Prof. Heitzman o samobójstwach dzieci: dochodzimy do ściany, potrzebny jest ogólnopolski program zapobiegania
Dwa lata temu przyrost liczby prób samobójczych dzieci wynosił 130 proc. dziś to już 150 proc. Jeśli sytuacja będzie postępowała, dojdziemy do ściany - powiedział prof. Janusz Heitzman, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. Zdaniem eksperta konieczne jest stworzenie ogólnopolskiego programu zapobiegania samobójstwom.

9 lutego odbyło się posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. Zdrowia Psychicznego Dzieci i Młodzieży. Omówiono na nim dane zebrane przez Fundację GrowSpace dotyczące skali zachowań samobójczych w populacji dziecięco-młodzieżowej.
Na podstawie danych ze wszystkich komend wojewódzkich, jakie zebrała Fundacja, wynika, że w całym kraju w zeszłym roku odnotowano ponad 2 tys. prób samobójczych dzieci - 150 zakończyło się zgonem. Dla porównania w 2021 r. 1439 dzieci i nastolatków podjęło próbę samobójczą. Widać więc niestety znaczący wzrost.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Dramatyczne dane o próbach samobójczych polskich dzieci. Jest petycja do MEiN i MZ
Ekspert: kryzys zdrowia psychicznego dziecka jest wypadkową wielu czynników
Jak te statystyki komentują eksperci związani z psychiatrią? Prof. Janusz Heitzman przyznał, że w ostatnim czasie spora część uwagi opinii publicznej i mediów skupia się na tematyce zdrowia psychicznego najmłodszych oraz problemie samobójstw w tej populacji.
– Raport Fundacji GrowSpace jest kolejnym bardzo dobrym pretekstem do tego, by wznowić tę dyskusję, ale nie tylko o systemie. W tym obszarze możemy przecież wskazać korzystne zmiany: dwukrotnie wzrosły nakłady na psychiatrię dzieci i młodzieży, wzrosła też liczba psychiatrów, do liczby ok. 500, choć oczywiście i tak pozostaje to kroplą w morzu potrzeb. Zwiększyła się też liczba poradni psychologiczno-psychoterapeutycznych. W ciągu dwóch lat powstało ich 390, udzieliły 490 tys. porad. Gdyby tego nie było, bylibyśmy w jeszcze gorszej sytuacji. Problem tkwi więc nie tylko w systemie. Dwa lata temu przyrost liczby prób samobójczych wynosił 130 procent. Dziś to już 150 procent. Jeśli sytuacja będzie postępowała, dojdziemy do ściany - powiedział prof. Heitzman.
Jak dodał, problem samobójstw wśród dzieci dotyczy wielu innych krajów Europy. Zdaniem eksperta konieczne jest stworzenie ogólnopolskiego programu zapobiegania samobójstwom w tej populacji wiekowej.
– W Polsce problem tkwi w mentalności. Dlaczego nasze dzieci są w stanie ciągłego kryzysu psychicznego? To wypadkowa wielu czynników: braku pomocy ze strony szkoły, braku wsparcia rodziców oraz instytucji; dziecko nie pomaga też samo sobie, bo nie umie radzić sobie z trudnymi sytuacjami i nie ma wsparcia rówieśniczego - podkreślił prof. Heitzman.
Okrągły stół o problemach psychiatrii dziecięcej
Na konferencji prasowej 9 lutego Lewica zaprosiła do udziału w okrągłym stole o problemach psychiatrii dziecięcej, który ma się odbyć 10 marca w Sejmie. Ma to być odpowiedź na tak duży wzrost prób samobójczych wśród młodych ludzi.
- Między rokiem 2020 a 2021 liczba prób samobójczych wzrosła o 77 procent. Zapaść w polskiej psychiatrii stała się faktem - mówił podczas konferencji prasowej w Sejmie poseł Marek Rutka.
- Działania podejmowane w ramach rządu są działaniami nieskoordynowanymi. A na problem psychiatrii dziecięcej należy patrzeć systemowo. Zwracamy się do Ministerstwa Zdrowia i Ministerstwa Edukacji i Nauki o powołanie międzyresortowego zespołu ds. zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży. Nie można patrzeć na ten coraz szerszy problem wycinkowo - mówił poseł Marek Rutka.
Zaznaczył, że edukacja, jak i wsparcie dla młodych ludzi, powinny być dostępne już na etapie przedszkola, potem szkoły. - Ostatnim elementem systemu powinien być szpital psychiatryczny. Jako rodzice i obywatele powinniśmy robić wszystko, aby młody człowiek tam nie trafił - podkreślił.
– Odwiedzałem szpitale psychiatryczne w Gdańsku czy Słupsku i na własne oczy przekonywałem się o bardzo trudnych warunkach, w których lekarze starają się pomóc. Miejsc jest za mało, a pacjenci leżą na materacach rozłożonych na korytarzu. Ale wiele osób zapomina, że łóżka nie leczą, ale leczą lekarze, psychiatrzy. Tymczasem dziś obserwujemy bardzo duży odpływ pracowników systemu ochrony zdrowia do sektora prywatnego, między innymi dlatego, że nie wytrzymują też psychicznej presji. Jest swoisty zaklęty krąg, lekarze nie mogą pomóc wszystkim potrzebującym, ponieważ jest ich za mało, co ich obciąża tak mocno, że odchodzą z zawodu. Istniejące kłopoty to efekt kilkudziesięciu lat zapóźnień - skonstatował Marek Rutka.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Samobójstwa czwartą przyczyną zgonów dorosłych Polaków. Giną głównie mężczyźni
Źródło: Puls Medycyny