Prof. Sieroszewski: antykoncepcja awaryjna jest bezpieczną metodą zapobiegania ciąży
Określenie „bomba hormonalna” jest nieadekwatne zarówno do dawki octanu uliprystalu, zawartej w tabletce, która wynosi 30 mg, jak i jej działania. Substancja ta została dokładnie przebadana i wiadomo, że w tym stężeniu podana jednorazowo w trakcie cyklu miesiączkowego nie wywołuje żadnych istotnych efektów ubocznych - mówi o tzw. tabletce “dzień po“ ginekolog położnik prof. Piotr Sieroszewski.

22 lutego Sejm uchwalił nowelizację prawa farmaceutycznego, która umożliwia sprzedaż tzw. tabletki „dzień po” bez recepty. Teraz ustawa trafi do Senatu, a następnie na biurko prezydenta. Przypomnijmy, jaki jest mechanizm działania tego typu antykoncepcji.
Są dwie substancje czynne używane w antykoncepcji postkoitalnej, czyli stosowanej po współżyciu. W ustawie, która została przegłosowana w Sejmie, jest mowa o tabletce z octanem uliprystalu, czyli modulatorem receptora progesteronowego. Jej działanie polega na zahamowaniu owulacji poprzez zablokowanie wyrzutu hormonu luteotropowego (LH) z przysadki mózgowej. Z oczywistych względów brak owulacji oznacza brak ciąży.
Drugi mechanizm działania, który jest zastosowany w innym preparacie tego typu, jest bardziej złożony. Tabletka ta zawiera lewonorgestrel, czyli pochodną progesteronu, który działa antykoncepcyjnie na kilku płaszczyznach. Powoduje:
- zagęszczenie śluzu szyjkowego, który staje się nieprzepuszczalny dla plemników (mechanizm główny);
- ograniczenie czynności rzęskowej, co uniemożliwia migrację plemników i transport w jajowodzie komórki jajowej;
- przemianę endometrium, które staje się „nieprzyjazne” do implantacji potencjalnie zapłodnionej komórki jajowej;
- zahamowanie owulacji.
Mechanizmy te działają synergistycznie, a więc nasilają wzajemnie swoje działanie. Oczywiście, w obu przypadkach dla pełnej skuteczności należy przyjąć tabletkę jak najszybciej po współżyciu.
W jakim okresie jej działanie jest skuteczne?
Tabletka z lewonorgestrelem wykazuje skuteczność do 72 godzin (do 3 dni), a tabletka z octanem uliprystalu — do 120 godzin (do 5 dni). Zastrzeżenie jest jednak takie, że im szybciej, tym lepiej. Na pełną skuteczność obu preparatów można liczyć, jeżeli zostaną przyjęte w pierwszej godzinie po współżyciu. Z czasem działanie antykoncepcyjne obu preparatów spada. Może wówczas dojść do zapłodnienia i rozwoju ciąży, mimo ich zastosowania.
Wokół tabletek „dzień po” narosło wiele mitów. Środowiska przeciwników tego rodzaju antykoncepcji porównują ją ze środkami wczesnoporonnymi…
To bzdura! Oba preparaty, o których rozmawiamy, nie uszkadzają powstającego zarodka. Jeżeli doszło już do zapłodnienia komórki jajowej przez plemnik i jej implantacji w błonie śluzowej macicy, to rozwój ciąży nie jest zagrożony. Co więcej, nie mają one również wpływu teratogennego na płód, a więc nie powodują wad wrodzonych i innych zaburzeń. Z tego względu w żadnym wypadku nie można porównywać tzw. tabletek „dzień po” ze środkami wczesnoporonnymi. Robią to tylko osoby, które nie znają mechanizmów działania tych preparatów.
Prezydent Andrzej Duda nazwał tabletkę z octanem uliprystalu „bombą hormonalną”.
Prezydent jest doktorem nauk prawnych, a nie medycznych. Określenie „bomba hormonalna” jest nieadekwatne zarówno do dawki octanu uliprystalu, zawartej w tabletce, która wynosi 30 mg, jak i jej działania. Substancja ta została dokładnie przebadana i wiadomo, że w tym stężeniu podana jednorazowo w trakcie cyklu miesiączkowego nie wywołuje żadnych istotnych efektów ubocznych. Są na to niezbite dowody naukowe, zawarte w wynikach badań opublikowanych w specjalistycznym piśmiennictwie. To samo dotyczy zresztą tabletki z lewonorgestrelem.
Oczywiście, mówimy tu o sporadycznych podaniach obu preparatów. Jak sama nazwa wskazuje, jest to tzw. antykoncepcja awaryjna, a nie środek, który ma zastąpić całkowicie inne metody zabezpieczające przed ciążą. Z pewnością nie powinna być ona stosowana częściej niż raz podczas każdego cyklu, a sugerowałbym, aby sięgać po nią rzeczywiście tylko w ostateczności. Ale przecież to już Paracelsus mówił, że „wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną. Tylko dawka czyni truciznę” (łac. Omnia sunt venena, nihil est sine veneno. Sola dosis facit venenum). To wciąż bardzo aktualne spostrzeżenie, które można odnieść do każdego rodzaju farmakoterapii, również tej dostępnej bez recepty.
Czy tabletka „dzień po”, stosowana zgodnie z zaleceniami, niesie za sobą jakieś działania niepożądane?
Przy tak niskim stężeniu obu wspomnianych substancji nie ma zagrożenia groźnymi powikłaniami czy trwałymi zaburzeniami gospodarki hormonalnej. Mogą wystąpić bóle brzucha, wzdęcia. Zdarza się też opóźnienie miesiączki o kilka czy kilkanaście dni.
Wątpliwości budzi też fakt, że pigułka z octanem uliprystalu ma być dostępna bez recepty od 15. roku życia.
W świetle prawa, nastolatki mogą być aktywne seksualnie od 15. roku życia, więc ta granica nie jest niczym nadzwyczajnym. Oczywiście, dotykamy tu problemu braku odpowiedniej edukacji seksualnej, która powinna być zapewniona przez państwo. Z drugiej strony jednak chodzi o zabezpieczenie nastolatki przed niechcianą ciążą, która może mieć o wiele poważniejsze następstwa zdrowotne niż jednorazowe przyjęcie 30 mg octanu uliprystalu. Dodam, że w Polsce co roku notuje się ponad 5 tys. ciąż u kobiet w przedziale wiekowym 15-19 lat, które wiążą się z o wiele większym ryzykiem niż u kobiet dojrzałych.
Na tę sytuację należy również spojrzeć z punktu widzenia psychospołecznego. Czy nastolatka, która współżyje nie mówiąc o tym swoim rodzicom, przyjdzie do nich w sytuacji, gdy obawia się niechcianej ciąży, i poprosi o zakup środka antykoncepcji awaryjnej? Z praktyki klinicznej wynika, że nie. Co więcej, nastolatka do 16. roku życia nie może też przyjść na wizytę do ginekologa bez opiekuna prawnego. W związku z tym bardzo prawdopodobne jest, że nie podejmie żadnych kroków i będzie czekała na efekt z nadzieją, że nie zaszła w ciążę, albo też zastosuje jakąś inną, bardziej niebezpieczną metodę, aby mieć pewność, że nie dojdzie do zapłodnienia. Uważam, że dostęp do bezpiecznej antykoncepcji, która pozwala zachować dyskrecję, jest o wiele lepszym rozwiązaniem.
ZOBACZ TAKŻE: Kotula: nakaz obecności rodzica podczas wizyty nastolatki u ginekologa wymaga zmiany
Źródło: Puls Medycyny