Nieustające przesuwanie granicy

  • Ekspert dla "Pulsu Medycyny"
opublikowano: 24-01-2012, 00:00
Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Moje córki sprawiają trochę kłopotów wychowawczych, więc jakiś czas temu zapisałam się na kurs kompetencji rodzicielskich. Tam dowiedziałam się o niby oczywistej prawdzie, że każde dziecko bardziej lub mniej świadomie niemal przez cały czas sprawdza na rodzicach, na co może sobie pozwolić i gdzie leży nieprzekraczalna granica. Innymi słowy, dasz dziecku palec, to weźmie całą rękę. Dlatego przesuwanie tej granicy jest największym błędem rodziców, a konsekwencja to podstawa sukcesu wychowawczego. Przyglądając się konfliktowi pomiędzy lekarzami a rządzącymi naszym krajem, trudno oprzeć się wrażeniu, że lekarze są jak dzieci domagające się coraz więcej, a decydenci jak rodzice, którzy początkowo przyjmują postawę surowych i stanowczych, ale z dnia na dzień coraz bardziej miękną. Zupełnie inną sprawą jest ocena słuszności żądań lekarzy.

Gdzie dwóch się bije, tam trzeci… traci. W sporze pomiędzy lekarzami a twórcami i realizatorami ustawy refundacyjnej za pokrzywdzonych uznali się aptekarze. Farmaceuci poczuli się oszukani po wykreśleniu z ustawy zapisów o karaniu lekarzy, bo wyszło na to, że reperkusje za błędy na receptach mają ponosić właśnie oni. W obronie interesów farmaceutów wystąpiło PiS. Bolesław Piecha, przewodniczący sejmowej Komisji Zdrowia, na spotkaniu z aptekarzami 18 stycznia w Radomiu mówił, że „PiS będzie walczyło o zrównanie konsekwencji dla lekarzy i aptekarzy wynikających z ustawy refundacyjnej. Dwieście tysięcy zł kary to dla apteki koniec prowadzenia przedsiębiorstwa. Tak drakońskich kar nie ma nigdzie na świecie”.

Pokrzywdzeni okazali się także pacjenci, np. chorzy na cukrzycę, o czym pisze nasz felietonista Sławomir Badurek. Według przepisów ustawy refundacyjnej większość diabetyków nie otrzyma pasków do glukometrów w cenie zryczałtowanej, nadal nie ma też refundacji leków inkretynowych ani długo działających analogów insulin, jakoby dlatego, że są one „nie do końca bezpieczne”. Jako obrońca, tym razem pacjentów, ponownie występuje Bolesław Piecha, który zastanawia się, jak to jest możliwe, aby refundowane analogi były szkodliwe dla zdrowia, ale te, za które pacjent płaci 100 proc. już nie.

Zamieszanie wokół ustawy refundacyjnej zupełnie przysłoniło inne problemy ochrony zdrowia w Polsce, np. ślimaczącą się informatyzację i brak komputerów w wielu gabinetach lekarskich. Inny problem to słabość komunikacji między lekarzem a pacjentem, czego efektem jest nieprzestrzeganie zaleceń terapeutycznych. Mam nadzieję, że w poprawie tych relacji pomogą felietony socjolożki zdrowia Anny Wiatr, które od tego numeru będziemy publikować na łamach „Pulsu Medycyny”.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Marta Koton-Czarnecka

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.