asystent Oddziału Urazowo-Ortopedycznego Szpitala Miejskiego w Rudzie Śląskiej. Jest lekarzem reprezentacji Polski piłkarzy ręcznych od 2013 roku. W latach 2010-2013 pełnił funkcję lekarza reprezentacji Polski piłkarek ręcznych, a w latach 2008-2010 współpracował z młodzieżową reprezentacją Polski kobiet. Od 2009 roku jest także lekarzem klubowym klubu piłki nożnej KS Rozwój Katowice (druga liga) oraz licencjonowanym lekarzem PZPN.
W piłce ręcznej urazy zdarzają się bardzo często, ponieważ to sport kontaktowy, gra odbywa się z bardzo dużą prędkością i siłą — twierdzi lekarz polskiej reprezentacji piłkarzy ręcznych Rafał Markowski, którego pytamy o specyfikę kontuzji występujących w tej dyscyplinie.
Czy to prawda, że piłka ręczna jest najbardziej urazowym sportem zespołowym? Jakie kontuzje zdarzają się najczęściej?Z pewnością to jedna z kilku najbardziej urazowych dyscyplin. Cechą charakterystyczną urazów towarzyszących grze w piłkę ręczną jest to, że mogą się zdarzyć w każdej części ciała — są urazy kończyn, tułowia, także głowy. Zaczynając od zwykłych skręceń stawów skokowych czy stawów ręki, poprzez stłuczenia różnych okolic ciała, na dużo cięższych urazach kończąc. Poważne kontuzje zdarzają się zwłaszcza wśród zawodników grających na kole, gdzie nieraz walka odbywa się wręcz i nie zawsze fair — grozi to poważnymi urazami jamy brzusznej, jak na przykład pęknięcie śledziony. Niewątpliwie jednymi z bardziej niebezpiecznych są wszelkiego rodzaju urazy głowy, ze wstrząśnieniem mózgu i utratą przytomności włącznie. Przecież nasz Karol Bielecki stracił oko w trakcie meczu. Są kontuzje, które eliminują zawodnika na dłuższy czas; to niewątpliwie urazy więzadłowo-mięśniowe dużych stawów, jak uszkodzenie więzadła krzyżowego przedniego w kolanie czy uszkodzenie obrąbka stawowego w barku (SLAP). Oba urazy są poważne i najczęściej wymagają leczenia operacyjnego. Z ich powodu zawodnicy często długo znajdują się poza treningiem i grą. Niedawno operację obrąbka stawowego przeszedł Bartek Jaszka, który z tego powodu nie grał na mistrzostwach świata.Jakie urazy przydarzyły się naszym zawodnikom w czasie ostatnich mistrzostw świata w Katarze?Jeśli chodzi o urazy barków, to podczas tych mistrzostw mieliśmy wyjątkowe szczęście. Oczywiście zdarzały się urazy tych okolic, ale na szczęście nie były one poważne. Mieliśmy za to „epidemię” kontuzji stawów skokowych. W jednym z meczów zdarzyły nam się nawet trzy skręcenia stawów skokowych, z czego dwa dosyć poważne, drugiego i trzeciego stopnia. Pech nie opuszczał Krzyśka Lijewskiego... Na początku miał problemy z prawym kolanem, po tym jak dwukrotnie, w dwóch różnych meczach, doszło do przeprostu stawu. Natomiast w kolejnym meczu przydarzyło mu się coś zupełnie innego — ciekawy uraz, z którym nigdy wcześniej nie miałem do czynienia, a dotyczył on mięśnia przywodziciela palucha w lewej stopie. Jest to mięsień, który nie odgrywa dużej roli w ludzkim organizmie i z jego uszkodzeniem można spokojnie żyć, ale obrzęk okolicy śródstopia, który powstał po urazie, uniemożliwiał normalne funkcjonowanie, a tym bardziej grę na poziomie mistrzostw świata. Stąd nieobecność Krzyśka w kolejnych meczach. A urazy łokci i ramion?W piłce ręcznej kończyna górna jest wyjątkowo narażona na urazy. W czasie rzutu chwilowe przyłożenie siły jest olbrzymie, na poszczególne stawy działają duże przeciążenia. Dotyczy to także stawu łokciowego. Zdarzają się uszkodzenia więzadeł pobocznych, które mogą prowadzić do przewlekłych niestabilności. Dochodzi także do wielu stłuczeń łokci w wyniku upadków, zwłaszcza u zawodników pierwszej linii, czyli kołowych i skrzydłowych. Wyjątkowe przeciążenia występują u bramkarzy. Dotyczy to sytuacji, kiedy bramkarze usiłują zatrzymać piłkę lecącą z dużą prędkością. Przy wyprostowanej ręce i nieodpowiednio napiętych mięśniach w momencie uderzenia dochodzi do przeprostu łokcia. Mogą pojawić się różnego rodzaju entezopatie, czyli choroby przyczepów ścięgien do kości. Są to typowe urazy z powodu dużych obciążeń. Przytrafiają się one także młodym zawodnikom, u których technika rzutu nie jest jeszcze poprawna, wskutek czego rzucając przeciążają daną grupę mięśni. Wówczas może się pojawić łokieć tenisisty czy golfisty, problem może także dotyczyć ścięgna mięśnia dwugłowego ramienia. Leczenie entezopatii nieraz jest długie i uciążliwe, i wymaga często równolegle stosowanej farmakoterapii (NLPZ i sterydy miejscowo), fizykoterapii i rehabilitacji.Dominuje leczenie operacyjne czy zachowawcze?Oczywiście decyzja zależy od rodzaju kontuzji i stopnia uszkodzenia, ale bardzo często musimy operować. Leczenie zachowawcze w wielu przypadkach się sprawdza, a w niektórych przynosi dobre efekty tylko na jakiś czas. Po pewnym czasie — kiedy zawodnik wraca do pełnego treningu — dolegliwości powracają. Dzięki zabiegowi leczenie niektórych kontuzji trwa krócej i daje też większą pewność, że uraz zostanie skutecznie wyleczony. Czy przyspiesza się terapię urazów stawowych, aby zawodnicy szybciej wrócili do gry?Zdarza się. Zaraz po urazie działamy zgodnie ze złotym standardem: zimno, kompresja, elewacja! Wykorzystujemy do tego specjalną maszynę GameReady, która wyposażona w szereg mankietów na różne okolice ciała, pozwala nam skompresować dany staw i ochłodzić go do temperatury 1 st. C. Po takiej kilkugodzinnej terapii (z przerwami) decydujemy o przebiegu dalszej rehabilitacji. Do rozważenia są dwie drogi rehabilitacji. Pierwsza polega na czasowym unieruchomieniu uszkodzonego stawu i następnie powolnej rehabilitacji. Według drugiej, która pojawiła się przed kilkoma laty, unieruchomienie powinno trwać jak najkrócej i jak najszybciej należy wdrożyć rehabilitację funkcjonalną, czyli na przykład ćwiczenia w basenie, na gumach, z małymi obciążeniami i dużą ilością powtórzeń. Coraz więcej rehabilitantów i lekarzy idzie w tę stronę, jeśli chodzi o sport zawodowy. Wydaje się, że to drugie podejście ma uzasadnienie. Badania pokazują bowiem, że w czasie tej procedury szybciej znika krwiak, a mięśnie poprzez swoją pracę przyspieszają redukcję obrzęku. Rzadziej też obserwujemy zaniki mięśniowe. Natomiast cały czas nie dysponujemy wynikami badań, które w pełni oceniałyby efekty takiego postępowania w długim okresie, kilku czy kilkunastu lat. Stosujemy tego typu zabiegi, szczególnie u sportowców w trakcie takiej imprezy jak mistrzostwa świata, kiedy między jednym a drugim meczem jest tylko jeden dzień wolnego. Naprawdę musimy wtedy zrobić wszystko, aby zawodnik w ciągu 48 godzin był znowu zdolny do gry, może nie na sto procent, ale żeby przynajmniej w jakimś elemencie gry mógł pomóc zespołowi. Czy ten wyścig nie oznacza gry z niewyleczonymi kontuzjami?W trakcie zgrupowań pilnujemy, aby się to nie zdarzało. W określonych sytuacjach turniejowych do rozważenia jest podjęcie ryzyka i próba „zagrania” zawodnikiem z niedoleczoną kontuzją. Musi się to jednak odbyć w porozumieniu ze wszystkimi stronami: sztabem medycznym, trenerskim oraz samym zawodnikiem. Wszyscy musimy wiedzieć, na ile sobie możemy pozwolić. Na pewno nie staramy się nikogo zmuszać do grania. Inaczej niestety wygląda to na co dzień w niektórych klubach, gdzie są spore naciski, aby zawodnik jak najszybciej wrócił do gry. Czy im ulegnie, czy też nie — zależy tak naprawdę od jego silnej woli. Przykład Bartka Jaszki pokazuje, że po operacji być może zbyt szybko wrócił do występów w klubie i w efekcie nie pojechał na mistrzostwa. My stwierdziliśmy, że jego bark nie pracuje tak jak powinien, dlatego nie zagrał w Katarze. Na co dzień w turnieju typu mistrzostw świata trwa także walka z bólem?Piotrek Chrapkowski użył takiego zwrotu „dwa ketonale, voltaren i jedziemy”. Niewątpliwie w takim turnieju leczenie bólu ma wielkie znaczenie, ponieważ mamy bardzo mało czasu na regenerację. Farmakoterapia odgrywa więc dużą rolę. Stosujemy głównie NLPZ, w różnych grupach i ilościach, zazwyczaj maksymalne dawki. W praktyce wygląda to tak, że leczenie przeciwbólowe zaczynamy rano — po śniadaniu zawodnik otrzymuje pierwszą tabletkę, najczęściej o wydłużonym czasie uwalniania. Następnie po obiedzie dostaje drugą tabletkę, tuż przed wyjazdem na mecz — trzecią, a po zakończonej rozgrzewce — czwartą lub ewentualnie jakąś iniekcję domięśniową. Oprócz NLPZ, czasami podajemy opioidy, ale raczej po meczu, żeby uśmierzyć ból pomeczowy i żeby zawodnik się wyspał. W użyciu są oczywiście także miejscowe środki przeciwbólowe, takie jak żele, maści, plastry itp.Czy od strony medycznej praca z juniorami, zawodnikami zaczynającymi karierę, jakoś zasadniczo się różni?Można powiedzieć, że urazy są podobne, niezależnie od wieku. U młodych osób często dodatkowo dochodzi do różnego rodzaju przeciążeń związanych z wiekiem, zwłaszcza kiedy są to zawodnicy, którzy jeszcze rosną. Trenują 3-4 razy w tygodniu i wtedy np. zaczyna boleć kręgosłup. Mam tu na myśli bóle dolnego odcinka kręgosłupa, które powstają z powodu przeciążenia, trudno jest się tam dopatrzyć jakiejś konkretnej patologii. To samo dotyczy np. kolana skoczka, czyli przeciążenia okolic więzadła rzepki. Najczęściej takie dolegliwości same znikają po osiągnięciu 16-17 lat. Czy wieloletnia gra w piłkę ręczną powoduje u zawodników pod koniec kariery zmiany zwyrodnieniowe, np. chondromalację chrząstki lub inne choroby wynikające z kumulacji urazów i przeciążeń?Chondromalacja chrząstki stawowej występuje u zawodników dość często, niekoniecznie pod koniec kariery. Zdarza się także w młodszym wieku, nawet u juniorów. Kiedy operujemy kolana zawodników grających od jakiegoś czasu w piłkę ręczną, daje się zauważyć, że chrząstka stawowa nie jest już najlepszej jakości, są w niej ubytki, a tkanki miękkie tej okolicy również dalekie są od ideału. Przy uprawianiu takiej dyscypliny jak piłka ręczna nie ma praktycznie szans, żeby nie pojawiały się zmiany zwyrodnieniowe. Oczywiście, w miarę możliwości staramy się im zapobiegać poprzez odpowiednie ćwiczenia na siłowni, stabilizacyjne czy odciążające w basenie. Wspomagamy się także iniekcjami dostawowymi, np. z kwasu hialuronowego. Tak naprawdę możemy tylko w jakimś stopniu spowolnić rozwój zmian zwyrodnieniowych, nie jesteśmy w stanie ich zatrzymać. Nasi zawodnicy na mistrzostwach świata byli jedną z najstarszych drużyn, a jednocześnie najwyższą. Czy to nie miało wpływu na zwiększenie liczby urazów?
Dostęp do tego i wielu innych artykułów otrzymasz posiadając subskrypcję Pulsu Medycyny
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach
- Papierowe wydanie „Pulsu Medycyny” (co dwa tygodnie) i dodatku „Pulsu Farmacji” (raz w miesiącu)
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach