Nadgodziny za dłuższy czas pracy
Nie ustają spory w sprawie ustawowego czasu pracy w zakładach opieki zdrowotnej. Resort zdrowia i Państwowa Inspekcja Pracy posługują się coraz bardziej specjalistyczną terminologią prawniczą. Musimy odpowiadać w podobny sposób, nawet jeśli przytaczane argumenty są pisane językiem trudnym do zrozumienia dla czytelników Pulsu Medycyny.
?Powołując się na artykuł w Pulsie Medycyny nr 2/2002 pt. ?Krócej w szpitalu po wprowadzeniu pięciodniowego tygodnia pracy", pracownicy SP ZOZ-u w L. domagali się od dyrekcji zgody na pracę w wymiarze 7 godzin 35 minut na dobę. Zgody nie uzyskaliśmy. Natomiast dyrekcja zwróciła się do Ministerstwa Zdrowia o opinię w sprawie czasu pracy. Ponieważ opinia resortu była niekorzystna dla nas, pracowaliśmy dalej po 8 godzin na dobę przez pięć dni, co dawało przeciętnie 40 godzin na tydzień. Pracowałam tak do 31.10.2002 r., ponieważ z tą datą umowa o pracę została rozwiązana i obecnie przebywam na świadczeniu przedemerytalnym. Dla wyjaśnienia informuję, że zatrudniona byłam w pionie administracji. W tym roku zwróciłam się do Państwowej Inspekcji Pracy, powołując się na ww. artykuł, uchwałę Sądu Najwyższego i książkę Piotra Ciborskiego ?Czas pracy w zakładach opieki zdrowotnej", aby odniosła się do czasu pracy od 1 maja 2001 r. W odpowiedzi na moje pismo PIP poinformowała mnie tylko, że od 1 stycznia 2003 r. należy stosować przepisy ustawy o zakładach opieki zdrowotnej. Zamierzam złożyć pozew do sądu pracy o zapłatę nadpracowanych godzin w okresie 1.05.2001 - 31.10.2002 r. Zwracam się z prośbą o odpowiedź, czy mam szansę na korzystny wyrok".
Ostatnio, w Pulsie Medycyny nr 16/2003, w artykule pt. ?Przeciętnie 37 godzin i 55 minut tygodniowo" poinformowałem o tym, że z końcem 2002 r. odpadła podstawa prawna, na którą powoływało się Ministerstwo Zdrowia i Państwowa Inspekcja Pracy, uzasadniając możliwość utrzymywania w 2001 i 2002 r. tygodniowej normy czasu pracy pracowników ZOZ-ów w wymiarze 40 godzin. Zaznaczyłem przy tym, że stanowisko ministerstwa i PIP jest moim zdaniem wątpliwe. O tym, czy błędne jest stanowisko resortu, czy też podtrzymywany przeze mnie pogląd, mógłby rozstrzygnąć jedynie wymiar sprawiedliwości.
Aby nie powtarzać po raz kolejny swoich argumentów przemawiających za zastosowaniem skróconej normy tygodniowej (37 godzin 55 minut) począwszy od pierwszego dnia wprowadzenia pięciodniowego tygodnia pracy, tj. od 1 maja 2001 r., a tylko zobrazować szanse czytelniczki uzyskania korzystnego wyroku, skupię się teraz wyłącznie na wykazaniu, w czym upatruję błędu wykładni urzędowej.
Zatrudnienie w administracji
Zanim jednak do tego przejdę, zmuszony jestem zwrócić uwagę na okoliczność zatrudnienia w pionie administracji. Otóż przedstawione przeze mnie argumenty nie znajdują zastosowania do pracowników technicznych, obsługi i gospodarczych, których wymiar czasu pracy, zgodnie z art. 32g ust. 2 ustawy o ZOZ, nie może przekraczać 8 godzin na dobę i przeciętnie 42 godzin na tydzień. Tak jak zaznaczałem to w artykule, na który powołała się czytelniczka, pracownicy ci podlegali w pełnym zakresie stopniowemu skracaniu normy tygodniowej i obecnie wynosi ona dla nich, tak jak dla wszystkich innych pracowników - 40 godzin tygodniowo.
Przejściowe normy
Przedstawiając swoje stanowisko, Ministerstwo Zdrowia, a za nim PIP powoływały się na art. 2 ust. 3 ustawy z 1 marca 2001 r. o zmianie ustawy - Kodeks pracy, który brzmi: ?W celu zachowania przeciętnych tygodniowych norm czasu pracy w pięciodniowym tygodniu pracy, określonych w ust. 1 i 2, w okresie od dnia wejścia w życie ustawy do dnia 31 grudnia 2002 r. dobowy wymiar czasu pracy może być podwyższony, jeżeli jest to możliwe ze względu na organizację pracy, nie więcej niż do 10 godzin. Taka praca nie stanowi pracy w godzinach nadliczbowych". Obszerna argumentacja dotycząca zastosowania tego przepisu do pracowników zakładów opieki zdrowotnej opierała się przede wszystkim na tym, że przepisy noweli ustanawiającej 40-godzinny i pięciodniowy tydzień pracy ustaliły zarazem unormowania przejściowe, dotyczące stopniowego wprowadzenia nowych norm. Skorzystanie z dobrodziejstwa pięciodniowego tygodnia pracy nie mogło według urzędników następować bez zastosowania norm przejściowych, pozwalających na odpowiednie wydłużanie dobowego czasu pracy. Ponadto wskazywano, iż przepisy noweli stanowiły unormowania szczególne, zarówno w stosunku do przepisów kodeksu pracy, jak i ustawy o ZOZ, i jako takie miały przed nimi pierwszeństwo. Dlatego też, zdaniem ministerstwa i PIP, dopuszczalne, a nawet obligatoryjne było wydłużanie w ZOZ-ach normy dobowej w celu zachowania w okresie przejściowym normy tygodniowej 40 godzin, określonej w art. 32g ust. 1.
Błędna wykładnia
Według mnie, stanowisko to opiera się na błędnej wykładni przepisu art. 2 ust. 3. Błąd polega na zupełnym pominięciu części przepisu, w której następuje wyraźne odwołanie do tygodniowych norm określonych w ust. 1 i 2 tegoż art. 3. Otóż w ust. 1 jest mowa o normie do 42 godzin, a w ust. 2 do 41 godzin pracy w tygodniu. Biorąc to pod uwagę okazuje się, że mamy do czynienia z unormowaniem mającym na celu zachowanie w okresie przejściowym nie wszelkich istniejących tygodniowych norm czasu pracy w pięciodniowym tygodniu pracy, ale tylko norm ?określonych w ust. 1 i 2", tj. 42- i 41-godzinnych. Tylko w celu zachowania tych norm art. 2 ust. 3 dopuszcza podwyższenie norm dobowych do 10 godzin. Tymczasem w art. 32g ust. 1 ustawy o ZOZ mamy od początku do czynienia z niższą normą tygodniową, a mianowicie z 40-godzinną, o której nie ma mowy ani w ust. 1, ani w ust. 2. Gdyby chcieć zastosować do 40-godzinnej normy przepis art. 2 ust. 3 zgodnie z jego brzmieniem, to należałoby konsekwentnie ją wydłużyć. Doszłoby w tym wypadku nie do stopniowego skracania normy tygodniowej, tylko do jej wydłużenia, co w sposób oczywisty byłoby sprzeczne z celem ustawy, jakim było skrócenie tygodniowej normy czasu pracy. Takiej sprzeczności nie dostrzegano jednak w odniesieniu do wydłużania normy dobowej w celu zachowania za wszelką cenę normy tygodniowej, doprowadzając do błędnej, bo niekonsekwentnej wykładni przepisu.
Nie było zatem podstawy do zastosowania art. 2 ust. 3 do art. 32g ust. 1, a co za tym idzie - do przedłużania dobowego wymiaru czasu pracy pracownikom ZOZ-ów w celu zachowania normy przeciętnie 40 godzin pracy w tygodniu. Zachowywanie normy tygodniowej było od początku niedopuszczalne i sprzeczne z art. 32h ust. 1 ustawy o ZOZ, wobec czego praca pracowników ZOZ-ów w wymiarze przekraczającym liczbę godzin wynikających z pomnożenia 7 godzin 35 minut na dobę przez liczbę kalendarzowych dni roboczych wynikających z wprowadzenia pięciodniowego tygodnia pracy stanowi od 1 maja 2001 roku pracę w godzinach nadliczbowych.
Pomimo mocnych argumentów przeciwko wykładni urzędowej, uważam, że szanse na korzystne dla czytelniczki rozstrzygnięcie przed sądem I instancji nie są zbyt duże, ponieważ sądy niższych instancji opierają się najczęściej na istniejącej już wykładni przepisów. Szanse wzrosną po odwołaniu się do sądu wyższej instancji. Należy liczyć się z tym, że do obalenia powszechnie przyjętej wykładni urzędowej może być konieczne odwołanie się do Sądu Najwyższego, co będzie wymagało zatrudnienia dobrego adwokata.
Podstawa prawna:
1) rozdział 4 ustawy z 30 sierpnia 1991 r. o zakładach opieki zdrowotnej (Dz. U. nr 91, poz. 408 ze zm.),
2) ustawa z 1 marca 2001 r. o zmianie ustawy - Kodeks pracy (Dz. U. nr 28, poz. 301).
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Sławomir Molęda