Lekarze zdecydują o kolejkach
Minister zdrowia nie odważył się na określenie maksymalnych okresów oczekiwania na świadczenie medyczne. Zadecydował, że dopuszczalny czas oczekiwania na takie świadczenie mają określać sami lekarze.
Przyjęte w rozporządzeniu rozwiązania dowodzą jednak, że nałożona na ministra delegacja nie została zrealizowana. Minister zdrowia nie odważył się bowiem na określenie maksymalnych okresów oczekiwania pacjentów na dany zabieg. Na dodatek odpowiedzialnością za określenie dopuszczalnego czasu oczekiwania na wybrane procedury obarczył lekarzy. Decyzję w tej sprawie lekarze mają podejmować na podstawie trzech kryteriów wskazanych w rozporządzeniu: stanu zdrowia, dotychczasowego przebiegu choroby oraz rokowania. W szczególności powinno być brane pod uwagę to, czy w wyniku nieudzielenia tego świadczenia w określonym czasie istnieje zagrożenie: życia, niezdolności do samodzielnej egzystencji, całkowitej lub trwałej niezdolnością do pracy w rozumieniu przepisów o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.
"Konieczne jest ustawowe określenie maksymalnych okresów oczekiwania na świadczenia. Kryteria proponowane w rozporządzeniu są zbyt ogólnikowe, a tak skonstruowany przepis w rzeczywistości składa całą odpowiedzialność za podejmowaną decyzję na lekarza, który musi określić czas oczekiwania na świadczenie" - twierdzi Konstanty Radziwiłł, przewodniczący Naczelnej Rady Lekarskiej.
Zastrzeżenia do kształtu rozporządzenia ma Konfederacja Pracodawców Polskich. "Tylko w części przypadków orzekający jest w stanie jednoznacznie wykluczyć wymienione zagrożenia, a więc należy spodziewać się wzrostu kosztów leczenia za granicą" - ostrzegał jeszcze przed podpisaniem dokumentu przez ministra zdrowia Andrzej Malinowski, prezydent KPP. Jego zdaniem, zapisy rozporządzenia przerzucają cały ciężar odpowiedzialności za nieskuteczny system opieki medycznej na lekarzy, a co za tym idzie także na ich pracodawców, zaś kwestionowane zapisy mogą zostać uznane jako korupcjogenne i narażające publicznego płatnika na wzrost kosztów leczenia poza granicami Polski.
Obawy o wzrost wydatków na leczenie za granicą ma też Narodowy Fundusz Zdrowia, który zwraca uwagę na fakt, że w rozporządzeniu brak jest korelacji z rozporządzeniem w sprawie kryteriów medycznych, jakimi powinni kierować się świadczeniodawcy umieszczając chorych na listach oczekujących. "To może skutkować nieskorzystaniem przez świadczeniobiorców z możliwości przesuwania terminu udzielania świadczenia w sytuacji zmiany stanu zdrowia i zwiększenie zainteresowania uzyskaniem wniosku o przeprowadzenia leczenia lub badań diagnostycznych poza granicami kraju. Skutki tego zjawiska mogą niekorzystnie wpłynąć na stan finansów NFZ" - wyjaśnia Jerzy Miller.
Fundacja Batorego zwraca z kolei uwagę na fakt, że zgodnie z rozporządzeniem, lekarzem uprawnionym do określenia dopuszczalnego czasu oczekiwania na świadczenie jest lekarz specjalista w danej dziedzinie z co najmniej tytułem doktora habilitowanego. "Aby zostać przyjętym przez profesora lub docenta, należy długo czekać w kolejce lub skorzystać z prywatnego sektora opieki zdrowotnej. Pozostawienie takiego kryterium zawodowego dla lekarza określającego dopuszczalny czas oczekiwania na świadczenie zdrowotne może stwarzać wielorakie trudności w dostępności pacjentów do tych lekarzy oraz ugruntować przekonanie społeczeństwa o faktycznym zdominowaniu i sterowaniu świadczeniami zdrowotnymi przez lekarzy z tytułami profesorskimi" - uważa Grażyna Kopińska, dyrektor programu przeciw korupcji Fundacji im. Stefana Batorego.
"Jest oczywiste, że o umieszczeniu pacjenta na liście i ustaleniu czasu oczekiwania na wybrane świadczenie decyduje lekarz. Jednak ostateczna decyzja nie powinna być jednoosobowa, powinny istnieć jawne i jasne kryteria umieszczania pacjentów na liście, a miejsca na liście powinny być pod jakąś kontrolą społeczną" - tak komentuje zaproponowane przez ministra zdrowia rozwiązanie Magdalena Kożuchowska, prezes Warszawskiego Oddziału Stowarzyszenia Pomocy Ludziom z Uszkodzoną Wątrobą "Życie po przeszczepie".
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Ewa Szarkowska