Klub Wykładowców od serca

Monika Wysocka
opublikowano: 21-03-2007, 00:00

Prof. Mirosław Dłużniewski wraz z grupą zaprzyjaźnionych osób stworzył Klub Wykładowców. "Założycielami są wykładowcy Zakopiańskich Dni Kardiologicznych. Zależy mi na tym, żeby klub skupiał osoby powszechnie szanowane. Zaletą, która będzie decydować o przyjęciu ma być "normalność" tych ludzi. W tym sensie ma to być klub elitarny, to też zobowiązuje. Gdyby to się udało, poczułbym spełnienie, miałbym świadomość, że robię dla środowiska coś dobrego. Zwłaszcza teraz, gdy lekarzy nikt nie broni. Mam wrażenie, że towarzystwo kardiologiczne (nie tylko zresztą nasze), jest na rozdrożu, nie do końca wie, jak chronić dobre imię lekarzy i jednocześnie jak reagować na to, co niedobre" - mówi.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Najpierw był pomysł stworzenia konkurencji dla Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego...

- Faktycznie miałem taki pomysł, namawiało mnie zresztą do niego wiele osób ze środowiska kardiologicznego. Ktoś jednak zadał mi pytanie, czy jestem przekonany, że to przyniesie tylko dobre rzeczy. I kiedy się nad tym zastanowiłem, doszedłem do wniosku, że samych dobrych niestety nie. Nowe towarzystwo kardiologiczne oznaczałoby rozłam w środowisku, a to nigdy nie jest dobre. Nie należy występować przeciwko instytucji, w której spędziło się wiele ważnych lat życia.

Ale pomysł stworzenia czegoś nowego wciąż "chodził" panu po głowie?

- Tak. Analizując wszystkie za i przeciw, doszedłem do wniosku, że chcę dalej wspierać PTK i że mógłbym to robić przez utworzenie towarzystwa edukacyjnego, które zajmowałoby się szkoleniem młodych lekarzy, przekazywaniem im wiedzy w przystępny, ciekawy i praktyczny sposób. Ale uświadomiłem sobie, że przecież właśnie tym zajmujemy się w Podyplomowej Szkole Kardiologicznej!
Mój pomysł stopniowo ewoluował aż przybrał postać Klubu Wykładowców, skupiającego szanujących się i pozostających w serdecznych i przyjacielskich kontaktach specjalistów kardiologii, z otwarciem na inne specjalizacje.
Nie ukrywam, że poruszeni wydarzeniami ostatnich miesięcy, szukaliśmy jakiejś formy, która byłaby odpowiedzią na to, co działo się w tym czasie w mediach. Chodzi o pokazywanie tylko złych przykładów - mam na myśli głównie sponsorowane przez firmy farmaceutyczne wyjazdy lekarzy, niekoniecznie związane z dydaktyką, imprezy na statku, alkohol, namawianie do wypisywania recept za "prezenty". Mam różne doświadczenia z firmami farmaceutycznymi, ale przez lata udało mi się wypracować taką formę współpracy, która wciąż pozwala mi co rano bez żenady patrzeć w lustro. Dlatego często bronię firm farmaceutycznych, bo wiem, że możliwe są normalne układy i uczciwa kooperacja, że na ogół firmy działają w sposób rozsądny. I że ogromna większość lekarzy jest uczciwa. Musimy też pamiętać, że bez wsparcia firm farmaceutycznych dydaktyka podyplomowa byłaby niemożliwa lub bardzo trudna, zwłaszcza przy obecnych pensjach lekarzy.

Czy do tego potrzebna jest specjalna organizacja? Przecież każdy lekarz powinien wiedzieć, gdzie są granice, których w kontaktach z firmami farmaceutycznymi nie powinien przekraczać.

- Sądzę, że brakuje pozytywnych przykładów, rzekłbym nawet, że w środowisku medycznym dramatycznie brakuje autorytetów, które byłyby wyznacznikiem postępowania, które wskazywałyby młodym lekarzom co jest dobre, a co złe. Młodzi ludzie mają prawo być zagubieni, często są nagabywani przez przedstawicieli firm, kuszeni przez nich, a gdy mają całe życie przed sobą, karierę i pieniądze dopiero w perspektywie, często dalekiej, na co dzień zaś rodzinę do utrzymania i uzasadnione ambicje - często stają przed prawdziwymi dylematami. Ktoś powinien im pomagać podejmować właściwe decyzje.

Jakie zasady będą obowiązywały w klubie? Kto będzie mógł zostać jego członkiem?

- Według moich wyobrażeń, założycielami Klubu Wykładowców będą wykładowcy z najbliższych Zakopiańskich Dni Kardiologicznych. A potem każdy z nich zapraszałby następnych. Nie będzie można do klubu przystąpić, zapisać się, trzeba być do niego zaproszonym. Oczywiście to nie oznacza, że jeśli ktoś nie będzie należał do klubu, to będzie "be". Ale zależy mi na tym, żeby klub skupiał osoby powszechnie szanowane. Zaletą, która będzie decydować o przyjęciu ma być "normalność" tych ludzi. W tym sensie ma to być klub elitarny, to też zobowiązuje. Gdyby to się udało, poczułbym spełnienie, miałbym świadomość, że robię dla środowiska coś dobrego. Zwłaszcza teraz, gdy lekarzy nikt nie broni.

Mówi pan o działaniu, a jednak zrezygnował pan z funkcji prezesa-elekta PTK, dzięki której miałby pan świetne pole do działania, wpływania na środowisko.

- Mam wrażenie, że towarzystwo kardiologiczne (nie tylko zresztą nasze), jest na rozdrożu, nie do końca wie, jak chronić dobre imię lekarzy i jednocześnie jak reagować na to, co niedobre. Marzy mi się, byśmy jako jego członkowie decydowali o tym, co dzieje się w polskiej kardiologii, żeby bez PTK nic się nie działo. To się udaje tylko w jakimś stopniu, bardziej specjalistom, niż "zwykłym" lekarzom. Przyglądam się towarzystwu jako jego członek i nie wszystko mi się podoba. Tam, gdzie mogę, wspieram, tam, gdzie trzeba, mówię co mi się podoba, co nie. Ale wiem już, że w tej strukturze nie zrealizuję swoich pomysłów.

Pierwsze rozmowy na temat Klubu Wykładowców już się odbyły. Jak odbierana jest pańska propozycja?

- Znakomicie. Tuż po ogłoszeniu mojej rezygnacji z funkcji prezesa-elekta PTK odczuwałem pewien dystans ze strony wielu osób. Nie ukrywam, że pierwszy rok był dla mnie trudny. Pierwsze sygnały z rozmów na temat członkostwa w Klubie Wykładowców są bardzo pozytywne, mam wrażenie że wiele osób myśli podobnie i taka organizacja wypełni pewną lukę. Wszystko wskazuje więc na to, że podczas tegorocznych Zakopiańskich Dni Kardiologicznych 13-15 kwietnia powstanie Klub Wykładowców.


Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Monika Wysocka

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.