Maxigra kontra Viagra
Do aptek trafiła Maxigra, pierwszy polski produkt leczniczy na zaburzenia erekcji. Głównym składnikiem preparatu jest sildenafil, który jest w Viagrze produkowanej przez amerykańską firmę Pfizer. I w tym problem.
"Problem polegał na wymyśleniu drogi syntezy, która byłaby różna od stosowanej przez oryginalnego twórcę sildenafilu. Dla laika wydaje się to niemożliwe. Dla mnie jako chemika było to trudne - producent patentuje przecież wszystkie drogi, jakie wydają mu się możliwe. Trzeba więc było wymyślić coś na pozór niemożliwego. Ale udało się. Inną drogą otrzymaliśmy identyczny produkt" - opowiada prof. O. Achmatowicz. W 1999 roku Polpharma wraz z Instytutem Farmaceutycznym zgłosiły wynalazek do Urzędu Patentowego RP i 13 marca tego roku uzyskały patent dotyczący procesu syntezy.
Chroniony czy nie?
Jednak zdaniem producenta Viagry, właścicielem patentu związanego z tą substancją jest firma Pfizer. "W Unii Europejskiej, w tym w Polsce, Viagra jest zarejestrowana zgodnie z tzw. procedurą centralną. Jako taki lek posiada więc 10-letni okres ochrony danych. Oznacza to, że ani w Polsce, ani w żadnym innym kraju Unii Europejskiej, żaden preparat generyczny w stosunku do leku Viagra nie może być zarejestrowany i wprowadzony na rynek przed upływem 10 lat. A okres ten mija dopiero 28 września 2008 roku" - wyjaśnia Adam Linka, rzecznik prasowy Pfizer Polska.
Tymczasem Polpharma uzyskała rejestrację Maxigry jeszcze przed wstąpieniem Polski do Unii - a wtedy dla wszystkich leków innowacyjnych przewidywano nie dziesięcioletni, ale trzyletni okres ochronny, a ten czas już minął. "Pfizer zapomina o tym, że kiedy Polpharma składała wniosek rejestracyjny w 2002 roku i kiedy otrzymała zgodę na zarejestrowanie Maxigry 26 marca 2004 roku nie obowiązywały nas przepisy unijne, bo Polska nie była wówczas członkiem Unii. Zgoda została więc wydana na podstawie ówcześnie obowiązujących polskich przepisów. Przepisy, na które powołuje się Pfizer, zaczęły w Polsce obowiązywać od 1 maja 2004 roku" - mówi Dariusz Chrzanowski, radca prawny Polpharmy.
Gra o rynek
Spór będzie musiał rozstrzygnąć sąd. Ale walce nie ma się co dziwić, bo jest o co. Specjaliści szacują, że w Polsce roczne obroty w sprzedaży leków wzmagających potencję wynoszą ok. 30 mln zł. Tymczasem Maxigra, która ma te same właściwości co Viagra, jest tańsza. Koszt jednej tabletki wynosi ok. 25-30 zł, podczas gdy Viagry (kupowanej w opakowaniu po osiem sztuk): 35-40 zł. Zdaniem specjalistów, gra toczy się o jak najdłuższe utrzymanie przewagi na rynku i o naprawdę duże pieniądze.
"Proszę postawić się w sytuacji firmy, która dotychczas miała wyłączność na rynku. Z ich punktu widzenia najlepiej byłoby zablokować konkurenta" - uważa Dariusz Chrzanowski.
Pfizer nie podziela tych obaw. "Viagra, która jest na rynku już dziewiąty rok, dorobiła się w tym czasie dwóch poważnych konkurentów oryginalnych i przetrwała. Do tego wciąż ma wiodący udział rynkowy. Proszę nie zapominać, że to najdokładniej przebadany lek na zaburzenia erekcji na świecie. Ma ponad 130 badań klinicznych potwierdzających skuteczność i profil bezpieczeństwa. Nie musimy się więc obawiać" - uważa Adam Linka.
A jednak od ponad 2 lat toczy się w Polsce postępowanie administracyjne w sprawie leku Maxigra. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie wyrokiem z 6 listopada 2006 r. uchylił wcześniejsze postanowienie ministra zdrowia stwierdzające niedopuszczalność, z uwagi na brak interesu prawnego, odwołania firmy Pfizer od decyzji rejestracyjnych dla leku Maxigra. Oznacza to, iż odwołanie Pfizera od decyzji ministra zdrowia o dopuszczeniu preparatu Maxigra do obrotu nadal wymaga rozpatrzenia. "Nie obawiamy się procesów, bo prawo jest po naszej stronie - odpowiada na to przedstawiciel Polpharmy. I dodaje - Ja ich nawet rozumiem: firma innowacyjna wprowadzając lek na rynek musi dokonać określonych nakładów. Prawo gwarantuje jej z jednej strony patent, z drugiej dodatkowe świadectwo ochronne i wreszcie wyłączność danych - dzięki temu przed wynalezieniem nowej cząsteczki mają szansę odzyskać zainwestowane w badania środki. Zależy im więc na tym, by swój monopol utrzymywać jak najdłużej. My twierdzimy jednak, że ten monopol i tak trwał długo" - mówi Dariusz Chrzanowski.
Mężczyźni wstydzą się lekarzy i farmaceutów
Pod koniec marca br. Polskie Towarzystwo Medycyny Seksualnej (PTMS) zakończyło 3-letnie badanie "Ocena Populacji Mężczyzn z Zaburzeniami Erekcji". To pierwsze i jedyne jak dotąd badanie przedstawiające profil pacjentów z zaburzeniami erekcji. Informacje zebrano na podstawie obserwacji od 8800 lekarzy zajmujących się zawodowo seksuologią lub urologią, w tym leczeniem zaburzeń wzwodu.
Wynika z nich, że tylko co trzeci Polak prosi lekarza o pomoc, gdy ma problemy z erekcją (najbardziej skłonni do rozmowy są młodzi mężczyźni do 30 r.ż., wraz z wiekiem wzrasta niechęć do rozmowy).
Wyniki badania jednoznacznie wskazują, że mitem jest twierdzenie, że zaburzenia erekcji to problem wyłącznie starszych mężczyzn. Ponad 13 proc. wszystkich przypadków zaburzeń wzwodu dotyczy mężczyzn do 40 r.ż. Kolejne 25 proc. to mężczyźni w wieku 41-50 lat. Najwięcej mężczyzn z tą dysfunkcją mieści się w przedziale wiekowym 51-60 lat.
Zdecydowana większość pacjentów ze zdiagnozowanymi zaburzeniami wzwodu jest skłonna poddać się leczeniu farmakologicznemu. Jednak aż 27 proc. z nich, chcąc poprawić swoją sytuację, kupuje środki dostępne bez recepty, a 20 proc. pacjentów, którym przepisano farmakoterapię, zaopatruje się w leki nie w aptece, ale na przykład na bazarze, w seks-shopie, za pośrednictwem Internetu. Za komfort ominięcia lekarza i farmaceuty pacjenci są skłonni zapłacić nawet dwa razy więcej (za tabletkę kupioną w Internecie trzeba zapłacić 70-80 zł). Zdaniem specjalistów, dzieje się tak dlatego, że pacjenci wstydzą się rozmawiać z lekarzem o swoich problemach z erekcją, prosić o lek, a także wykupić go w aptece.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Monika Wysocka