Finansowanie PET w 2004 roku przejmie NFZ
Badania metodą pozytronowej tomografii emisyjnej (PET), od 2003 roku dostępne także w Polsce, są drogie, ale w wielu przypadkach niezastąpione. Jednak według naszych informacji, dostęp do nich w roku 2004 będzie nadal ograniczony.
Wskazania jednoznaczne
Zdaniem ministerialnego zespołu ekspertów, który opracował kryteria kwalifikacji do badań PET, można jednoznacznie określić, kiedy są one bardziej efektywne niż każda z dotychczas stosowanych metod diagnostycznych. Wyróżniono blisko 10 takich przypadków. Wskazaniem jest np. guz nieznanego pochodzenia w obrębie klatki piersiowej. ?Tylko w 50 proc. przypadków jest to nowotwór - uważa prof. Leszek Królicki, konsultant krajowy w dziedzinie medycyny nuklearnej, członek ministerialnego zespołu. - Dzięki PET można to stwierdzić na 99 proc. i uniknąć narażania pacjenta na złożone i inwazyjne procedury, np. biopsję guza, co wiąże się z ryzykiem nakłucia żyły lub tętnicy w jego okolicach". W przypadku chłoniaka badanie metodą PET pozwala stwierdzić, czy chemioterapia przyniosła oczekiwany efekt, czy nie. CT i MMR potwierdzają tylko, czy węzeł jest powiększony, ale niekoniecznie czy jest zajęty przez zmiany. Podobnie jest przy podejrzeniu wznowy raka jelita grubego. Żadnymi innymi dostępnymi metodami nie można stwierdzić czy w okolicy zabiegu doszło do wznowienia procesu, czy tylko zbliznowacenia tkanki. PET informuje też o zaawansowaniu choroby, np. w rozpoznanym raku płuc - czy jest to pojedyncze ognisko chorobowe, gdy operacja może jeszcze pomóc, czy już doszło do przerzutów. Zachodnie statystyki (naszych jeszcze nie ma) podają, że dzięki PET można zrezygnować z 20-30 proc. operacji.
Charakter naukowy
Zdaniem prof. L. Królickiego, we wszystkich jednoznacznych wskazaniach pozytronowa tomografia emisyjna, powinna być traktowana jak każda inna metoda diagnostyczna. Są jednak przypadki, w których jeszcze nie udowodniono jednoznacznego kwalifikowania do PET. Zaliczono tu np. diagnostykę raka sutka oraz weryfikację zmian przerzutowych do węzłów chłonnych (chodzi głównie o zaawansowanie procesu). W piśmiennictwie stale pojawiają się doniesienia, które należy zweryfikować w polskich warunkach. Zdaniem specjalistów, w takich przypadkach, t.j. w badaniach mających raczej charakter naukowy niż rutynowy, ich koszt powinno sfinansować Ministerstwo Zdrowia w ramach programu polityki zdrowotnej.
Nic nie wskazuje na to, żeby plany specjalistów mogły się ziścić. Jak nas poinformował resort zdrowia, finansowanie PET w roku 2004 przejmie Narodowy Fundusz Zdrowia. W funduszu dowiedzieliśmy się natomiast, że badania te będą finansowane, ale tylko na indywidualny wniosek pacjenta.
Zbigniew Pawłowicz, dyrektor Regionalnego Centrum Onkologii w Bydgoszczy, nie otrzymał jeszcze oficjalnej decyzji o sposobie finansowania badań PET w przyszłym roku. Na jego pisma nie odpowiedział ani szef resortu zdrowia, ani prezes funduszu. Badania PET wykupione w tym roku zostaną zrealizowane do połowy grudnia. ?Z tego, czego się właśnie od państwa dowiedziałem, w 2004 roku pacjent będzie tygodniami czekał, aż urzędnik zdecyduje o dostępie do badań potrzebnych do planowania radioterapii, leczenia skojarzonego albo podjęcia decyzji o operacji - powiedział Pulsowi Medycyny Z. Pawłowicz. - Skoro tak, ze spokojem od 2 stycznia 2004 r. będę pobierał od pacjentów pieniądze za badanie".
Tyle co trzy tramwaje
Prof. Leszek Królicki ocenia, że docelowo w Polsce wykonywać się będzie rocznie ok. 12-15 tys. badań metodą PET. Pod warunkiem, że powstanie dostateczna liczba zakładów, wyposażonych w odpowiednią aparaturę. Trwają starania o organizację ośrodków w Warszawie, Gliwicach i Krakowie, ale konkretnych planów jeszcze nie ma. Koszt jednego aparatu do PET to 5 mln zł. ?Dla porównania: jeden tramwaj niskopodłogowy kosztuje ok. 7 mln zł - mówi prof. L. Królicki. - O takie 3 tramwaje walczymy już 10 lat".
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Edyta Szewerniak-Milewska