Nie ma odpowiedzialności bez wrażliwości
Ogromny postęp dokonał się w dziedzinie onkologii oraz leczenia chorób zakaźnych. Jeszcze na początku lat 80. ubiegłego wieku osoba, u której wykryto zakażenie HIV żyła średnio niecałe trzy lata. Obecnie najdłużej żyjący z HIV Polak choruje już od 25 lat. Dlatego nie widzę nic zdrożnego w tym, że firmy wprowadzając na rynek nowe leki, chcą zarobić, a część z tych zysków przeznaczyć na badania i dalszy rozwój.
Chęć niesienia pomocy, życzliwość i wrażliwość na ludzką krzywdę powinny być nieodzownymi cechami każdego lekarza, pielęgniarki czy jakiegokolwiek innego pracownika ochrony zdrowia. Także osoby, która w rejestracji ośrodka zdrowia odbiera telefony od pacjentów. Zachęcam dyrektorów placówek do przeprowadzenia małego eksperymentu i zadzwonienia incognito do rejestracji swojej przychodni czy szpitala. Wielu z nich może się bardzo zdziwić zachowaniem personelu – traktowanie pacjentów jak natrętów jest niestety u nas powszechne. Obcesowe podejście do chorych często tłumaczone jest przepracowaniem, wypaleniem zawodowym czy frustracją z powodu niskich zarobków. Osobiście nie przyjmuję takich usprawiedliwień i nie zgadzam się z tym, żeby tym gorzej traktować pacjenta, im bardziej jest on słaby i bezbronny np. z powodu wieku czy gorszego statusu socjoekonomicznego.
Pół roku temu do jednego z warszawskich szpitali przyjmowana była moja 89letnia Babcia. Chudziutka, skulona na wózku inwalidzkim, wystraszona staruszka zetknęła się z wyjątkowo grubiańskim zachowaniem personelu. Zmarła dwa dni później. Dotąd zastanawiam się, czy nie przestała walczyć o życie dlatego, że poczuła się zawadzającym na tym świecie ciężarem.
Pozostawiam to Państwu do przemyślenia, a mnie czekają pierwsze Święta bez mojej Babci.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Marta Koton-Czarnecka