Lekarskie listy obecności

Anna Gwozdowska
opublikowano: 04-04-2007, 00:00

Wyobraźnię dyrektorów szpitali rozpalił ostatnio biometryczny system rejestracji czasu pracy zainstalowany na Śląsku. Na krótko. Elektroniczne systemy RCP sporo kosztują. Z naszej sondy wynika, że pomimo zainteresowania nowym sposobem rejestracji czasu pracy, większość dyrektorów nawet nie rozważa jego wprowadzenia. Koszty instalacji to co najmniej kilkanaście tys. zł, choć są produkty bardziej skomplikowane, które kosztują nawet 150 tys. zł.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Medialne doniesienia na temat instalacji biometrycznego systemu rejestracji czasu pracy w szpitalu w Dąbrowie Górniczej zrobiły w środowisku menedżerów opieki zdrowotnej sporo szumu. Obecność pracowników w miejscu pracy potwierdza tam odczyt linii papilarnych. Andrzej Bujnowski, dyrektor NZOZ-u Pro Medica w Ełku, przyznał w rozmowie z Pulsem Medycyny, że pomysł jest interesujący. Zdążył już sprawdzić koszty takiej inwestycji. "Niestety, 50 tys. zł to dla nas za dużo. Koszty takiego systemu byłyby niewspółmierne do korzyści" - uznał A. Bujnowski. W Pro Medice funkcjonuje zwykła książka wejść i wyjść, a rozliczenia wynagrodzeń dokonywane są na podstawie indywidualnych kart pracy.
O krok dalej poszedł Janusz Atłachowicz, dyrektor SP ZOZ-u w Rawiczu. Także czytał o śląskim systemie i postanowił zainstalować coś podobnego, na razie w celu uruchamiania windy dla pracowników. "W przyszłości rozszerzę działanie systemu na rejestrację czasu pracy" - deklaruje Janusz Atłachowicz.
Z naszej sondy wynika jednak, że pomimo zainteresowania nowym sposobem rejestracji czasu pracy, większość dyrektorów nawet nie rozważa jego wprowadzenia. Koszty instalacji to co najmniej kilkanaście tys. zł, choć są produkty bardziej skomplikowane, które kosztują nawet 150 tys. zł. "Czytniki, które pozwalają na dokładną kontrolę i będą musiały być kiedyś wprowadzone, choćby ze względu na roszczenia lekarzy (wypłata za nadgodziny - przyp. red.), na razie nie są możliwe ze względu na koszty" - tłumaczy Krystyna Barcik, dyrektor zadłużonego szpitala w Legnicy zatrudniającego ponad 1 tys. pracowników.

Tańsza kontrola

Szpitale miałyby poza tym kłopot ze znalezieniem dostawców. Na rynku elektronicznych systemów ewidencji pracowników i rejestracji czasu pracy panuje przekonanie, że szpitale nie płacą i dlatego - jak określają to handlowcy - stanowią tylko niszę wśród potencjalnych klientów.
Systemy, które monitorują i nadzorują czas pracy nie podobają się także często terenowym związkom zawodowym. Dlatego dyrektorzy muszą sobie radzić inaczej. Janusz Solarz, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala nr 2 w Rzeszowie, stawia na systematyczne kontrole wszystkich grup pracowników. "Każda komórka organizacyjna ma obowiązek prowadzenia rejestru. Jednak jakiś lepszy system przydałby się, bo na razie wszystko opiera się na wzajemnym zaufaniu" - przyznaje J. Solarz.

Zaufanie to podstawa

Według Wiktora Masłowskiego, dyrektora Centrum Leczniczo-Rehabilitacyjnego i Medycyny Pracy Attis w Warszawie, żaden elektroniczny system nie zastąpi zaufania. "Także myślałem o kartach chipowych dla pracowników, ale przecież to wszystko można przekazać koledze, który taką kartę odbije - tłumaczy W. Masłowski. - Dlatego potrzebne jest zaufanie. Rozliczamy lekarzy z wykonanych obowiązków, poza tym nie ma lepszego kontrolera niż pacjent".
W szpitalach, gdzie systemy elektroniczne RCP działają już od kilku lat, także nie usłyszeliśmy zachwytów. Magda Juroff, kierownik działu ds. pracowniczych w Szpitalu Klinicznym im. A. Mielęckiego w Katowicach, uważa wręcz, że system kart i czytników się nie sprawdził. "Nie mam stuprocentowej gwarancji, że karta została odbita przez pracownika, któremu jest przyporządkowana" - tłumaczy M. Juroff.
Efekt jest taki, że w szpitalu działają niezależnie od siebie dwa systemy, elektroniczny i tradycyjny, który sprowadza się do listy obecności. "Zastanawiamy się, z którego systemu zrezygnować z korzyścią dla szpitala. Tym bardziej, że cały czas odczuwamy opór pracowników przed odbijaniem kart - przyznaje M. Juroff. - Nie ma systemu, który da pewność, że pracownik będzie cały czas w miejscu pracy. Gwarancją może być tylko wykonane zadanie, które mu powierzono".






Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Anna Gwozdowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.