Na inwestycje dostosowawcze termin do 2008 roku!

Anna Gwozdowska
opublikowano: 21-03-2005, 00:00

Dyrektorzy ZOZ-ów oraz lekarze prowadzący prywatne praktyki, którzy nie dostosowali dotąd swych placówek i gabinetów do wymagań sanitarnych i technicznych określonych przez ministra zdrowia, mogą spać spokojnie. Wyznaczony na koniec czerwca tego roku, a wcześniej wielokrotnie przekładany termin, zostanie ponownie przesunięty, tym razem na koniec 2008 roku.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Minister zdrowia przesłał do uzgodnień międzyresortowych i konsultacji społecznych projekt rozporządzenia w sprawie wymagań, jakim powinny odpowiadać pod względem fachowym i sanitarnym pomieszczenia i urządzenia w ZOZ-ach. Nowe rozporządzenie zastąpi regulacje z 1992 roku, modyfikowane m.in. w latach 1994 i 1999. Jak wyjaśniono w uzasadnieniu rozporządzenia, zwykła nowelizacja nie wystarczyłaby w sytuacji, gdy wiele przepisów sprzed kilkunastu lat zdezaktualizowało się. Termin zgłaszania uwag upływa 16 kwietnia br. Rozporządzenie wejdzie w życie w czerwcu.
Kolejne terminy
Propozycje ministra są szczególnie korzystne dla publicznych ZOZ-ów, które pomimo wielokrotnie przekładanych terminów, nie dostosowały się dotąd do wymagań sanitarnych i technicznych określonych przez resort zdrowia. W myśl nowego rozporządzenia, publiczne ZOZ-y, które nie spełniają stosownych standardów, powinny w terminie nie dłuższym niż 6 miesięcy od wejścia w życie nowego rozporządzenia złożyć w biurze organu prowadzącego rejestr placówek medycznych program likwidacji uchybień. Jeśli jednak ZOZ nie dostosuje się do przepisów do końca 2008 roku, urząd prowadzący rejestr wyznaczy mu kolejny, trzymiesięczny termin na dostosowanie się. Jeśli to nie pomoże, a wojewoda będzie chciał wykreślić ZOZ z rejestru, musi o tym zawiadomić ministra zdrowia. Ten, jeśli uzna, że zadań ZOZ-u nie może przejąć inny zakład opieki zdrowotnej, może wnioskować o przedłużenie terminu dostosowania się do standardów o kolejne 3 lata.
Jak wynika z ostatniego raportu NIK, sytuacja sanitarno-techniczna ZOZ-ów jest bardzo zła. Na 47 placówek kontrolowanych przez inspektorów NIK (w tym 28 niepublicznych ZOZ-ów) niewłaściwy stan sanitarno-techniczny stwierdzono w 26 zakładach.
Vox populi
Decyzja ministra Marka Balickiego nie jest niespodzianką. Na kilka dni przed jej ujawnieniem głośno mówiono, że i tym razem ZOZ-y nie dotrzymają terminu. ?Dopiero teraz takie sygnały się nasiliły, skarżą się głównie szpitale" - przyznała Beata Aszkielaniec, rzecznik łódzkiego oddziału NFZ. Według Bernadety Ignasiak, rzecznika wielkopolskiego oddziału NFZ, lekarze rodzinni i specjaliści rzeczywiście żalili się na spotkaniach z funduszem, że nie będą mogli dostosować się do nowych przepisów. Ci, którzy prowadzą przychodnie w lokalach należących do samorządów, uważają, że to gminy powinny pokryć koszty koniecznych zmian. Urzędy wojewódzkie, które prowadzą rejestry ZOZ-ów, również notowały podobne sygnały. ZOZ-ów nie mobilizowała nawet groźba wykreślenia z rejestru.
Maciej Sodkiewicz, koordynator działu rejestru ZOZ-ów w Kujawsko-Pomorskim Centrum Zdrowia Publicznego przyznaje, że w tej sytuacji była potrzebna reakcja ministra zdrowia. W oddziałach funduszu panowało przekonanie, że nie można ryzykować zerwania umów ze świadczeniodawcami, których trudno będzie zastąpić. Robert Sapa, rzecznik Porozumienia Zielonogórskiego przypomina, że M. Balicki obiecywał lekarzom rozporządzenie, które będzie możliwe do zaakceptowania.
Po schodach, bez windy
Nerwowa atmosfera wyczekiwania na odroczenie terminu panowała wśród lekarzy już nie po raz pierwszy. Termin dostosowania się do przepisów z 1992 roku przekładano wielokrotnie. Dlatego od kilkunastu lat nie udało się doprowadzić do tego, aby we wszystkich ZOZ-ach, które nie znajdują się na parterze, zamontowano windy lub przeniesiono część przychodni na parter, wybudowano podjazdy dla niepełnosprawnych, a także stworzono osobne wejścia dla zdrowych i chorych oraz toalety dla pacjentów i personelu. Według Roberta Sapy, ZOZ-y są zbyt biedne aby wprowadzić tak wyśrubowane, jak to nazywa, standardy. ?Minister zdrowia powinien wskazać źródło funduszy na dostosowanie się do nowych przepisów" - argumentuje R. Sapa.
W swoim nowym rozporządzeniu minister zdrowia proponuje nieco łagodniejszą wersję przepisów z 1992 roku. Na przykład w małych przychodniach (do 10 gabinetów) oddzielne wejścia dla pacjentów, personelu oraz dzieci chorych i zdrowych, w myśl nowych przepisów, nie będą już konieczne. Zniknął również zapis o konieczności zamontowania windy w przychodniach, które mieszczą się w budynku z więcej niż jedną kondygnacją. W myśl nowych przepisów, dźwig trzeba będzie zamontować w przychodniach o więcej niż dwu kondygnacjach.
Robert Sapa jest z propozycji ministra zadowolony i zapewnia, że tym razem lekarze potraktują rozporządzenie poważnie. ?Można będzie nabrać oddechu. To krok w dobrym kierunku" - dodaje R. Sapa.
Kosztowna nadgorliwość?
Niektóre ZOZ-y nie dołączyły do chóru placówek narzekających na brak środków. Anna Bogusławska-Wilczyńska, współwłaścicielka (razem z Ewą Kotwicką-Ulbrych) Lubuskiego Centrum Laryngologii, od 1 stycznia 2005 roku przyjmuje pacjentów w nowej, parterowej przychodni. Wzięła kredyt bankowy pod zastaw własnego majątku. Nowa przychodnia spełnia wszystkie obowiązujące obecnie standardy sanitarne i techniczne. Personel ma na przykład toaletę z prysznicem i szatnię, oddzielny sanitariat został przeznaczony dla pacjentów, również dla niepełnosprawnych.
Zanim A. Bogusławska-Wilczyńska zdecydowała się na tak spore ryzyko finansowe, wynajmowała pomieszczenie na drugim piętrze w zabytkowej kamienicy w Zielonej Górze, gdzie nie było windy ani żadnych udogodnień dla niepełnosprawnych. Była przekonana, że gdyby nie przeprowadzka do nowego budynku, nad przychodnią wisiałaby od 30 czerwca groźba zamknięcia. ?Sanepid nie zgodziłby się na naszą dalszą działalność, dlatego zdecydowaliśmy się na kredyt, z drugiej strony, chcieliśmy się rozwijać" - tłumaczyła swoją decyzję A. Bogusławska-Wilczyńska. Na razie nie wie, czy inwestycja się opłaci. ?Mamy bardzo dużo pacjentów, ale umowy z NFZ są ograniczone, a prywatnych pacjentów jest mniej niż tych korzystających z publicznego ubezpieczenia" - powiedziała A. Bogusławska-Wilczyńska. Jak przyznała, jej koledzy i koleżanki, którzy również prowadzą przychodnie, nie chcieli zaryzykować. ?Są zagubieni i mieli nadzieję, że wymagania zostaną złagodzone, a termin przedłużony"- podsumowuje A. Bogusławska-Wilczyńska.





Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Anna Gwozdowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.