Jest kij, a gdzie marchewka?
W pewnym sensie na korzyść ortopedii z Płońska przemawia analiza wyników poszczególnych oddziałów. Najlepszy miała ortopedia z warszawskiej Ochoty, gdzie wszczepy z powikłaniami stanowiły zaledwie 0,2 proc. Bardzo dobre rezultaty odnotowano również w szpitalach z Tarnowa, Opola i Zgierza. Zwraca uwagę, że odsetek powikłań w kilku najgorzej ocenionych jednostkach był kilkaset razy większy niż wśród liderów. Nic nie wskazuje przy tym na to, by np. w Wojewódzkim Centrum Medycznym w Opolu (0,4 proc. powikłań) leczono „młodych i ogólnie zdrowych”, a w Szpitalu Miejskim w Gliwicach (13,8 proc. powikłań) „starych i schorowanych”. Trudno o szczegółowy komentarz, bo NFZ podał zbiorcze dane, a jedyne szczegóły dotyczyły częstości komplikacji zależnie od operowanego stawu, ale raport przypomniał mi maksymę Marka Twaina, według której „są trzy rodzaje kłamstw: kłamstwa, bezczelne kłamstwa i statystyki”.
Jeśli narodowy płatnik zdecydował się upublicznić dane, powinien to zrobić w sposób rzetelny, wyszczególniając rodzaj komplikacji i średni wiek operowanych. Należało także podać, czy informacje były w jakikolwiek sposób weryfikowane (wszystko wskazuje na to, że nie) oraz które jednostki nie raportowały żadnych powikłań (NFZ podał wykaz świadczeniodawców, „u których wystąpiły powikłania”). Bez tych wyjaśnień merytoryczna wartość raportu jest — mówiąc delikatnie — znikoma. Ale wrzucony do studni kamień narobił hałasu. Temat spotkał się ze sporym oddźwiękiem w mediach, które, tak jak „Rzeczpospolita”, rozpisywały się o „lekarskiej jakości i bylejakości”. NFZ natomiast pokazał się w roli promotora jakości świadczeń.
Byłoby bardzo dobrze, gdyby NFZ rzeczywiście za dobre wynagradzał, a za złe karał. Tymczasem zamiast marchewki mamy kij. Jeśli pacjent z interny leczony z powodu zapalenia płuc dostanie dajmy na to perforacji żołądka i będzie wymagał pilnej operacji, ubezpieczyciel nie zapłaci internistom ani złotówki. Podobnie się stanie, gdy wspomniane schorzenia wystąpią w odwrotnym porządku i chory trafi najpierw na chirurgię, a potem na wewnętrzny. Zgodnie z obowiązującą zasadą, szpital otrzyma pieniądze tylko za jedną, lepiej wycenianą procedurę. Aby odzyskać koszty leczenia, należy chorego wypisać i skierować do innego szpitala albo przyjąć ponownie po upływie dwóch tygodni(!). Rozumiem, że NFZ musi bronić się przed żonglerką pacjentami i nieuzasadnionym mnożeniem świadczeń. Ale nie tędy droga! Nie można bzdurnymi administracyjnymi uregulowaniami narażać życia chorych. A polityka NFZ podpowiada: nie lecz, lecz z opóźnieniem, przełóż konieczną diagnostykę na późniejszy termin. Czy któryś z enefzetowskich decydentów pytał o cenę takich podpowiedzi? Czy w centrali NFZ zastanawiano się, jak zmienić system płacenia za świadczenia, by przestać premiować amatorów rodzynek z powstających jak grzyby po deszczu wąsko sprofilowanych prywatnych klinik? Obawiam się, że zastanawiano się raczej, jak obciąć pieniądze oddziałom ortopedycznym, które słabo wypadły w raporcie na temat powikłań po wszczepieniu endoprotez.
STATYSTYKA: Co raportowała płońska ortopedia?
W 2010 roku w SP ZZOZ w Płońsku wykonano 163 operacje endoprotezoplastyki. W sprawozdawczości objęto 31 chorych z powikłaniami. W wymienionych enumeratywnie sprawozdaniach powikłań były:
– zgony – 0
– zwichnięcia – 0
– krwiaki – 2
– złamania wokół protezy – 1
– infekcje powierzchowne – 3
– zakrzepowe zapalenie żył – 2
– niedowład nerwu – 1
– niewydolność krążeniowooddechowa – 1.
Łącznie jest to 10 przypadków, które należy uznać za powikłania pooperacyjne, co daje 6,1 proc. powikłań w stosunku do wszystkich wykonanych zabiegów. Ponadto w grupie „inne” mieści się pozostałe 21 przypadków z następującymi rozpoznaniami: wysięk, anemia, obrzęk, gorączka i wzrost CRP, zaburzenia psychiczne, zaburzenia świadomości. Jest to pozostałe 12,8 proc.
Źródło: szpitalplonsk.pl
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Sławomir Badurek