Padam na nos
Za dużo pracuję? Co ty wiesz! Muszę. Nikt mnie nie rozumie, choć ręce sobie urabiam. A nowego opla, to chciałabyś/chciałbyś kupić, co? Taki jest dyżurny zestaw argumentów pracoholika, którymi gasi cudzy, życzliwy rozsądek.
Bez balansu
— Pracoholizm to zachowania autodestrukcyjne, definiowane jako ostre zaburzenie równowagi między pracą i innymi ważnymi aspektami życia — mówi objaśniająco Renata Kaczyńska-Maciejowska z firmy szkoleniowo-doradczej Prospera Consulting.
Z obserwacji psychologów wynika, że w Polsce pracoholizm panoszy się zazwyczaj wśród średniej i wyższej kadry menedżerskiej, czyli 30-40 proc. osób na kierowniczych stanowiskach. Na najlepszej drodze do uzależnienia są także młodsi koledzy szefów — ci, którzy chcą zrobić karierę i zająć ich miejsca.
— Oczywiście nie każdy bardzo zapracowany staje się pracoholikiem. O predyspozycjach do nałogu decyduje tzw. styl osobowości typu A — ambitny, za wszelką cenę dążący do sukcesu, zabiegany, niecierpliwy, lubiący ostrą rywalizację, a także usiłujący mieć kontrolę nad otoczeniem. Zdrowa osoba dzieli czas na różne zajęcia: pracę, sprawy rodziny, wychowywanie dzieci, hobby i rekreację, spotkania z przyjaciółmi. Pracoholik o tym zapomina i nadmiernie koncentruje się, by się wywiązać z — często wyśrubowanych przez niego samego — zadań. I koniecznie udowodnić, że zasługuje na szacunek i uznanie. Uzależnieniu sprzyja również atmosfera ostrej rywalizacji w pracy — zwraca uwagę Renata Kaczyńska-Maciejowska.
Zyski i straty
Będąc w nieustającym kołowrocie zajęć i obowiązków zawodowych, człowiek wydaje się zdrowy, ale to pozory. Nagromadzone przez ten czas schorzenia ujawniają się dopiero w chwilach relaksu. Im większe i dłuższe obciążenie organizmu, im jest on słabszy i starszy, tym gwałtowniejszy nawał „urlopowych” dolegliwości.
— Uzależnienie od pracy może przyjmować różne postacie. W wolne dni pracoholik ma poczucie wewnętrznego rozbicia, a jego rozdrażnienie narasta wraz z bólem głowy lub innych części ciała. W czasie wakacji dręczy go poczucie marnowania czasu i gonitwa myśli, dotyczących spraw służbowych. Nieustannie wydzwania więc do firmy lub akceptuje częste telefony do niego — sprawdza zasięg komórki, bo przecież może się nagle okazać, iż jest niezbędny. We wszystkie weekendy nadrabia zaległości w pracy. I taka sytuacja trwa latami: w rytmie pracy po 14-16 godzin, bez solidnego urlopu. A skoro odpoczynek wydaje się stratą czasu, pracoholik unika także spotkań towarzyskich i pozbawia się różnych przyjemności życiowych. Taki zestaw dolegliwości i zachowań określa się mianem nerwicy niedzielnej — tłumaczy Renata Kaczyńska-Maciejowska.
Gdzie kres tego szaleństwa?
— W szpitalu — gdy ratujemy zdrowie lub nawet życie, w sądzie — gdy rozwodzimy się z partnerem, w znerwicowaniu i osamotnieniu — kiedy to coraz częściej sięgamy po alkohol lub inne używki... Często skutkiem przepracowania, prócz zaburzenia równowagi między pracą i życiem osobistym, jest wypalenie zawodowe — konkluduje Renata Kaczyńska-Maciejowska.
Pracoholik długo zaprzecza przed sobą i przed innymi, że ma problem.
— Sugestie bliskich traktuje jak nieżyczliwość lub brak zrozumienia. Przełomowy moment dla pracoholika wiąże się z opuszczeniem go przez rodzinę czy przyjaciół — twierdzi Robert Kowalczuk z Pracowni Psychoterapii i Psychoedukacji Kowalczuk & Zespół.
Modus vivendi
Aby uwolnić się od pracoholizmu, trzeba po prostu zmienić filozofię życiową. Odkryć na nowo radość dzielenia leniwych dni z innymi i zacząć dostrzegać przyjemności pozazawodowe. Proste? Proste, choć u uzależnionych — niełatwe.
— Można próbować samemu uporać się z problemem (ale to trudne) — metodą małych kroków i bez nadziei na szybkie, spektakularne rezultaty. Na początek należy przeanalizować to, co się robiło w kończącym się właśnie dniu i zastanowić, czy — pracując — nie zmarnotrawiło się jakiegoś czasu, który można by przeznaczyć na czynności niezwiązane z pracą. Następnym krokiem niech będzie przypomnienie sobie, co kiedyś chętnie robiliśmy i zaplanować kolejny dzień tak, by wyznaczyć sobie czas na wykonanie z przyjemnością i dla przyjemności tej rekreacyjnej czynności — choćby 15-30 minut. Trzeci etap? Próba ustalenia granic między aktywnością przeznaczoną na pracę i sprawy prywatne i osobiste — radzi Robert Kowalczuk.
Sęk w tym, że uzależniony od pracy nie zgłasza się do lekarza, gdy czuje, że zbyt dużo pracuje i nie umie przestać — zwykle trafia tam wtedy, gdy jego organizm jest wyczerpany i odmawia współpracy. Jeżeli spotka mądrego lekarza, ten zmotywuje go do leczenia nie tylko ciała, ale także ducha.
Daleko nam wprawdzie do Japonii, gdzie rocznie karoshi — czyli śmierć z przepracowania — dotyka prawie 10 tys. osób. Ale jak tak dalej pójdzie… l
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Anna Leder