Martwy zakaz reklamowania ZOZ-ów
Jak nowa firma medyczna ma dotrzeć do pacjentów z informacją o swoim istnieniu? Jak poinformować o tym, że wdrożyła nową metodę leczenia czy nowoczesną technologię? Prawo nie ułatwia życia lekarzom i przedsiębiorcom, bo nie precyzuje, czym jest reklama medyczna. ;
"Ogłaszam się w prasie po to, by poinformować pacjentów, że jest taka nowoczesna metoda, która ze względu na sposób znieczulenia jest wciąż jedyna w Warszawie. Jest to istotna dla pacjenta informacja. Informacja, a nie reklama" - podkreśla chirurg Piotr Ciszewski, właściciel NZOZ-u.
"Moim zdaniem, to jest ewidentna reklama" - twierdzi natomiast Konstanty Radziwiłł, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. "Można by się w tym przykładzie doszukiwać wręcz nieprawdy, bo opisuje się skutki operacji bez uwzględnienia ograniczeń tej metody, przeciwwskazań i ewentualnych powikłań. Ja uważam, że to jest nie w porządku. Można oczywiście dyskutować, jak bardzo usługi zdrowotne różnią się od innych usług. Jest dobra tradycja - nie tylko polska - że się ich nie reklamuje i nie warto tej zasady łamać" - dodaje K. Radziwiłł.
Piotr Ciszewski odpiera te zarzuty: "Nie ma tu ani jednego słowa nieprawdziwego, ani użytego dwuznacznie. Piszę, że ta metoda posiada takie możliwości, bo rzeczywiście je ma. Bardzo wnikliwie studiowaliśmy tekst tego ogłoszenia, by nikt nie odebrał tego, że jest to cudowny zabieg dla wszystkich. Każdy, kto trafi do nas po przeczytaniu tego ogłoszenia, zostanie wnikliwie zdiagnozowany i poinformowany o możliwościach i ograniczeniach tej metody" - zapewnia dr Piotr Ciszewski.
Wygląda na to, że przepis ustawy o zakładach opieki zdrowotnej, mówiący, iż ZOZ może podawać do wiadomości publicznej informacje o zakresie i rodzajach udzielanych świadczeń zdrowotnych, pod warunkiem, że nie mają one formy reklamy, dosyć łatwo można obejść. O ile lekarze mają uchwałę Naczelnej Rady Lekarskiej, która precyzuje, co wolno umieścić na tablicy informującej o działalności w ramach indywidualnej praktyki lekarskiej (patrz ramka), o tyle brakuje takich przepisów w odniesieniu do ZOZ-ów. "Przepis mówi tylko tyle: reklama jest zakazana, natomiast nie podaje, co jest reklamą, a co informacją, nie zawiera też sankcji za łamanie tego zakazu. W ustawie o zakładach opieki zdrowotnej brakuje delegacji do wydania rozporządzenia, które opisałoby, co wolno umieszczać w zawiadomieniu o funkcjonowaniu ZOZ-u. W tej sytuacji zakłady opieki zdrowotnej czują całkowitą bezkarność, a ponieważ działają w warunkach konkurencji, można powiedzieć: trudno się dziwić" - przyznaje Konstanty Radziwiłł.
Lekarz może tylko informować
Zasady podawania do publicznej wiadomości informacji o udzielaniu przez lekarzy świadczeń zdrowotnych w ramach indywidualnej praktyki lekarskiej określa uchwała Naczelnej Rady Lekarskiej nr 18/98/III.
- Zgodnie z uchwałą informacja o lekarzu powinna zawierać następujące dane: tytuł zawodowy, imię i nazwisko, miejsce, dni i godziny przyjęć. Może zawierać dodatkowo: stopień naukowy, tytuł naukowy, specjalizacje, umiejętności z zakresu węższych dziedzin medycyny lub udzielania określonych świadczeń zdrowotnych, szczególne uprawnienia, dane o szczególnym zakresie i rodzaju udzielanych świadczeń zdrowotnych oraz numer telefonu.
- Informacja nie może nosić cech reklamy, a w szczególności zawierać: żadnej formy zachęty do korzystania ze świadczeń zdrowotnych, potocznych określeń, obietnic, informacji o metodach i czasie leczenia, określenia cech i sposobu płatności oraz informacji o jakości sprzętu medycznego.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Beata Lisowska