Wzrasta nadzieja na leczenie przyczynowe w mukowiscydozie
Wzrasta nadzieja na leczenie przyczynowe w mukowiscydozie
- Monika Wysocka
Mukowiscydoza to dziś wciąż choroba nieuleczalna, pojawiła się jednak szansa na zmianę tej sytuacji. Po opracowaniu nowej terapii na jedną z mutacji tej choroby (niestety, jedną z najrzadszych), badacze nie ustają w poszukiwaniach leku, który mógłby pomóc większej grupie chorych na mukowiscydozę.
Mukowiscydoza jest chorobą wrodzoną, uwarunkowaną genetycznie. Żeby doszło do przeniesienia cechy na potomstwo, rodzice muszą być nosicielami. „To osoby zupełnie zdrowe, które jednak mają po jednym genie recesywnym, odpowiadającym za nieprawidłową strukturę białka CFTR. Statystycznie jedna czwarta ich potomstwa będzie homozygotami i będzie miała mukowiscydozę” — tłumaczy dr hab. n. med. prof. nadzw. Henryk Mazurek, kierownik Kliniki Pneumonologii i Mukowiscydozy Oddziału Terenowego Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Rabce-Zdroju.
Efekty badań przesiewowych
Od połowy 2009 r. wszystkie noworodki w Polsce mają wykonywane badania przesiewowe w kierunku mukowiscydozy, co bardzo ułatwia diagnostykę. Dzięki temu obecnie rozpoznanie tej choroby rozważane jest głównie u dzieci, które urodziły się przed lipcem 2009 r. „Ponieważ wiemy, że mukowiscydoza ujawnia się we wczesnym okresie życia, zatem jeśli dziecko ma 6 lat i więcej, teoretycznie powinniśmy już to wiedzieć. Odsetek dzieci, u których trzeba rozważać niezdiagnozowaną mukowiscydozę jest już malejący” — mówi specjalista.
Trzeba się jednak liczyć z tym, że u 2-4 proc. osób mukowiscydoza rozpoznawana jest dopiero w wieku dorosłym — w tych przypadkach zazwyczaj jest to choroba o łagodnym przebiegu. „Badania przesiewowe umożliwiły bardzo wczesne rozpoznawanie mukowiscydozy, a przypadki nierozpoznane i zaniedbane praktycznie znikły” — dodaje prof. Mazurek.
Inhalacje przez całe życie
Rozpoznanie mukowiscydozy to jedna z najbardziej stresujących diagnoz, jakie rodzice mogą usłyszeć na temat swojego dziecka. Obecnie to choroba nieuleczalna. Problem polega na tym, że nie ma możliwości leczenia przyczynowego, leczy się tylko objawy, spowalniając przebieg choroby. W ostatnim czasie i tak daje to znacznie lepsze rezultaty niż kiedyś.
Choć mukowiscydoza jest chorobą całego organizmu, najbardziej cierpią układ oddechowy i przewód pokarmowy. „Na tych dwóch frontach rozgrywa się główny nurt działań terapeutycznych. W układzie oddechowym zalega gęsta wydzielina utrudniająca oddychanie, dlatego konieczne są regularne, codzienne inhalacje i drenaże zmierzające do oczyszczenia oskrzeli. Ochronę układu pokarmowego daje nieznaczne zmodyfikowanie diety plus codzienne podawanie do wszystkich głównych posiłków enzymów trzustkowych, które ułatwiają prawidłowe trawienie. Konieczność ta wynika z tego, że u 90 proc. dzieci z mukowiscydozą trzustka przestaje pełnić swoją funkcję zewnątrzwydzielniczą” — tłumaczy prof. Mazurek.
Regularne inhalacje i przyjmowanie enzymów obowiązują całe życie. Do tego, w zależności od pojawiania się innych objawów i powikłań, dochodzą inne formy leczenia. „Prawdziwą zmorą tej grupy pacjentów są częste infekcje bakteryjne układu oddechowego. Pojawia się potrzeba częstego podawania antybiotyków, zazwyczaj w warunkach szpitalnych, ponieważ najczęściej dochodzi do zakażenia bakteriami Gram ujemnymi, rzadko spotykanymi w innych jednostkach chorobowych. W takiej sytuacji ważnym elementem terapii jest podawanie przewlekle antybiotyków wziewnych, co pozwala zredukować ilość bakterii w drogach oddechowych i zmniejszyć potrzebę leczenia antybiotykami systemowymi” — mówi pulmonolog.
Przeszczep wciąż dla wybranych
Choroba niestety postępuje, leczenie jedynie spowalnia jej przebieg, ale nie powoduje wyleczenia. Stopniowo pacjent dochodzi do etapu niewydolności oddechowej i pojawia się zagrożenie życia. W Polsce średni wiek przeżycia tych pacjentów to 22 lata. Są oczywiście tacy, którzy dożywają 40. roku życia, ale średnia jest dużo niższa. Jedyną możliwością wydłużenia przeżycia jest przeszczep płuc. Dotychczas było ich w Polsce około 10, najwięcej w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu, kilka w Szczecinie. Liczba placówek wykonujących przeszczepy płuc w Polsce rośnie, ale nadal tych zabiegów jest za mało. Aby zaspokoić potrzeby wszystkich chorych, konieczne byłoby przeprowadzanie około 15 transplantacji rocznie. Na razie polscy pacjenci mają wykonywane przeszczepy za granicą, a to jest niestety bardzo kosztowne. „Przeszczep nie oznacza wyleczenia — to zmiana jednego problemu na inny. Wymiana narządu, który nie jest w stanie dłużej poprawnie funkcjonować. Reszta organizmu jest nadal chora” — wyjaśnia prof. Mazurek.
Do zabiegu kwalifikuje się pacjentów, u których prognozowany czas przeżycia jest nie dłuższy niż 2 lata. Średnie przeżycie po przeszczepie wynosi 5-7 lat. „Nie jest to bardzo dużo, ale dajemy pacjentowi te 5 lat więcej życia ze zdrowymi płucami” — zauważa specjalista. Niestety, pojawiają się inne problemy, powikłania typowe po przeszczepie, ryzyko odrzucenia.
Choć przeszczepione płuca są wolne od mukowiscydozy i nie trzeba już przyjmować leków mukolitycznych, w zamian konieczne są leki immunosupresyjne. One osłabiają odporność i znowu pojawia się problem podatności na zakażenia. „Pacjenci mają wymienione dolne drogi oddechowe (płuca i oskrzela), ale górne (nos i zatoki) oraz centralne (tchawica, a nawet oskrzela główne) wciąż są chore na mukowiscydozę — pozostaje więc problem z zaleganiem wydzieliny, konieczne jest leczenie podtrzymujące” — mówi pulmonolog.
Możliwość zapobiegania gromadzeniu się śluzu
W ostatnim czasie pojawiła się szansa, która może całkowicie zmienić rokowanie w mukowiscydozie. Naukowcy opracowali leki dostosowane do konkretnych typów mutacji. W badaniach klinicznych z użyciem iwakaftoru wzięło udział 350 młodych osób cierpiących na tę chorobę z co najmniej jedną mutacją G551D. Działanie leku polega na normalizacji transportu jonów chlorkowych i w efekcie zapobieganiu gromadzeniu się śluzu w płucach.
„To jest wspaniała informacja, ponieważ ta terapia powoduje, że uszkodzone białko CFTR zaczyna funkcjonować jak zdrowe” — uważa specjalista.
Na poziomie molekularnym za chorobę odpowiada mutacja w genie kodującym białko warunkujące transport jonów. Wskutek mutacji dochodzi do zmniejszenia transportu jonów w płucach, odwodnienia wydzieliny i nagromadzenia zagęszczonego śluzu oraz masowego rozwoju bakterii. Iwakaftor pobudza niesprawny transport jonów chlorkowych i spowalnia wchłanianie sodu w drogach oddechowych.
„To szczególna szansa dla pacjentów zdiagnozowanych w pierwszych tygodniach życia, bo wprowadzenie u nich tego leczenia prawdopodobnie pozwoli uniknąć rozwoju choroby. U pacjentów zdiagnozowanych w późniejszym czasie takie leczenie mogłoby zastopować chorobę. To byłoby naprawdę wspaniałe” — mówi prof. Mazurek. Jest jednak także druga strona medalu — ten lek jest ogromnie drogi. „W Polsce jest 5 pacjentów z tą mutacją. Koszt rocznej terapii wynosi ok. 300 tys. dolarów. Rodziców tych dzieci nie stać na takie leczenie, a na dodatek skuteczność leku wciąż jest tylko domniemana. Wyniki badań klinicznych są bardzo obiecujące, ale to wciąż zbyt krótki czas obserwacji, by mieć pewność” — zauważa profesor.
Warto podkreślić, że mówimy o leku na jedną tylko, w dodatku stosunkowo rzadką mutację G551D. Na tę najczęściej występującą w mukowiscydozie — delta F508 — na razie nie udało się znaleźć sposobu. Niemniej jednak wyniki badań są tak obiecujące, że wzrosło zainteresowanie lekami, które mogłyby korygować defekty również w innych mutacjach. „Mogłoby to całkowicie zmienić przyszłość tych chorych. Została już obrana właściwa droga i być może w końcu uda się wpłynąć na istotę choroby i leczenie objawowe zamienić na przyczynowe” — marzy prof. Mazurek.
Mukowiscydoza to dziś wciąż choroba nieuleczalna, pojawiła się jednak szansa na zmianę tej sytuacji. Po opracowaniu nowej terapii na jedną z mutacji tej choroby (niestety, jedną z najrzadszych), badacze nie ustają w poszukiwaniach leku, który mógłby pomóc większej grupie chorych na mukowiscydozę.
Mukowiscydoza jest chorobą wrodzoną, uwarunkowaną genetycznie. Żeby doszło do przeniesienia cechy na potomstwo, rodzice muszą być nosicielami. „To osoby zupełnie zdrowe, które jednak mają po jednym genie recesywnym, odpowiadającym za nieprawidłową strukturę białka CFTR. Statystycznie jedna czwarta ich potomstwa będzie homozygotami i będzie miała mukowiscydozę” — tłumaczy dr hab. n. med. prof. nadzw. Henryk Mazurek, kierownik Kliniki Pneumonologii i Mukowiscydozy Oddziału Terenowego Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Rabce-Zdroju.Efekty badań przesiewowychOd połowy 2009 r. wszystkie noworodki w Polsce mają wykonywane badania przesiewowe w kierunku mukowiscydozy, co bardzo ułatwia diagnostykę. Dzięki temu obecnie rozpoznanie tej choroby rozważane jest głównie u dzieci, które urodziły się przed lipcem 2009 r. „Ponieważ wiemy, że mukowiscydoza ujawnia się we wczesnym okresie życia, zatem jeśli dziecko ma 6 lat i więcej, teoretycznie powinniśmy już to wiedzieć. Odsetek dzieci, u których trzeba rozważać niezdiagnozowaną mukowiscydozę jest już malejący” — mówi specjalista. Trzeba się jednak liczyć z tym, że u 2-4 proc. osób mukowiscydoza rozpoznawana jest dopiero w wieku dorosłym — w tych przypadkach zazwyczaj jest to choroba o łagodnym przebiegu. „Badania przesiewowe umożliwiły bardzo wczesne rozpoznawanie mukowiscydozy, a przypadki nierozpoznane i zaniedbane praktycznie znikły” — dodaje prof. Mazurek. Inhalacje przez całe życieRozpoznanie mukowiscydozy to jedna z najbardziej stresujących diagnoz, jakie rodzice mogą usłyszeć na temat swojego dziecka. Obecnie to choroba nieuleczalna. Problem polega na tym, że nie ma możliwości leczenia przyczynowego, leczy się tylko objawy, spowalniając przebieg choroby. W ostatnim czasie i tak daje to znacznie lepsze rezultaty niż kiedyś. Choć mukowiscydoza jest chorobą całego organizmu, najbardziej cierpią układ oddechowy i przewód pokarmowy. „Na tych dwóch frontach rozgrywa się główny nurt działań terapeutycznych. W układzie oddechowym zalega gęsta wydzielina utrudniająca oddychanie, dlatego konieczne są regularne, codzienne inhalacje i drenaże zmierzające do oczyszczenia oskrzeli. Ochronę układu pokarmowego daje nieznaczne zmodyfikowanie diety plus codzienne podawanie do wszystkich głównych posiłków enzymów trzustkowych, które ułatwiają prawidłowe trawienie. Konieczność ta wynika z tego, że u 90 proc. dzieci z mukowiscydozą trzustka przestaje pełnić swoją funkcję zewnątrzwydzielniczą” — tłumaczy prof. Mazurek.Regularne inhalacje i przyjmowanie enzymów obowiązują całe życie. Do tego, w zależności od pojawiania się innych objawów i powikłań, dochodzą inne formy leczenia. „Prawdziwą zmorą tej grupy pacjentów są częste infekcje bakteryjne układu oddechowego. Pojawia się potrzeba częstego podawania antybiotyków, zazwyczaj w warunkach szpitalnych, ponieważ najczęściej dochodzi do zakażenia bakteriami Gram ujemnymi, rzadko spotykanymi w innych jednostkach chorobowych. W takiej sytuacji ważnym elementem terapii jest podawanie przewlekle antybiotyków wziewnych, co pozwala zredukować ilość bakterii w drogach oddechowych i zmniejszyć potrzebę leczenia antybiotykami systemowymi” — mówi pulmonolog. Przeszczep wciąż dla wybranychChoroba niestety postępuje, leczenie jedynie spowalnia jej przebieg, ale nie powoduje wyleczenia. Stopniowo pacjent dochodzi do etapu niewydolności oddechowej i pojawia się zagrożenie życia. W Polsce średni wiek przeżycia tych pacjentów to 22 lata. Są oczywiście tacy, którzy dożywają 40. roku życia, ale średnia jest dużo niższa. Jedyną możliwością wydłużenia przeżycia jest przeszczep płuc. Dotychczas było ich w Polsce około 10, najwięcej w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu, kilka w Szczecinie. Liczba placówek wykonujących przeszczepy płuc w Polsce rośnie, ale nadal tych zabiegów jest za mało. Aby zaspokoić potrzeby wszystkich chorych, konieczne byłoby przeprowadzanie około 15 transplantacji rocznie. Na razie polscy pacjenci mają wykonywane przeszczepy za granicą, a to jest niestety bardzo kosztowne. „Przeszczep nie oznacza wyleczenia — to zmiana jednego problemu na inny. Wymiana narządu, który nie jest w stanie dłużej poprawnie funkcjonować. Reszta organizmu jest nadal chora” — wyjaśnia prof. Mazurek. Do zabiegu kwalifikuje się pacjentów, u których prognozowany czas przeżycia jest nie dłuższy niż 2 lata. Średnie przeżycie po przeszczepie wynosi 5-7 lat. „Nie jest to bardzo dużo, ale dajemy pacjentowi te 5 lat więcej życia ze zdrowymi płucami” — zauważa specjalista. Niestety, pojawiają się inne problemy, powikłania typowe po przeszczepie, ryzyko odrzucenia. Choć przeszczepione płuca są wolne od mukowiscydozy i nie trzeba już przyjmować leków mukolitycznych, w zamian konieczne są leki immunosupresyjne. One osłabiają odporność i znowu pojawia się problem podatności na zakażenia. „Pacjenci mają wymienione dolne drogi oddechowe (płuca i oskrzela), ale górne (nos i zatoki) oraz centralne (tchawica, a nawet oskrzela główne) wciąż są chore na mukowiscydozę — pozostaje więc problem z zaleganiem wydzieliny, konieczne jest leczenie podtrzymujące” — mówi pulmonolog.Możliwość zapobiegania gromadzeniu się śluzuW ostatnim czasie pojawiła się szansa, która może całkowicie zmienić rokowanie w mukowiscydozie. Naukowcy opracowali leki dostosowane do konkretnych typów mutacji. W badaniach klinicznych z użyciem iwakaftoru wzięło udział 350 młodych osób cierpiących na tę chorobę z co najmniej jedną mutacją G551D. Działanie leku polega na normalizacji transportu jonów chlorkowych i w efekcie zapobieganiu gromadzeniu się śluzu w płucach. „To jest wspaniała informacja, ponieważ ta terapia powoduje, że uszkodzone białko CFTR zaczyna funkcjonować jak zdrowe” — uważa specjalista. Na poziomie molekularnym za chorobę odpowiada mutacja w genie kodującym białko warunkujące transport jonów. Wskutek mutacji dochodzi do zmniejszenia transportu jonów w płucach, odwodnienia wydzieliny i nagromadzenia zagęszczonego śluzu oraz masowego rozwoju bakterii. Iwakaftor pobudza niesprawny transport jonów chlorkowych i spowalnia wchłanianie sodu w drogach oddechowych.„To szczególna szansa dla pacjentów zdiagnozowanych w pierwszych tygodniach życia, bo wprowadzenie u nich tego leczenia prawdopodobnie pozwoli uniknąć rozwoju choroby. U pacjentów zdiagnozowanych w późniejszym czasie takie leczenie mogłoby zastopować chorobę. To byłoby naprawdę wspaniałe” — mówi prof. Mazurek. Jest jednak także druga strona medalu — ten lek jest ogromnie drogi. „W Polsce jest 5 pacjentów z tą mutacją. Koszt rocznej terapii wynosi ok. 300 tys. dolarów. Rodziców tych dzieci nie stać na takie leczenie, a na dodatek skuteczność leku wciąż jest tylko domniemana. Wyniki badań klinicznych są bardzo obiecujące, ale to wciąż zbyt krótki czas obserwacji, by mieć pewność” — zauważa profesor.Warto podkreślić, że mówimy o leku na jedną tylko, w dodatku stosunkowo rzadką mutację G551D. Na tę najczęściej występującą w mukowiscydozie — delta F508 — na razie nie udało się znaleźć sposobu. Niemniej jednak wyniki badań są tak obiecujące, że wzrosło zainteresowanie lekami, które mogłyby korygować defekty również w innych mutacjach. „Mogłoby to całkowicie zmienić przyszłość tych chorych. Została już obrana właściwa droga i być może w końcu uda się wpłynąć na istotę choroby i leczenie objawowe zamienić na przyczynowe” — marzy prof. Mazurek.
Dostęp do tego i wielu innych artykułów otrzymasz posiadając subskrypcję Pulsu Medycyny
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach
- Papierowe wydanie „Pulsu Medycyny” (co dwa tygodnie) i dodatku „Pulsu Farmacji” (raz w miesiącu)
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach