Jadą młode wilki

Zbigniew Chojecki,; Robert Szypek
opublikowano: 11-06-2008, 00:00

Każdy producent wypuszczając nowy model, liczy na to, że pobije konkurentów albo przynajmniej wydrze rywalom znaczącą część nabywców. Najciekawiej jest jednak, gdy jednocześnie debiutują samochody należące do tego samego segmentu.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Z taką sytuacją mamy właśnie do czynienia w bardzo ważnym, bo nieustannie rosnącym, segmencie aut miejskich. Dawniej traktowany był przez znaczących wytwórców - może z wyjątkiem Fiata i firm japońskich - dość lekceważąco. Debiut tzw. trójki z Kolina, czyli Toyoty Aygo, Citroena C1 i Peugeota 107, pokazał jednak, że nie ma już producentów, którzy mogą pozwolić sobie na lekceważenie segmentu małych aut - trzeba natomiast zrobić wszystko, by mądrze ograniczając koszty produkcji, zarabiać dobrze na sprzedaży maluchów przy zachowaniu rozsądnych cen.

Duży ruch w segmencie A

W grupie najmniejszych pojazdów mamy właśnie kolejne poruszenie, a to za sprawą nowych, interesujących debiutów. Zacznijmy od Koreańczyków, którzy niemal jednocześnie ze zmodernizowaną Kią Picanto wprowadzili do sprzedaży małego Hyundaia i10. Oba samochody mają bliźniaczą konstrukcję, bo Hyundai i Kia to marki należące do tego samego koncernu (jak CitroĎn i Peugeot w Europie, z tą różnicą, że Hyundai pozycjonowany jest przez Koreańczyków wyżej, tak mniej więcej jak Audi przy Volkswagenie).
Hyundai i10 nie musi mieć żadnych kompleksów wobec konkurentów z Europy i Japonii. Wprawdzie wyraźnie widać twardą rękę księgowego (plastiki są takie, jak u większości rywali, czyli marne, a włączenie spryskiwacza szyby nie uruchamia wycieraczek, co przypomina modele sprzed 20 lat), ale auto pozwala na w miarę wygodne zajmowanie miejsc (nadwozie 5-drzwiowe) i podróż czterem osobom (awaryjnie zmieści się i pięć). Bagażnik i10 ma 225 l pojemności, co wydaje się wadą samochodu, ale tylko do chwili, kiedy przypomnimy sobie, że "trojaczki z Kolina" mają kufry (kuferki?) 139-litrowe. Do tego dochodzi ciekawe wnętrze z nietypowym szybkościomierzem o białym cyferblacie. Nie można też narzekać na silniki - benzynowy 1.1 to standard w tej klasie, ale Hyundai proponuje również 1,1-litrowego turbodiesla z bezpośrednim wtryskiem.
Jeśli więc wziąć pod uwagę niezłą cenę (za bogato wyposażoną wersję Premium z silnikiem benzynowym zapłacić trzeba ok. 43 tys. zł, tyle co za Yarisa w podstawowej wersji Terra), to jest się czym zainteresować.
Niemal jednocześnie debiutuje druga para autek będących owocem współpracy konstruktorów z Suzuki i General Motors. Opel Agila II i Suzuki Splash to bliźniacze samochody z benzynowym silnikiem 1.2 o mocy 86 KM, który sprawia, że jak na pojazdy miejskie są one naprawdę dynamiczne. Mają też w miarę przestronne wnętrze i zawieszenie zestrojone pod kątem komfortu jazdy, co powinno spodobać się jeżdżącym po naszych drogach. Szkoda tylko, że cenowo Splashowi bliżej jest do Toyoty niż do rywali z Korei. Szczegóły oferty Opla poznamy dopiero we wrześniu, kiedy Agila II wejdzie do sprzedaży w Polsce.
Na tym nie koniec nowości w segmencie maluchów. Do sprzedaży trafiło bowiem auto ze znakiem Subaru na masce - model Justy z litrowym, 3-cylindrowym silnikiem o mocy 70 KM (zresztą z gamy Toyoty, bo w tym wypadku nie ma oczywiście co liczyć na typowego dla Subaru boksera). Wprawdzie od Justy nie należy oczekiwać cudów pod względem dynamiki, ale własności użytkowe auta nie są złe, a marka Subaru kojarzona jest z wysoką jakością wykonania.

Wielkie niewiadome segmentu B

Jeśli chodzi o auta nieco większe, to nie wypada nie wspomnieć o samochodzie, które pojawi się w salonach we wrześniu. Będzie nim zupełnie nowa Fiesta. Ford postawił na bardzo nowocześnie wyglądające nadwozie i szeroką paletę silnikową. Oprócz znanych już motorów 60-, 80- i 91-konnych, w Fieście będzie można znaleźć jednostkę 115-konną! Może warto zaczekać, bo producent obiecuje, że w podstawowej wersji Fiesta nie będzie droższa od modelu będącego obecnie w sprzedaży.
Jeszcze większe zamieszanie może jednak wywołać samochód, którego debiut rynkowy planowany jest na lipiec. Dacia Sandero przejęła układ jezdny i zespół napędowy od dobrze znanego (i bardzo chwalonego przez tych, którzy przełamali niechęć do rumuńskiej marki i brzydkiej karoserii) modelu Logan. Jest natomiast od niego dużo, dużo ładniejsza. Co najważniejsze, według pierwszych zapowiedzi (cennik w lipcu) za ok. 35 tys. złotych będzie można kupić samochód, któremu rozmiarami bliżej do kompaktów niż do segmentu B (rozstaw osi 2,59 m), i to w topowej wersji silnikowej 1.6/92 KM. Przestronne nadwozie ma pięć drzwi (tylne otwierane pod kątem aż 67 stopni) i 320-litrowy bagażnik, który po złożeniu tylnej kanapy powiększyć można do 1200 l! Poszukującym praktycznego auta dla rodziny spodobać się może również miękko zestrojone zawieszenie, które wprawdzie nie zachęca do dynamicznej jazdy, za to zapewnia wysoki komfort podróżowania nawet na drogach o marnej nawierzchni.

Coraz więcej rywali Golfa

Jeszcze ciaśniej niż do tej pory robi się również w segmencie aut kompaktowych. Jest nowy Hyundai i30, konstrukcyjnie bardzo zbliżony do znakomicie przyjętej na rynku Kii cee'd. Właśnie rozpoczęto sprzedaż modelu i30cw, czyli odmiany kombi, która ma rozstaw osi o 5 cm większy niż hatchback, co również bardzo wyraźnie odczuwają pasażerowie tylnych siedzeń. Co ważne, oba auta z Korei robią bardzo dobre wrażenie, jeżeli chodzi o jakość wykonania. Wokół Golfa naprawdę zaczyna się robić ciasno, tym bardziej, że jakby nie liczył, to i Kię cee'd, i i30 kupimy o dobre 10 tys. zł taniej od odpowiedniego Golfa z podobnym wyposażeniem. Warto tu dodać, że Kia daje pięć lat gwarancji mechanicznej, Hyundai trzy, a Volkswagen tylko dwa.
Przywiązani do marek europejskich mogą wybrać nowego Peugeota 308. Auto ustępuje może przestronnością najlepszym w segmencie, ale ma za to coś bardzo cennego - własny styl i wdzięk. Do tego znakomicie prowadzi się na zakrętach dzięki sprężystemu zawieszeniu, które jednak może okazać się dla niektórych zbyt mało komfortowe na wyboistych drogach. W ofercie są dwa znakomite turbodiesle, przy czym nawet ten słabszy, 1.6 HDI, w zupełności wystarczy do bardzo przyjemnej jazdy i w mieście, i na szosie, wykazując się przy tym bardzo umiarkowanym apetytem na paliwo (średnie spalanie na poziomie 5 l/100 km to przy tej dynamice świetny rezultat, szkoda tylko, że za auto w wersji wyposażeniowej Premium trzeba zapłacić prawie 78 tys. zł).
Jeszcze ciekawsza wydaje się zaprezentowana niedawno odmiana kombi tego samochodu, czyli 308 SW. Samochód wydaje się nie mniej praktyczny niż tak modne obecnie minivany. Z tyłu zamiast kanapy możemy zobaczyć osobne fotele dla każdego z pasażerów, które w razie potrzeby powiększenia przestrzeni ładunkowej da się łatwo wyjąć. Do tego mamy 573-litrowy bagażnik, do którego mniejsze przedmioty można włożyć bez otwierania klapy - wystarczy po prostu odchylić tylną szybę.

Wariant praktyczny

Jeśli możliwości transportowe 308 SW są dla nas za małe, a większą wagę niż do stylu i elegancji przywiązujemy do walorów praktycznych, to nie znaczy, że musimy opuszczać salon Peugeota. Wystarczy przyjrzeć się najnowszej generacji Partnera. Bagażnik tego auta jest o ponad 100 litrów większy niż w modelu 308 SW. To jednak nie koniec zalet. Jak na auto, które ma być przede wszystkim praktyczne, nowy Partner jest zadziwiająco ładny, komfortowy i dobrze się prowadzi. W zależności od preferencji i zasobności portfela nabywcy dostawczak Peugeota może być dostosowany do roli auta typowo roboczego lub doskonale wyposażonego pojazdu dla aktywnej rodziny. Oczywiście, jak to w dzisiejszym zglobalizowanym świecie bywa, ten model ma brata bliźniaka, czyli Citroena Berlingo. Różni się on od Partnera wyposażeniem i stylizacją, ale tak naprawdę ma dokładnie te same zalety.
Jeśli ktoś jednak uważa, że francuskie mogą być wina, sery i perfumy, ale na pewno nie samochody, to powinien zwrócić uwagę na wchodzącego właśnie na rynek Dodge'a Journeya. Trudno o bardziej "niefrancuskie" auto. Mimo amerykańskich akcentów stylistycznych model ten ma trafiać w gusta i oczekiwania mieszkańców Europy. Dlatego w ofercie znajdziemy zarówno mocne silniki benzynowe (2.4/170 KM oraz 2.7/185 KM), jak i turbodiesla (2.0/140 KM). Niestety, najmocniejsza wersja (3.5/235 KM) z napędem 4x4 zarezerwowana jest dla nabywców zza oceanu, tak więc "SUV-owaty" wygląd Journeya jest w przypadku wersji europejskich nieco na wyrost. Na szczęście na walory praktycznie nie trzeba narzekać - można wybierać między wersjami z pięcioma lub siedmioma miejscami.
Skoro nie Francuz i nie Amerykanin, to może Japończyk? Na polski rynek po wieloletniej przerwie powróciła Mazda. W segmencie minivanów firma oferuje model Mazda 5. O solidności wyrobów tej marki krążą legendy, więc może warto się skusić? Ceny od 77 tys. zł za wariant z silnikiem benzynowym 1.8/115 KM, diesel 2.0/110 KM w podstawowej wersji jest o 11 tys. zł droższy.

Na safari w miejskiej dżungli

Mimo krążącego widma kryzysu paliwowego nie spada popularność aut, które przynajmniej z wyglądu przypominają terenówki. Z racji masy i gabarytów nie można w ich przypadku liczyć na oszczędność paliwa czy rekordowo niską emisję spalin. Kierowcy - a bardzo często "kierowczynie" - cenią sobie jednak poczucie kontroli i bezpieczeństwa, wynikające z wyższej pozycji za kierownicą i masywnego wyglądu auta. Napęd na cztery koła i inne "terenowe" gadżety służą tu zwykle wyłącznie poprawie samopoczucia właściciela, bo auta tego typu rzadko opuszczają asfalt.
Producenci zacierają ręce, bo dla nich to złoty interes - wystarczy nieco przestylizować auto kompaktowe, dodać mu duże koła i kilka "offroadowych" gadżetów, a później sprzedawać po cenie dobrze wyposażonego modelu klasy średniej.
Obok Volkswagena Tiguana, który szturmem zdobywa europejskie rynki, do walki stają teraz Volvo XC60, Renault Koleos oraz Ford Kuga. Volvo jak zwykle zachwala swój nowy model jako niezwykle bezpieczny, ponoć najbezpieczniejszy w całej historii marki. Kuga, zbudowana na płycie Forda Focusa, obok ciekawej stylistyki oferuje naprawdę bardzo dużo przyjemności z jazdy. Z kolei debiutująca w tym segmencie firma Renault postanowiła oprzeć się na sprawdzonych i uznanych modelach bratniego Nissana - Qashqaiu i X-Trailu. Podstawowe modele Koleosa mają mieć wyłącznie przedni napęd - w klasie "pseudoterenówek" to już niemal standard.
Jeśli ktoś nie lubi przerostu formy nad treścią, to powinien zainteresować się nowym Subaru Foresterem. W tym modelu zawsze można liczyć na napęd obu osi oraz mechanikę wytrzymującą jazdę w trudnych warunkach. Na razie w polskich salonach można kupić to auto z silnikami benzynowymi w układzie bokser (2.0/150 KM i 2.5T/230 KM). Ceny: od 85 tys. zł. Jesienią do oferty dołączyć ma turbodiesel.

Propozycje z wyższej półki

Bardziej majętni i wymagający również mogą mieć rozterki. Jeszcze nie opatrzyła się nowa Laguna, a już można rozważać zakup Citroena C5. Auto ma piękną sylwetkę z długim przodem i krótkim tyłem, choć w konsekwencji - jak to często u stawiających na urodę Francuzów bywa - wnętrze jest mniej przestronne niż w Fordzie Mondeo czy Audi A4, podobnie jest też z bagażnikiem. Za dopłatą zamówić można zawieszenie hydropneumatyczne, na którym nie robią większego wrażenia nawet solidne dziury (standardowa wersja ma zwykłe zawieszenie ze sprężynami stalowymi, to samo co w Peugeocie 407). Warto jednak mieć świadomość, że dopłacić trzeba, a na normalnej drodze trudno będzie zauważyć różnicę.
Na inne atuty postawili projektanci nowej Hondy Accord, która właśnie trafiła do salonów sprzedaży (kombi Tourer zadebiutuje pod koniec lata). W samochodzie znajdziemy układy elektroniczne, o jakich jeszcze niedawno gazety pisały na stronach poświęconych technice przyszłości. Accord, oprócz wspomaganego radarem inteligentnego tempomatu, ma układ zapobiegający najechaniu na poprzedzający pojazd, który potrafi sam hamować! Jest też asystent ostrzegający o niezamierzonej zmianie pasa ruchu, który również potrafi samoczynnie ratować sytuację w razie braku reakcji kierowcy na ostrzeżenie. Auto prowadzi się znakomicie, a dużym atutem jest dostępność bardzo cichego i oszczędnego (producent obiecuje nawet 6 l/100 km) turbodiesla. Szkoda tylko, że w pogoni za pięknymi liniami nadwozia zmniejszono w porównaniu z poprzednikiem kufer, i to aż o 123 l (teraz jest tylko 395 l).
Kto woli auto naprawdę praktyczne, niech pomyśli o Skodzie Superb (bagażnik 565/1670 l!). Gwarantujemy przy tym, że zaskoczy go nie tylko funkcjonalność tego samochodu. Nowy Superb nie jest jedynie powiększonym do rozmiarów luksusowej limuzyny Passatem, choć rzeczywiście wykorzystano elementy tego modelu. To zaprojektowane od podstaw auto o doskonałych własnościach użytkowych ma np. w palecie dostępnych wersji odmianę z napędem na cztery koła i silnikiem VR8 o mocy 260 KM sprzężonym z dwusprzęgłową automatyczną przekładnią DSG. Dla mniej zamożnych klientów najatrakcyjniejszy będzie z pewnością 170-konny turbodiesel Common Rail, który świetnie jeździ i jest niesłyszalny w kabinie pojazdu.
Specjalność nowej Skody to system Twindoor. Zasadniczo nowe auto to liftback z ogromną tylną klapą, która zapewnia znakomity dostęp do przepastnego bagażnika. Jeśli ktoś jednak tego nie potrzebuje, to - proszę bardzo - Superb umie udawać sedana. Wystarczy chwycić za klamkę z prawej strony klapy- wtedy otworzy się tylko mała pokrywa, a tylna szyba pozostanie na swoim miejscu. Volkswagen obiecuje, że jeśli czeskie rozwiązanie spotka się z uznaniem klientów, to trafi także do innych modeli koncernu VW/Audi.

Sport i luksus

Jeśli ktoś ceni niemiecką technikę, ale niekoniecznie potrzebuje praktyczności i luksusu w czeskim wydaniu, to niemal te same podzespoły, tyle że jeszcze ładniej "ubrane" znajdzie w Volkswagenie Passacie CC. Tym razem skrót CC nie oznacza coupé-cabrio, ale limuzynę o niskiej, dynamicznej linii, nawiązującej stylistycznie do koncepcji coupé-limuzyny w wydaniu Mercedesa CLS. Model ten ma trafić do polskich salonów pod koniec czerwca. Podstawowy wariant z silnikiem 1.8 TSI ma kosztować około 108 tys. zł. To dużo, jak na auto klasy średniej z małą ilością miejsca na głowy siedzących z tyłu pasażerów. Ale Volkswagen nie ma się czego obawiać - przy tak porywającej stylistyce ze zbytem auta nie powinno być problemów.
To samo dotyczy zapewne Lexusa IS-F. W tym przypadku stylistyka jest jednak znacznie mniej ważna od tego, co skrywa nadwozie. Niezbyt duże auto (długość 4660 mm) o mocy 423 KM z napędem na tylne koła przenoszonym przez 8-biegową, sekwencyjną skrzynię biegów musi robić wrażenie. Japońska marka od lat w segmencie aut luksusowych skutecznie odbiera klientów Mercedesowi i BMW. Tym razem zaatakowała niszę obsadzoną dotychczas przez modele Mercedes AMG oraz BMW M. Doskonałe parametry, perfekcyjne wykonanie, rozsądna, choć wysoka cena (315 tys. zł) to niezła recepta na dogryzienie konkurentom.
Ten sam cel, czyli walka z niemieckimi konkurentami, przyświecał prawdopodobnie również konstruktorom Jaguara XF. Testerzy twierdzą, że pod względem technicznym nowemu modelowi trudno jest cokolwiek zarzucić - we wszystkich testach i porównaniach auto wypada naprawdę dobrze. Gorzej ze stylistyką. Samochód na pewno nie jest brzydki, ale... czy aby na pewno to Jaguar? Przód przypomina popisy projektantów koreańskich, a deska rozdzielcza jest toporna jak w Vectrze. Pozytywne wrażenie robią za to świetnie przemyślane gadżety elektroniczne - w tym modelu sterowanie klimatyzacją, radiem czy nawigacją to prawdziwa przyjemność.
Niestety, nawiązanie równej walki z niemiecką konkurencją utrudnić mogą ceny. Na razie są stosunkowo wysokie, chociaż może się to zmienić. W końcu od niedawna Jaguar jest częścią indyjskiego koncernu Tata Motors - tego samego, który zamierza zalać światowy rynek modelem Tata Nano, kosztującym w przeliczeniu na złotówki niespełna 6500 zł.





Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Zbigniew Chojecki,; Robert Szypek

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.