Domowa terapia tlenowa zmniejsza koszty leczenia POChP

Monika Wysocka
opublikowano: 18-12-2002, 00:00

Niedotlenienie spowodowane przewlekłymi chorobami płuc może mieć poważne następstwa dla całego organizmu. Jedynym sposobem długotrwałego podtrzymania efektów leczenia i poprawy jakości życia tych chorych jest domowa tlenoterapia.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Niektóre z przewlekłych chorób płuc powodują takie zniszczenia tkanki płucnej, które upośledzają zdolność pobierania wystarczającej ilości tlenu z powietrza. Tym samym wszystkie narządy, do których dociera krew wypływająca z płuc są niedotlenione. Przyjmuje się, że sytuacja staje się alarmowa, gdy we krwi tętniczej ciśnienie tlenu spada poniżej 60 mm słupa rtęci, a wysycenie hemoglobiny tlenem - poniżej 91 proc. Taki stan oznacza niedotlenienie powodujące niewydolność oddychania.
,Najczęściej mamy z nim do czynienia u chorych na przewlekłą obturacyjną chorobę płuc (POChP), będącą połączeniem przewlekłego zapalenia oskrzeli i rozedmy. Stan niewydolności oddychania, jaki wywołują te choroby jest bardzo groźny, prowadzi bowiem do upośledzenia pracy wielu narządów. Szczególnie cierpi na tym serce, które staje się niewydolne. Bardzo wrażliwy na brak tlenu jest też centralny układ nerwowy - tu zaburzenia dotyczą funkcji poznawczych i funkcjonowania mózgu jako ośrodka myśli i podejmowania decyzji. Wszystkie te dolegliwości bardzo często skutkują dodatkowo depresją i lękiem" - wymienia prof. Jan Zieliński, kierownik Kliniki Chorób Płuc w Instytucie Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie.
Najbardziej charakterystycznym objawem niedotlenienia są duszności towarzysząc niemal każdej czynności wymagającej wysiłku, zaś efektem długotrwałego niedotlenienia jest skrócenie długości życia.
Zbawienne leczenie domowe
Ostry stan niedotlenienia, jaki wywołuje zaawansowana choroba najczęściej pozostawia trwałe ślady w organizmie - taki chory już nigdy nie wróci do poprzedniej kondycji. Wypisanie do domu bez zaopatrzenia w tlen skazuje go na szybki nawrót choroby. Poprawa utrzymuje się zazwyczaj do trzech miesięcy po wyjściu ze szpitala, potem znowu jest pogorszenie. ,Badamy chorego tuż przed wyjściem ze szpitala i następnie miesiąc później. Porównujemy wyniki - i jeśli stan zdrowia chorego się nie poprawia - podejmujemy decyzje o domowej terapii tlenowej i uruchamiamy przydział koncentratora tlenu" - wyjaśnia prof. J. Zieliński.
Kiedyś tlenem leczono jedynie w szpitalach. Badania z lat 80. ubiegłego stulecia wykazały, że chorzy stale oddychający tlenem unikają niewydolności serca, poprawia się ich stan psychiczny i funkcje poznawcze, rzadziej trafiają do szpitala, a tym samym mniej kosztują służbę zdrowia. To spowodowało rozwój domowego leczenia tlenem i dziś takie postępowanie jest standardem.
Dawniej w domu chorego instalowano po prostu butlę tlenową. Później wymyślono, że warto wykorzystywać stan ciekły tlenu, w tej ,wersji" zajmuje on bowiem mniej miejsca, i dostarczano do domu chorego niewielkie zbiorniki, które wystarczały na tydzień. Ten sposób jest jednak bardzo kosztowny i obecnie stosuje się go w USA oraz nielicznych krajach Europy.
Najbardziej rozpowszechniła się forma dostarczania tlenu za pomocą koncentratora, czyli niewielkiego aparatu, który oddzielając azot z powietrza wytwarza 5 litrów tlenu na minutę. Regularnie konserwowany koncentrator pracuje przez 5 lat.
Wciąż za mało koncentratorów
Polska była pierwszym krajem z Europy Wschodniej, która rozpoczęła program domowego leczenia tlenem (w 1986 roku). Powstało wtedy 50 wojewódzkich poradni, które otrzymywały koncentratory z Ministerstwa Zdrowia i następnie przydzielały je chorym. Do 1990 roku udało się rozpocząć leczenie u 1200 pacjentów. Obecnie ich liczba wzrosła do 2 tys. To jednak wciąż kropla w morzu potrzeb. Wymagających takiego leczenia jest w naszym kraju minimum 8 tys. osób.
Kasy chorych zawierają kontrakty na zakup lub wypożyczanie koncentratora z ZOZ-ów Chorób Płuc, w których istnieją ośrodki domowego leczenia tlenem. W ramach procedury opłacanej przez kasę jest także konserwacja sprzętu i opieka lekarska. Niestety, liczba kontraktowanych procedur jest niewystarczająca. ,Choć wyliczenia są proste, bardzo trudno przekonać kasy chorych, że to znacznie lepsze i tańsze wyjście. Wydając mniej więcej 3600 zł rocznie na jednego chorego w systemie wypożyczania sprzętu, zaoszczędza się przynajmniej 4 tys. zł, nie ma bowiem dodatkowych wydatków: pobytów w szpitalu czy zaostrzeń choroby wymagających kosztownych antybiotyków" - podkreśla prof. J. Zieliński.




Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Monika Wysocka

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.