Lekarz rodzinny doradcą pacjenta
Trzecia "noga" systemu ochrony zdrowia, czyli podstawowa opieka zdrowotna jest kompletnie nieuregulowana. Pierwszym krokiem powinna być ustawa o poz. To byłby duży sukces, gdyby udało się dojść do kompromisu związanego z wizją POZ i do ujęcia tej wizji w ramy ustawowe. Od razu powiem, że nie chodzi o ustawę, którą próbowalibyśmy wprowadzić już od jutra. Prawdopodobnie musimy myśleć o perspektywie dwuletniej" - uważa dr med. Maciej Godycki-Ćwirko, nowy prezes-elekt Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce.
Co chciałby pan zmienić w formule Kolegium Lekarzy Rodzinnych i w funkcjonowaniu tej organizacji?
- Dotychczasowa linia działania Kolegium Lekarzy Rodzinnych nie zmieni się radykalnie, gdy zgodnie ze statutem za dwa lata obejmę ster. Zamierzam skupić się na kilku najważniejszych obszarach. Najistotniejszą sprawą jest codzienna praktyka lekarzy rodzinnych. Ministerstwo Zdrowia zaproponowało już regulacje dotyczące ratownictwa medycznego, obecnie próbuje uporządkować sferę szpitali. A trzecia "noga" systemu, czyli podstawowa opieka zdrowotna jest kompletnie nieuregulowana. Kształt poz określają jedynie warunki ogólne i szczegółowe zawierania umów z Narodowym Funduszem Zdrowia. To jest regulacja ekonomiczna, natomiast nie ma nic wspólnego z wizją systemową. Brakuje perspektywy, która dawałaby poczucie bezpieczeństwa zdrowotnego pacjentom i stabilności zawodowej lekarzom rodzinnym. Tu jest bardzo dużo do zrobienia.
My, jako kolegium, proponujemy takie regulacje, które wyznaczają lekarzowi rodzinnemu rolę doradcy pacjenta. Pracujemy nad tym od lat, a jest to praca na kolejne lata. Są sygnały, że uzyskamy wsparcie w tego typu myśleniu ze strony resortu zdrowia i parlamentarzystów.
Jakiej regulacji najpilniej potrzeba lekarzom rodzinnym?
- Pierwszym krokiem powinna być ustawa o poz. To byłby duży sukces, gdyby udało się dojść do kompromisu związanego z wizją podstawowej opieki zdrowotnej i do ujęcia tej wizji w ramy ustawowe. Od razu powiem, że nie chodzi o ustawę, którą próbowalibyśmy wprowadzić już od jutra. Prawdopodobnie musimy myśleć o perspektywie dwuletniej. Tak jak to się dzieje w innych cywilizowanych krajach i systemach, gdzie proponuje się pewne rozwiązania ustawowe, ale z dwu-, trzyletnim vacatio legis. Ta perspektywa powodująca, że mamy czas na wdrożenie programów pilotażowych i korekty, uspokoiłaby pewnie sytuację.
Wspomniał pan o kilku obszarach, które chciałby pan rozwijać jako prezes KLRwP. Co jeszcze miał pan na myśli?
- Chodzi o sferę badań naukowych oraz obszar profilaktyki zdrowotnej, czyli dziedzinę, która w tej chwili funkcjonuje na zasadzie akcyjności, a którą my chcielibyśmy oprzeć na opracowanych przez nas programach. Kolejną ważną sprawą jest zapewnianie jakości w poz poprzez proces akredytacji praktyk, ale także jakości związanej z kwalifikacjami personelu. A z tym wiąże się rozwijanie obszaru edukacji i ustawicznego rozwoju zawodowego. Lekarze rodzinni kształcą się nieustająco, cały czas rozwijają się zawodowo. A my jako kolegium chcemy ich w tym wspierać. Organizujemy kursy, szkolenia, realizujemy program edukacyjny poprzez miesięcznik "Lekarz rodzinny". Nagradzamy lekarzy, którzy uczestniczą w programie, oferujemy im bezpłatny udział w kongresie, opłacając im hotel. Prowadzimy europejskie kursy dla nauczycieli medycyny rodzinnej, czyli tych lekarzy, którzy szkolą stażystów. Bardzo pilnujemy jakości egzaminu specjalizacyjnego. To są rzeczy, które od lat się dzieją, a które na pewno będziemy rozwijali, we współpracy z międzynarodowymi organizacjami.
Czy uważa pan, że wpływ KLRwP na bieżące decyzje dotyczące chociażby finansowania podstawowej opieki zdrowotnej jest wystarczający? Bardzo wielu lekarzy rodzinnych oczekuje, że ktoś w ich imieniu będzie walczył np. o podwyższenie stawki kapitacyjnej? Tylko kto ma to robić?
- Kolegium opracowuje swoje stanowiska, które trafiają do NFZ, do centrali i oddziałów terenowych, również do wszystkich parlamentarzystów. W 2003 roku napisaliśmy wspólnie ze Szkołą Zdrowia Publicznego projekt dotyczący sposobu obliczania stawek w poz. Ten schemat uwzględniający wszystkie koszty podstawowej opieki zdrowotnej NFZ posiada. Żaden z poprzednich prezesów NFZ ani ten obecny nie podjęli rozmów na podstawie tego sposobu podejścia do wyliczania kosztów. To jest oczywiście pewne tło. Są też działania codzienne. Trwają rozmowy w NFZ o warunkach kontraktowania na rok przyszły. To jest pozytywny sygnał ze strony NFZ, że zaczyna się o tym mówić tak wcześnie. Najpóźniej w maju pojawią się pierwsze propozycje. W poprzednich latach rozmowy z NFZ były prowadzone dużo później, a umowy były zawierane do końca roku i to musiało generować sytuacje kryzysowe. Liczę na to, że nawet przy braku regulacji ogólnych, uda się wypracować z NFZ jakiś plan postępowania nie tylko na 2007 rok, ale także na najbliższe kilka lat.
Jak środowisko lekarzy rodzinnych zachowa się, kiedy w maju dojdzie do strajków płacowych? Czy lekarze rodzinni będą strajkować, czy znowu - jak podczas ubiegłorocznej akcji strajkowej - głos tego środowiska w ogóle nie będzie słyszany?
- Nie znamy jeszcze szczegółowych postulatów tych planowanych protestów. Podstawowa opieka zdrowotna była przez wiele lat porzucona w procesie zmian. rodowisko lekarzy poz i pielęgniarek ma poczucie, że traktowano nas inaczej do tej pory. W jakiś sposób musimy zaprotestować, ale na razie za wcześnie jest mówić, jaka to będzie forma protestu.
Prowadzi pan jedną z najstarszych praktyk lekarza rodzinnego w Łodzi. Które z doświadczeń lekarza praktyka przydadzą się prezesowi Kolegium Lekarzy Rodzinnych?
- Praktykę prowadzę w Łodzi wspólnie z dwiema lekarkami rodzinnymi od 1996 roku. Jesienią ubiegłego roku obchodziliśmy jubileusz. Mam pod swoją opieką ok. 4 tys. pacjentów. Prowadzimy praktykę grupową, więc nie zatrudniamy innych lekarzy. Sami jesteśmy wspólnikami. Ta praktyka funkcjonowała na początku troszkę inaczej niż obecnie. Do 1999 roku zapewnialiśmy wszystko to, co lekarz rodzinny mógłby oferować swoim pacjentom, a więc np. prowadziliśmy ciąże we współpracy z ginekologami i położnikami. To się skończyło, gdy powstały kasy chorych. Z lekarzy rodzinnych przekształciliśmy się w lekarzy poz. Jak żartujemy, przestaliśmy być lekarzami, a staliśmy się sprzedawcami usług medycznych. Tak to, niestety, funkcjonuje obecnie. Mamy nadzieję, że to się zmieni i dzięki działaniom, które chcę podejmować jako prezes kolegium, staniemy się ponownie lekarzami rodzinnymi.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Beata Lisowska