Lekarze w wyborach parlamentarnych

Anna Gwozdowska
opublikowano: 14-09-2005, 00:00

Wśród tegorocznych kandydatów na posłów jest niewielu lekarzy. Tym ciekawsza wydaje się ich odpowiedź na pytanie, do jakich zmian w systemie ochrony zdrowia będą dążyć w parlamencie. Czy uda im się stworzyć skuteczne, ponadpartyjne lekarskie lobby?

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Według Andrzeja Wojtyły, posła trzech kadencji Sejmu, do porozumienia między lekarzami reprezentującymi różne opcje polityczne dochodziło stosunkowo rzadko, a zapisane w partyjnych programach tezy utrudniały dojście do kompromisu. Porozumienie stawało się niemożliwe do osiągnięcia szczególnie wtedy, gdy chodziło o reformę finansowania ochrony zdrowia, a ta jest nadal pilnie potrzebna. "Do konsensusu potrafią doprowadzić nieliczni posłowie, którzy mają w Sejmie autorytet" - przyznaje A. Wojtyła. Lekarze, którzy po raz pierwszy mają szansę dostać się do Sejmu, nastawiają się jednak na ponadpartyjny kompromis.
"Lekarze muszą się porozumieć, aby reforma miała sens, inaczej będzie to tylko walka na programy" - uważa Mieczysław Walkiewicz, 56 lat, dr n. med., internista, specjalista z zakresu rehabilitacji medycznej, ordynator Oddziału Rehabilitacji Kardiologicznej i dyrektor ZOZ-u w Głuchołazach na Opolszczyźnie, startujący z listy Prawa i Sprawiedliwości. Podobnie Bartosz Arłukowicz, 34 lata, lekarz pediatra z I Kliniki Chorób Dzieci Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie, startujący z listy SDPL, nie wyobraża sobie, aby lekarze z różnych partii politycznych się nie porozumieli. "W Komisji Zdrowia w Radzie Miasta Szczecina, którą zarządzam, udało mi się pogodzić poglądy radnych - tłumaczy B. Arłukowicz. - Wystarczy stawiać przed nimi konkretne zadania". Poglądy na to, jakie powinny być najpilniejsze zadania nowych posłów, są jednak bardzo różne, a zdarza się, że wykraczają poza ramy oficjalnych programów ich partii.

Więcej rynku

Daniel Miklasiński, 59 lat, ordynator Oddziału Chirurgii Dziecięcej w Centrum Pediatrii im. Jana Pawła II w Sosnowcu, startujący z listy Platformy Obywatelskiej, jako poseł chciałby utworzenia regionalnych kas chorych (wzorem jest dla niego dawna śląska kasa chorych) i wprowadzenia na rynek prywatnych ubezpieczycieli, którzy przełamią dotychczasowy monopol NFZ. "Trzeba odejść od centralizacji i mimo że będzie to politycznie trudne, konieczne jest stworzenie koszyka świadczeń gwarantowanych" - przekonuje D. Miklasiński.
M. Walkiewicz z PiS, uważa, że ochrona zdrowia w Polsce wyjdzie z zapaści, spowodowanej, jego zdaniem, upolitycznieniem jej finansowania, tylko pod warunkiem uwolnienia rynku ubezpieczeń zdrowotnych. "Obywatele muszą mieć prawo zainwestować swoje pieniądze tam, gdzie chcą, a dotąd było to niemożliwe" - argumentuje M. Walkiewicz. Na przykład świadczenia wysokospecjalistyczne, spoza katalogu usług bezpłatnych, powinny być finansowane z prywatnych ubezpieczeń. Choć B. Arłukowicz chce zachowania NFZ, to opowiada się również za dopuszczeniem prywatnych ubezpieczycieli do rynku świadczeń medycznych. W parlamencie B. Arłukowicz próbowałby jednak dążyć do zmian w ustawie o NFZ, tak aby wyrównać podział publicznych środków finansowych na województwa. Uważa, że powinien on zależeć od jakości zdrowia i liczby usługobiorców, a nie od liczby szpitali w regionie, tych ostatnich jest zresztą, jego zdaniem, zbyt wiele.

Altruiści

Kandydaci, z którymi rozmawiał Puls Medycyny, raczej bagatelizowali finansowe korzyści związane z karierą posła. "Mam odchowane dzieci, mieszkam w domu po dziadkach, a jeśli przegram wybory, to mam zawód, do którego mogę wrócić" - tłumaczył m.in. D. Miklasiński, zapewniając, że ewentualne wejście do Sejmu nie jest dla niego sposobem na dorobienie się. Czy nasi rozmówcy byli szczerzy? Jak wynika z opublikowanej w poprzednim numerze gazety iisty płac w ochronie zdrowia, poseł, który zrezygnuje z pracy zawodowej i poświęci się tylko pracy parlamentarnej, może zarobić ponad 11 tys. zł brutto miesięcznie (do tego dochodzą diety oraz środki na pokrycie kosztów prowadzenia biura). Aby osiągnąć podobne dochody, lekarz z II stopniem specjalizacji musiałby pracować w kilku miejscach, otrzymywać honoraria autorskie i okazjonalnie granty naukowe. Poziom uposażeń posłów powinien więc być skuteczną zachętą do pracy. Czy tak będzie, przekonamy się po wyborach.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Anna Gwozdowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.