O nauce technik rozwiązywania sytuacji konfliktowych
Felietonista Sławomir Badurek przekonuje, że majster z Kabaretu Dudek miał rację
I druga sytuacja. Tym razem świeża, ze stycznia. Z relacji koleżanki wiem, że kilka osób z rodziny pacjenta weszło podczas dyżuru do jej gabinetu i zrugało ją za opiekę nad dziadkiem. Krewcy krewni nie omieszkali dodać, że „gdyby zapłacili, na pewno by tak nie było”. Koleżanka mężnie przyjęła ciosy na siebie, ale po incydencie długo nie była w stanie dojść do równowagi psychicznej. Dodam, że jest lekarką z dwudziestoletnim stażem. Czy reakcja lekarzy, będących kluczowymi postaciami w obydwu zdarzeniach była najlepsza z możliwych?
W pierwszym przypadku można dywagować, czy nie byłoby lepiej zdecydowanym tonem przerwać awanturnicze wywody syna chorej i kazać mu poczekać na rozmowę pod drzwiami znajdującego się przy wyjściu z oddziału gabinetu. Może zdążyłby ochłonąć? Łatwo powiedzieć. Awanturnik miał przy sobie broń, a złość wylewała się z niego niczym lawa z czynnego wulkanu. Dlatego, w mojej ocenie, nie popełniono błędu.
Inaczej patrzę na drugą sytuację. Nie zezwoliłbym na wejście do gabinetu kilku podminowanych osób podających się za rodzinę pacjenta. Poprosiłbym o wytypowanie jednego rozmówcy, każąc reszcie poczekać na zewnątrz. Jeśli weszliby bez pytania, nie podjąłbym rozmowy. Jeśli, mimo to, zaczęliby wylewać na mnie swoją złość, wyszedłbym z gabinetu, informując, że jestem zmuszony wezwać ochronę. W tego typu sytuacjach zdecydowana postawa i ostrzeżenie o sprowadzeniu „posiłków” z reguły pomaga.
Emocje szybko opadają i można usiąść z przedstawicielem niezadowolonych do rozmowy. Napisałem „usiąść”. Bardzo ważne, by nie dyskutować z agresorem na stojąco, bo jest to postawa walki. Istotne jest, by zapytać, co konkretnie się nie podoba i w czym można pomóc. To abecadło. W plastyczny sposób wyłożył je wiele lat temu pan majster Kabaretu Dudek, instruując czeladnika, że „chamstwu w życiu należy się przeciwstawiać siłom i godnościom osobistom”. Przyznam państwu, że tylko pisownia jest do poprawy. Z zastrzeżeniem, że chodzi o siłę spokoju, a godność to szacunek dla samego siebie i niezniżanie się poniżej pewnego poziomu.
O mądrości pana majstra przekonałem się w pełni, ucząc się od profesjonalistów technik pomocnych w sytuacjach „wysokiego napięcia”. Było to na studiach. Szkoda tylko, że podyplomowych z zarządzania, a nie na medycynie, bo pożyteczna wiedza mogła zostać poszerzona i uporządkowana kilkanaście lat wcześniej Na szczęście problem zaczyna być dostrzegany w środowisku. W szpitalach organizowane są szkolenia z udziałem psychologów i prawników, i coraz szerzej wykorzystuje się monitoring, powoływani są izbowi rzecznicy praw lekarza. Rozmach prowadzonych działań powinien być zdecydowanie większy, ale obrany kierunek jest dobry.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Sławomir Badurek