Konflikt interesów w szpitalu: po dyżurze anestezjolodzy idą do pracy w pogotowiu

Beata Lisowska
opublikowano: 24-04-2002, 00:00

Kierownictwo Szpitala Klinicznego nr 1 w Lublinie postanowiło rozprawić się z 7 lekarzami anestezjologami, na stałe zatrudnionymi w szpitalu i dorabiającymi na kontraktach w pogotowiu. Od kilku tygodni restrykcyjnie kontrolowana jest ich obecność w pracy.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Do godziny 15.15 lekarze pracują na etacie w Klinice Anestezjologii i Intensywnej Terapii, od godz. 15.30 (średnio kilka razy w miesiącu) rozpoczynają 16-godzinny dyżur w Wojewódzkiej Stacji Pogotowia, gdzie są zatrudnieni na kontraktach. W karetkach pogotowia spędzają 48-80 godzin miesięcznie.
Praca zamiast odpoczynku
,Zdecydowaliśmy się na dodatkową pracę w pogotowiu ze względów finansowych, ale także, by wspomóc lubelskie pogotowie, które miało w ubiegłym roku kłopoty z obsadą ,erek". Jeździmy w karetkach pogotowia najczęściej w godzinach popołudniowych, czyli po pracy. To jest nasz czas wolny i uważam, że to nasza sprawa, jak go spędzamy" - mówi jeden z anestezjologów ze Szpitala Klinicznego nr 1, zatrudniony także na kontrakcie w pogotowiu. Prosi o zachowanie anonimowości.
Ale tajemnicą poliszynela jest, że lubelscy anestezjolodzy pracują w pogotowiu także na porannych dyżurach (od godz. 7.30 do 15.30), a mogą to robić w dniu wolnym od pracy, po nocnym dyżurze w szpitalu. Za taki wolny dzień dyrekcja ich macierzystego szpitala płaci im po to, aby wrócili do pracy wypoczęci. Jeśli zamiast odpoczywać, lekarze idą do drugiej pracy, są bez przerwy na nogach 32 godziny.
,Lekarze, którzy w swoich kontraktach wyrazili taką gotowość, mogą wyjątkowo pracować u nas w godzinach porannych. Zdarzały się takie sytuacje i nadal mogą się zdarzyć, że ktoś zachoruje i potrzebujemy anestezjologa w zastępstwie. Mnie to nie interesuje, czy anestezjolog wziął urlop bezpłatny, czy to jest jego wolny dzień. Trzeba pytać w szpitalu, czy to nie koliduje z ich pracą etatową. To nie jest problem pogotowia" - mówi Alicja Ciechan, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Lublinie. Dodaje, że w rejonie nie ma wielu anestezjologów chętnych do pracy tylko w pogotowiu oraz z kwalifikacjami wymaganymi przez kasę chorych i ustawę o Państwowym Ratownictwie Medycznym.
Tu się nie śpi!
,Mówi się, że lekarz na dyżurze w szpitalu śpi. To nie jest prawda. W szpitalach, które się zreformowały i ograniczyły liczbę dyżurnych, takich jak nasz, na dyżurach się nie śpi. Czy lekarz po naprawdę ciężkim dyżurze, kiedy miał kilka operacji i cały czas stał na nogach, jest w stanie w drugiej dobie pracować równie efektywnie" - pyta Marek Paździor, zastępca dyrektora ds. lecznictwa Szpitala Klinicznego nr 1 w Lublinie. Zdaniem M. Paździora, problem powinien być jednak rozpatrywany nie tylko z punktu widzenia dobra pacjenta, ale w kategoriach prawnych. ,Uważam, że pobieranie dwóch pensji w dwóch miejscach pracy za ten sam czas pracy jest nielegalne. Jednak nie wprowadzimy do umów z naszymi pracownikami zakazu dodatkowej pracy, bo byłoby to nieludzkie, ponieważ lekarze naprawdę mało zarabiają" - dodaje M. Paździor. Jego zdaniem, lekarze powinni mieć możliwość dorabiania poza szpitalem, ale zgodnie z prawem. ,O tym problemie nikt nie mówi, a on wymaga rozwiązań systemowych" - podkreśla dyrektor.
Cerber przy drzwiach
Kierownictwo szpitala nie ma żadnych możliwości sprawdzenia, co lekarz robi w czasie wolnym, za który mu się płaci. Ponieważ godziny pracy w szpitalu i pogotowiu nakładają się na siebie (nocny dyżur w pogotowiu kończy się o 7.30, a w szpitalu anestezjolog powinien być o 7.15), dyrekcja nęka anestezjologów kontrolami. Podczas jednej z nich, przeprowadzonej punktualnie o godz. 7.20 okazało się, że spóźniło się 12 osób. Wszystkim wpisano upomnienia do akt osobowych. Nie pomogło tłumaczenie, że tego dnia rano przeszła nad Lublinem śnieżyca i były duże korki.
,Wśród ukaranych osób byli koledzy z ponad dwudziestoletnim stażem pracy, którzy zawsze pracowali nienagannie, a otrzymali upomnienie na podstawie tylko jednego spóźnienia. Według mnie wysyłanie kontroli sprawdzających punktualność personelu wyższego jest po prostu obraźliwe" - mówi prof. Krzysztof Przesmycki, kierownik Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii Szpitala nr 1 w Lublinie.
Jako kierownik kliniki nie widzi on żadnego problemu w organizacji pracy swoich podwładnych. ,Koledzy przychodzą czasem trochę później, ale też wychodzą później, a praca, która jest zaplanowana, odbywa się normalnie. Operacje planowe rzadko kiedy zaczynają się przed ósmą. Konieczność przyjścia na stanowisko pracy dokładnie o godz. 7.15 uważam za praktycznie nieuzasadnioną" - stwierdza Krzysztof Przesmycki.
Odwet dyrekcji?
,Kontrole są u nas notorycznie. Nie ma tygodnia, by dyrekcja nie sprawdzała, o której godzinie przychodzimy i wychodzimy z pracy. Lekarze boją się kolejnych kontroli i drugiego upomnienia, które może być powodem dyscyplinarnego zwolnienia z pracy" - mówi jeden z anestezjologów.
Anestezjolodzy nie mogą się pogodzić z faktem, że są jedyną grupą zawodową poddawaną w szpitalu nr 1 takim rygorom. Podejrzewają, że jest to odwet kierownictwa szpitala za przegraną sprawę sądową. Od 1997 roku, kiedy zostało wynegocjowane porozumienie, szpital nie wypłacił żadnemu z anestezjologów należnego wyrównania. Jest każdemu z nich dłużny po ok. 50 tys. zł. W styczniu tego roku sąd drugiej instancji przyznał rację lekarzom. ,To nieprawda. Problemu zaległych wypłat dla anestezjologów nie należy łączyć z podwójnym zarobkowaniem. Kontrole czasu pracy były przeprowadzone w większości klinik szpitala i będą prowadzone nadal" - zapewnia Marek Paździor.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Beata Lisowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.