Operacja zespołu przetoczeniowego w łonie matki

Monika Wysocka
opublikowano: 18-05-2005, 00:00

W Klinice Położnictwa Akademii Medycznej w Gdańsku 26 kwietnia lekarze zoperowali zespół przetoczeniowy u bliźniąt jednojajowych w łonie matki. To prawdopodobnie pierwszy taki zabieg w Polsce.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Ciąże bliźniacze jednojajowe mają wspólne łożysko. Kiedy wszystko przebiega prawidłowo, każde z bliźniąt zajmuje w nim swoją część i tam przepompowuje krew przez łożysko. Jednak u niektórych (w ok. 10 proc. przypadków) wytwarzają się nieprawidłowe połączenia tętniczo-żylne pomiędzy bliźniakami. Wada ta, nazywana zespołem przetoczeniowym, sprawia, że jedno z dzieci wypompowując krew do łożyska, nie dostaje jej całej z powrotem. Dostaje ją za to drugi bliźniak. ?Te nieprawidłowości w krążeniu powodują, że jedno dziecko jest małe, odwodnione i marnieje, natomiast drugie jest coraz większe, przewodnione i obciążone ponad swoje siły. Oba bliźniaki zazwyczaj giną wewnątrzmacicznie? - wyjaśnia prof. Krzysztof Preis, kierownik Kliniki Położnictwa AM w Gdańsku, gdzie został przeprowadzony nowatorski zabieg.
To, jak rozwija się sytuacja, zależy od zakresu połączeń i ciężkości wady. Najłagodniejsza forma takiej anomalii objawia się tylko dużą różnicą wagi między oboma bliźniętami i często na tym się kończy. Skale ciężkości wady są jednak różne. W grę wchodzą także mniej optymistyczne scenariusze: wczesne obumarcie wewnątrzmaciczne jednego z płodów (co daje szansę na przeżycie drugiemu) albo - co występuje znacznie częściej - oba bliźnięta giną na skutek powikłań, które rozwijają się na bazie zespołu przetoczeniowego. Nawet jeśli dożyją do porodu, to często układ krążenia (przede wszystkim ?biorcy") jest tak przeciążony, że dochodzi do wtórnych zmian, np. przerostu serca, gorszy jest przepływ krwi, większe jest ryzyko niedotlenienia i uszkodzeń narządowych, zwłaszcza ośrodkowego układu nerwowego. To wszystko bardzo pogarsza ogólny stan tych dzieci.

Laser na wagę złota

Zespół przetoczeniowy powinien być zdiagnozowany ok. 20-22 tygodnia ciąży. To najlepszy czas na zabiegi interwencyjne, gdyż macica jest mniej reaktywna, co w przypadku takiej operacji oznacza niższe ryzyko wyzwolenia przedwczesnego porodu. Oprócz tego płyn owodniowy jest wtedy bardziej przejrzysty, co ułatwia oglądanie i ocenianie naczyń, a potem - operowanie światłem laserowym. ?Choć na początku różnica w płodach jest niewielka, zaczyna się już proces zaburzenia krążenia i nieprawidłowe przetaczanie krwi. Dlatego tak ważne jest, by skorygować te nieprawidłowości jak najwcześniej? - mówi prof. K. Preis.
W przypadku 31-letniej mieszkanki Starogardu Gdańskiego wadę dostrzeżono w 20. tygodniu ciąży i już tydzień później zoperowano. ?Tak szczęśliwie się złożyło, że w tym samym tygodniu, kiedy pojawiła się ta pacjentka, wstawiono nam do szpitala, w ramach oferty handlowej, do przetestowania laser, jakim wykonuje się tego typu zabiegi? - opowiada prof. K. Preis.
Gdańscy specjaliści już od dawna przygotowywali się do wykonania takiego zabiegu: zapoznawali się z metodą podczas pobytów na zjazdach naukowych, rozmawiali z doświadczonymi kolegami z zagranicy. Brakowało tylko sprzętu. ?O kupieniu takiego lasera myślimy już od dawna i ten sukces na pewno stanie się dla nas zachętą do rozmów na ten temat. Zamierzamy odwiedzić m.in. prezydenta Gdańska, marszałka województwa. Cena takiego lasera jest stosunkowo nieduża (120 tys. zł), a można go stosować także do innych zabiegów na płodzie lub w innych dziedzinach medycyny. A co najważniejsze, bez niego nie mamy dzieciom z taką wadą nic do zaoferowania, możemy tylko patrzeć, jak umierają? - mówi kierownik Kliniki Położnictwa AMG w Gdańsku.
Wcześniej podejmowano próby rozwiązywania tego problemu poprzez wykonanie otworu w błonach owodniowych, ale skuteczność tych zabiegów jest tak mała, że odstąpiono od ich przeprowadzania. W tej chwili metoda laserowa jest jedynym uznanym i stosowanym sposobem leczenia zespołów przetoczeniowych.

Chodziło o trzy osoby

Zabieg wewnątrz macicy zawsze niesie ze sobą ryzyko ogólnych powikłań anestezjologicznych, przedwczesnego porodu, odklejenia łożyska, infekcji itp. Ponadto rozdzielając naczynia nigdy nie ma pewności, czy układy krążenia bliźniąt poprawnie zaadaptują się do nowych warunków krążeniowych. ?Zresztą, choć teoretycznie byliśmy przygotowani, w praktyce nie da się uciec od szczegółów, które pojawiają się często dopiero w trakcie zabiegu: ile wkłuć, jak długo, jakie światło laserowe, ile impulsów i jaka moc światła laserowego itd. - tłumaczy prof. K. Preis. - Odczuwaliśmy więc ogromną odpowiedzialność, chodziło przecież o trzy osoby. Dlatego m.in. zdecydowaliśmy się przeprowadzić ten zabieg w znieczuleniu ogólnym, choć w niektórych ośrodkach w USA przeprowadza się go także w znieczuleniu miejscowym?.
W tym przypadku udało się ograniczyć zakres przetaczania i dość szybko dało to dobre efekty. Już następnego dnia zauważalna była normalizacja przepływów pępowinowych. ?Teraz potrzeba trzech, czterech tygodni, by te dzieci nauczyły się funkcjonować w nowych warunkach ciśnieniowo-objętościowych. Ale jeśli już teraz widać pierwsze efekty, możemy być dobrej myśli? - uważa prof. Krzysztof Preis.






Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Monika Wysocka

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.