Czy publiczny zakład może pobierać opłaty

Urszula Ludwiczak, Białystok
opublikowano: 08-12-2003, 00:00

Czy pobieranie opłat za świadczenia w publicznych ZOZ-ach jest w interesie pacjenta, bo zwiększa dostęp do świadczeń medycznych? Czy poprawi sytuację finansową placówek? Czy tego rodzaju postępowanie jest zgodne z prawem? Na takie pytania szukali odpowiedzi uczestnicy debaty, jaka odbyła się w końcu listopada w Białymstoku. W spotkaniu uczestniczyli m.in. dyrektorzy szpitali, lekarze, przedstawiciele samorządu lekarskiego, związków zawodowych, prokuratury, parlamentarzyści.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Inspiracją do zwołania debaty były wydarzenia w Samodzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym, w którym skończyły się tegoroczne limity przyjęć w specjalistyce ambulatoryjnej. Na początku listopada w przyklinicznych poradniach przez dwa dni pobierano opłaty od pacjentów, którzy chcieli bez kolejki dostać się do lekarza. Chory najpierw dobrowolnie podpisywał oświadczenie o zrzeczeniu się praw do bezpłatnego leczenia, wynikających z ustawy o ubezpieczeniu w NFZ. Efektem tych działań stały się jednak trzy zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez dyrekcje SPSK, jakie złożono do białostockiej prokuratury. Pobieranie opłat zawieszono, ale dyrekcja szpitala i władze Akademii Medycznej, której podlega placówka, zapowiedziały, że do pomysłu wrócą. Podjęcie decyzji miała ułatwić im właśnie zwołana debata.
Posłanka rozgrzesza
?Nie wiem, czy takie debaty są w stanie coś zmienić - mówiła Ewa Kopacz, posłanka Platformy Obywatelskiej. - O koniecznych zmianach w ochronie zdrowia dyskusja toczy się od kilkunastu miesięcy i nie postąpiliśmy nawet kroku naprzód. Ale na pewno rozmawiać trzeba".
Według posłanki, choć postępowanie dyrekcji szpitala nie było do końca zgodne z prawem, to można udzielić na nie rozgrzeszenia. ?Zwłaszcza jeśli pobranie opłat od jednego pacjenta miało spowodować, że innemu wykonano zabieg" - ocenia Ewa Kopacz.
Krzysztof Bukiel, przewodniczący Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy uważa, że dyrektorzy szpitala postąpili zgodnie z prawem. ?Ubezpieczony ma prawo do bezpłatnych świadczeń zdrowotnych w ramach środków posiadanych przez fundusz. Jak NFZ nie ma pieniędzy, to dyrekcja szpitala może zawrzeć z pacjentem inną umowę na świadczenia zdrowotne". Zdaniem K. Bukiela, prawo zostało złamane przez fundusz, który nie jest w stanie zapewnić obywatelom równego dostępu do bezpłatnych świadczeń zarówno w styczniu, jak i w grudniu danego roku.
Równy nie znaczy bezpłatny
?Konstytucja RP nie gwarantuje obywatelom bezpłatnego leczenia - zauważył podczas debaty Konstanty Radziwiłł, przewodniczący Naczelnej Rady Lekarskiej. - Art. 68 ust. 2 konstytucji mówi o tym, że władze zapewniają równy dostęp do świadczeń zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych. Ale równy to nie znaczy bezpłatny". Jego zdaniem, ustawa o ZOZ-ach, wprowadzająca zasadę, że publiczne zakłady muszą za darmo przyjmować pacjentów, przypomina regulacje dobre na stan wojny czy stan wyjątkowy, kiedy to sklepom nakazywano wydawanie chleba za darmo.
?Ta debata na pewno pozwoliła nam na pokazanie problemu na szerszym forum - podsumowuje Marek Karp, dyrektor ds. finansowych SPSK. - Czy ułatwi podjęcie decyzji? Na pewno nie utrudni".





Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Urszula Ludwiczak, Białystok

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.