NRL ma zastrzeżenia do sposobu wdrażania Kodeksu przejrzystości - Rozmawiamy z dr. Maciejem Hamankiewiczem.
NRL ma zastrzeżenia do sposobu wdrażania Kodeksu przejrzystości - Rozmawiamy z dr. Maciejem Hamankiewiczem.
Samorząd lekarski nie neguje potrzeby jawności relacji lekarzy z firmami farmaceutycznymi. Ma jednak uwagi dotyczące m.in. zakresu prezentowanych informacji. Rozmawiamy o tym z prezesem Naczelnej Rady Lekarskiej dr. n. med. Maciejem Hamankiewiczem.
Producenci leków zrzeszeni w Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych INFARMA ujawnili informacje o współpracy z lekarzami. Jak pan ocenia pierwsze efekty funkcjonowania Kodeksu przejrzystości?

Kodeks przejrzystości powinien być wspólnym dokumentem firm farmaceutycznych i środowisk medycznych. W obecnym kształcie wywołuje on więcej negatywych niż pozytywnych skutków. Negatywna jest przede wszystkim sugestia, że lekarze są nieuczciwi. Wprowadzenie kodeksu i obowiązku ujawniania przychodów wiele osób odebrało z myślą, że „nareszcie ktoś zaczyna łapać tych skorumpowanych medyków”.
Przejrzystość relacji lekarzy z firmami farmaceutycznymi jest bardzo potrzebna. Nam, lekarzom, bardzo zależy na tym, aby pokazać społeczeństwu, że działamy w sposób właściwy, uczciwy i zgodny z zasadami etycznymi zapisanymi przecież w Kodeksie etyki lekarskiej. Nie ma zatem mowy o tym, aby samorząd lekarski był przeciwko pokazywaniu związków — nieuchronnych! — pomiędzy producentami leków a lekarzami i innymi zawodami medycznymi. I to przekazywaliśmy INFARMIE, zgłaszając jednocześnie uwagi do zaproponowanego sposobu wdrażania zasad przejrzystości przez firmy zrzeszone w tym związku. Niestety, mimo wspólnych spotkań, nie było zrozumienia dla naszych propozycji. Przyjęto tylko jedną uwagę, aby ujawnianie informacji dotyczyło nie tylko lekarzy, ale także innych zawodów medycznych.
Firmy zrzeszone w Polskim Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego, które aktualnie przygotowują się do wdrożenia swojego kodeksu przejrzystości, przyjmują zgoła inną postawę. Widząc, że kodeks INFARMY nie jest do końca dobrze skonstruowany, zwróciły się one do nas z prośbą o opinię, które z rozwiązań należałoby udoskonalić.
Zgodę na publikację imiennych danych wyraziło 22 proc. lekarzy — to dużo czy mało?
Uważam, że to bardzo wysoki wynik. Mówimy przecież o zupełnym novum, które wymaga okresu wdrożenia, oswojenia się. Przy zachowaniu odpowiednich zasad liczba zgód powinna rosnąć w kolejnych latach. Podkreślam to, ponieważ zgoda na publikowanie danych powinna być odrębnym dokumentem z czytelną, nie budzącą żadnych wątpliwości deklaracją dotyczącą sposobu ich ujawnienia. Nie powinno się tej zgody dodawać drobnym druczkiem na dole umowy. Ważne jest także, aby wszystkie firmy posługiwały się identycznym dokumentem przedstawianym do podpisu. Dzisiaj każda z nich ma własną wersję.
Macie państwo zastrzeżenia do udostępniania imiennych danych z adresami.
Nikt nie neguje potrzeby publikowania informacji o współpracy lekarzy z firmami. Nie ma żadnego przeciwwskazania, żeby publikować dane zbiorcze. A jeśli lekarz wyrazi świadomą, dobrowolną zgodę, nie ma także problemu z publikacją jego danych. Do czego jednak jest potrzebny w takiej informacji adres? To właśnie konieczność podania adresu bardzo przeszkadza w wyrażeniu zgody. Uważam, że wystarczyłby numer prawa wykonywania zawodu (PWZ).
Skoro od lekarzy wymaga się tak szerokiej przejrzystości, to z naszej strony — dla równowagi i właściwej perspektywy — oczekujemy przejrzystości także od firm farmaceutycznych, dotyczącej np. kosztów osobowych. Pełna przejrzystość powinna obejmować wszystkie fundacje i stowarzyszenia. W opublikowanych zestawieniach wykazano kwoty ich kontraktów, nie podano jednak, na co pieniądze zostały przeznaczone ani kto z nich finalnie skorzystał. Domagamy się ujawnienia również tych informacji. Uważamy ponadto, że przejrzystość powinna dotyczyć także działań związanych z lekami OTC. Jednym słowem, jeśli chcemy przejrzystości, wprowadzajmy to solidnie i systematycznie od początku do końca.
Obowiązuje przecież pełna dobrowolność — lekarz nie musi przyjmować korzyści od producentów leków ani z nimi współpracować.
Obecny kształt raportów odwraca uwagę od najważniejszej przecież kwestii, że lekarze wykonują konkretną pracę. Informacja o wysokości umowy nie jest pełna bez wyjaśnienia, za co konkretnie były wypłacone pieniądze. Należy publikować dokładne informacje, aby stworzyć odpowiedni kontekst dla podanych kwot. Ich brak wywołuje konsekwencje w postaci negatywnego nastawienia pacjentów do lekarzy, których działalności nie postrzega się w aspekcie naukowym, tylko ekonomicznym.
Zdecydowana większość ujawnionych umów opiewa na niewielkie, kilkusetzłotowe sumy. Czy nie byłoby łatwiej po prostu z tego zrezygnować?
W praktyce oznacza to najczęściej koszt wpisowego na kongresy medyczne. Lekarz nawet nie widzi tych pieniędzy, a w dodatku musi od tej kwoty zapłacić podatek dochodowy. Dostaje przecież w końcu roku deklarację PIT.
Uważam, że udział w konferencjach, osobiste spotkania i rozmowy z ludźmi nauki wnoszą dodatkową wartość. W innych krajach koszty takich szkoleń pokrywają pracodawcy, więc indywidualne finansowanie nie jest potrzebne. W polskich realiach firmy farmaceutyczne odgrywają tu rolę genialną, nie do zastąpienia. Oczywiście pod warunkiem, że w ślad za finansowaniem nie idzie zobowiązanie do jakichś działań nieetycznych, jak choćby powiązanie z wystawianiem recept.
Czyli relacje lekarzy z producentami leków muszą istnieć, a co za tym idzie będą pojawiać się podejrzenia o działania nieetyczne?
Z podejrzeniami nasz kraj świetnie sobie radzi. Wystarczy spojrzeć na dane NFZ, w łatwy sposób można odkryć przypadki nieuczciwości. Oczywiście, samorząd lekarski ma świadomość, że polscy lekarze potrzebują wytycznych dotyczących postępowania w praktyce lekarskiej. Dlatego też aby przeciwdziałać zagrożeniom, Naczelna Izba Lekarska otworzyła niezależny ośrodek do formułowania wytycznych. Korzystając z dorobku towarzystw naukowych i instytutów chcemy tę pracę scalić w niezależnej instytucji. Samorząd lekarski podjął się tego ogromnego zadania dobrowolnie, we własnym zakresie. Mamy na celu nie tylko tworzenie, na wzór innych krajów, zasad terapeutycznych, ale także uczenie lekarzy korzystania z tych zasad, nawet wbrew zasłyszanym opiniom czy obejrzanym prezentacjom.
Udostępnione raporty przejrzystości nie mówią o badaniach obserwacyjnych.
Badania kliniczne są wykazywane w tych zestawieniach, ale bez podawania szczegółów. O tzw. badaniach IV fazy nie wiemy nic. Między innymi o tej kwestii rozmawialiśmy z przedstawicielami firm generycznych zrzeszonych w Polskim Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego, które aktualnie przygotowują się do wdrożenia swojego kodeksu przejrzystości. Stawiamy sprawę jasno, że również takie działania powinno się ujawniać. Oczywiście, jeśli badanie obserwacyjne oznacza li tylko wynagradzanie lekarza za „ustawienie” pacjenta na danym leku, mamy do czynienia z działaniem nieetycznym, godnym absolutnego potępienia. Zwłaszcza że firma nie przekazuje leku nieodpłatnie.
W proporcjach wyrażonych zgód na publikację danych imiennych widać znaczącą różnicę pomiędzy poszczególnymi firmami.
Postawa firmy i jej przedstawicieli jest w tym przypadku decydująca. Liczba wyrażonych zgód zależy głównie od odpowiedniego podejścia i nastawienia firm. Widocznie niektóre z nich włączyły się w tworzenie kodeksu, ponieważ musiały lub tak wypadało i chciały się dostosować do trendu, ale tak naprawdę się z tym nie zgadzają. Zapewne także mają zastrzeżenia do kształtu kodeksu i dlatego widzimy zróżnicowane wyniki. Być może w pierwszym roku powinno się pokazać jedynie dane zagregowane, promować ideę i wykonywać dalsze kroki.
Czy warto zinstytucjonalizować ujawnianie korzyści przez lekarzy?
Myślę, że warto rozważyć wprowadzenie obligatoryjności ujawniania takich danych, ale to musi być dobrze przygotowane i przeprowadzone. Pamiętamy, jaki był efekt wprowadzenia obowiązku ujawniania współpracy z firmami przez konsultantów krajowych. Wielu z nich zrezygnowało z pełnienia swojej funkcji. Nowe rozwiązania wymagają ostrożności i przemyślenia przy wprowadzaniu ich w życie.
O kim mowa
Dr n. med. Maciej Hamankiewicz jest specjalistą chorób wewnętrznych. Prezesem NRL jest od 2010 r.
Samorząd lekarski nie neguje potrzeby jawności relacji lekarzy z firmami farmaceutycznymi. Ma jednak uwagi dotyczące m.in. zakresu prezentowanych informacji. Rozmawiamy o tym z prezesem Naczelnej Rady Lekarskiej dr. n. med. Maciejem Hamankiewiczem.
Producenci leków zrzeszeni w Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych INFARMA ujawnili informacje o współpracy z lekarzami. Jak pan ocenia pierwsze efekty funkcjonowania Kodeksu przejrzystości?
Dostęp do tego i wielu innych artykułów otrzymasz posiadając subskrypcję Pulsu Medycyny
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach
- Papierowe wydanie „Pulsu Medycyny” (co dwa tygodnie) i dodatku „Pulsu Farmacji” (raz w miesiącu)
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach