Dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne ratunkiem dla finansów ochrony zdrowia
O konieczności wprowadzenia dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych w Polsce z Romualdem Holly, profesorem Szkoły Głównej Handlowej, dyrektorem Krajowego Instytutu Ubezpieczeń rozmawia Ewa Szarkowska.
- Używając określeń medycznych można powiedzieć, że obecny system ochrony zdrowia jest poważnie chory. Mało tego, następują powikłania, które mogą doprowadzić nawet do śmierci. Ale ta diagnoza nie jest specjalnie nowa. Przed takim rozwojem sytuacji ostrzegaliśmy już cztery lata temu rząd Jerzego Buzka.
- Na ile rację mają ci, którzy twierdzą, że wszystkiemu winne są za niskie składki na powszechne ubezpieczenie zdrowotne?
- Może trzeba w końcu jasno powiedzieć, że powszechny system ochrony zdrowia obowiązujący obecnie w Polsce jest systemem opiekuńczo-zaopatrzeniowym, którego celem jest zapewnienie wszystkim jednakowego dostępu do opieki zdrowotnej i z ubezpieczeniami zdrowotnymi ma niewiele wspólnego. O ubezpieczeniu mówimy dopiero wtedy, gdy uczestnicy systemu połączeni są wspólnotą ryzyka, w tym przypadku - ryzykiem zachorowania, płacą składkę i dzięki temu powstaje kwota, która potem jest wydawana na ich rzecz w celu ochrony przed ryzykiem. W tym przypadku - przed utratą zdrowia. W obecnym systemie nie mamy do czynienia ze składką, chociaż tak się to nazywa, tylko z podatkiem stanowiącym procent od naszych przychodów. Zebrane w ten sposób kwoty są potem, faktycznie bez naszej kontroli, dzielone w sposób ?nakazowo-rozdzielczy".
Doświadczenia wszystkich krajów, w których funkcjonuje taki system, wskazują na to, że niezależnie od tego, czy składka będzie wynosiła 8, czy 12 proc., to pieniędzy ciągle będzie za mało.
- Jaką terapię radziłby pan zastosować?
- Niestety, choroba powszechnego systemu ochrony zdrowia w Polsce jest już tak zaawansowana i ma tyle powikłań, że nie pomogą już doraźne korekty, tylko trzeba go gruntownie zmienić. W przeciwnym razie po prostu upadnie i na jego miejsce wkroczą komercyjne ubezpieczeniowe systemy ochrony zdrowia, te, którym postawiono tamę, przesuwając ich powstanie na rok 2005. I na zgliszczach obecnego systemu powstanie nowy system - dalece mniej przyjazny pacjentom niż obecny.
Aby temu zapobiec, należy pilnie zastosować przynajmniej leczenie objawowe, po to, by zyskać czas na systemowe reformowanie. Terapia ta mogłaby polegać na wprowadzeniu równoległego, dobrowolnego systemu komplementarnych ubezpieczeń komercyjnych, umożliwiającego oficjalne korzystanie ze świadczeń ponadstandardowych.
- Co pan rozumie pod pojęciem świadczenia ponadstandardowe, przecież zgodnie z prawem prawie wszystkie oferowane nam świadczenia stanowią standard, bo dostęp do nich zapisany jest w konstytucji?
- Mówiąc ponadstandardowe, mówimy już językiem realiów. System z powszechnym dostępem do wszystkich świadczeń jest systemem abstrakcyjnym, wirtualnym, a na co dzień mamy do czynienia z systemem rzeczywistym. Jaki on jest, wie każdy, kto się z nim zetknął bądź kto od niego stroni.
Wprowadzenie systemu dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych, wykraczającego poza to, co faktycznie można otrzymać udając się do ZOZ-u z książeczką zdrowia, wydaje się jedynym rozwiązaniem, które mogłoby w jakiś sposób złagodzić skutki funkcjonowana powszechnego, ale chorego systemu powszechnej opieki zdrowotnej. A przynajmniej sprawić, by stał się on bardziej normalny. By ludzie zamiast płacić lekarzowi ukradkiem do kieszeni, mogli z odkrytym czołem kupować polisę za określoną cenę i oczekiwać określonych świadczeń o określonym standardzie, jaki z góry ta polisa im gwarantuje.
- Na ile Polacy będą skłonni płacić dodatkowo za świadczenia zdrowotne?
- Wszystko wskazuje na to, że stopniowo się na to godzimy. Dowodzi tego chociażby przykład stomatologii. Z naszych szacunków wynika, że liczba Polaków, którzy deklarują, że nie chcą mieć w ogóle do czynienia z powszechnym systemem ochrony zdrowia sięga już 1 miliona osób i stale rośnie. Są to ludzie, którzy ochronę własnego zdrowia organizują sobie sami bądź to przez uczestnictwo w systemach abonamentowych, bądź płacąc na bieżąco za każdą wizytę u lekarza. Problem generalnie sprowadza się jednak do tego, by nie płacili podwójnie: raz w systemie powszechnym za to, czego i tak nikt im nie dostarczy, bo jest to ponad realnym standardem, drugi raz - w ramach ubezpieczenia dodatkowego.
- Czy w ogóle można ten problem rozwiązać?
- Najlepiej byłoby, gdyby jak najszybciej powstała regulacja ustawowa określająca minimalny standard świadczeń dostępnych za darmo w powszechnym systemie ubezpieczeń zdrowotnych, a wykupiona polisa pokrywałaby to, co jest powyżej tego minimum. Wtedy, po pierwsze, unikniemy podwójnego płacenia za to samo, po drugie - polisy będą tańsze, a zatem bardziej dostępne dla szerszego grona ludzi. Być może wówczas z takiego rozwiązania skorzysta nie 2,5-3 mln ludzi, tak jak szacujemy w tej chwili, ale nawet około 10 milionów Polaków.
Rynek ubezpieczeń oczywiście się segmentuje, ale sądząc po doświadczeniach czeskich naprawdę można mówić o potencjalnych 10 mln Polaków zainteresowanych takim rozwiązaniem. Dzięki temu zyskalibyśmy ogromne środki, rzędu 10-12 mld zł na wsparcie szpitali, które w pierwszym rzędzie pozwoliłyby zneutralizować długi, a potem umożliwiły podniesienie standardu i nowe inwestycje.
- Czy możliwe jest szybkie wprowadzenie dobrowolnych ubezpieczeń zdrowotnych w Polsce?
- To można przeprowadzić bardzo szybko, nawet w kilka miesięcy, pod warunkiem, że zaangażujemy w to właściwe instytucje. Natomiast będzie to trwało rok albo nawet dwa, jeżeli stworzymy tylko możliwości prawne i co gorsza, będą one połowiczne. Co więcej, jeśli zaaplikujemy systemowi ten lek w sposób niekontrolowany, to może on przyczynić się do pogłębienia choroby, do jeszcze większych powikłań albo wręcz zapaści. Jeśli powstanie ileś konkurujących ze sobą systemów, którym pozwoli się na taką działalność na zasadzie wolnej gry rynkowej, bez żadnych regulacji i nadzoru, stworzy się ogromne zamieszanie. Zakłady opieki zdrowotnej spotkają się z najróżniejszymi i najdziwniejszymi ofertami zakładów ubezpieczeń. Zanim okaże się, które z nich są wartościowe, a które są jedynie zabiegiem marketingowym, ileś ZOZ-ów się przez to przewróci, nawet zbankrutuje.
- Co należy zrobić, by wprowadzony system okazał się od razu sprawny?
- Powinien zostać dobrze przygotowany odpowiedni system powszechnej dystrybucji ofert dodatkowego ubezpieczenia zdrowotnego. Oferty te powinny być właściwie skonstruowane, tzn. przede wszystkim modułowo. Każdy powinien mieć możliwość wyboru opcji, jaka mu najbardziej odpowiada. Równolegle powinna powstać sieć placówek świadczących ponadstandardowe usługi. W Czechach, gdzie podobny system wprowadzono kilka lat temu, wystarczyły 24 szpitale. Według naszych wyliczeń, w Polsce powinno ich być około 200, w tym kilkanaście wiodących klinik. Wszystkie powinny być oznakowane tak, by każdy pacjent wiedział, że w tym szpitalu za wykupioną polisę otrzyma to, co ma w niej zagwarantowane.
- Jakie regulacje prawne są niezbędne do powodzenia tej operacji?
- Po pierwsze, należy ustawowo określić standard i zakres usług gwarantowanych przez powszechny system ochrony zdrowia. Wszyscy o tym mówią, ale nikt nie ma odwagi ich zdefiniować. Po drugie, należałoby doprowadzić do ustawowej komercjalizacji ZOZ-ów, przynajmniej w takim zakresie, by mogły one legalnie pobierać opłaty za niektóre świadczenia. Bez takiej regulacji, szpital nie może podpisać umowy z komercyjnym zakładem ubezpieczeniowym, który by takie polisy sprzedawał.
- Czy po wprowadzeniu dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych nie pojawi się nowe pole do nadużyć?
- Nadużycia będą zapewne mniejsze, aniżeli są obecnie. Szacuje się, że ZUS gromadzi około 26 mld zł ze składek na zdrowie. Drugie tyle funkcjonuje w obiegu półoficjalnym lub nieoficjalnym. Po wprowadzeniu komplementarnych, ponadstandardowych ubezpieczeń komercyjnych przynajmniej połowa tej kwoty trafi do systemu, dokładnie tam, gdzie jest najbardziej potrzebna.
Źródło: Puls Medycyny