Chaos informacyjny w ochronie zdrowia

Ewa Szarkowska
opublikowano: 18-07-2003, 00:00

Już chyba nikt nie ma wątpliwości, że przekształcenie kas chorych w Narodowy Fundusz Zdrowia zostało źle przygotowane. Mariusz Łapiński winą za to obarcza Marka Balickiego, twierdząc, że kiedy 17 stycznia odchodził z resortu zdrowia, wiele rzeczy było gotowych, ale jego następca ich nie wykorzystał.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Marek Balicki uznał wypowiedź Mariusza Łapińskiego za skandaliczną. Przypomniał, że jako senator opowiadał się za dłuższym vacatio legis dla ustawy o funduszu, ale ówczesne kierownictwo Ministerstwa Zdrowia zapewniało, że wszystko jest przygotowane. Projekty aktów wykonawczych miały czekać w szufladach. Marek Balicki wyjaśnia, że kiedy został szefem resortu, przesunięcie terminu wejścia w życie ustawy nie było już możliwe, a powołanemu przez niego zespołowi ds. wdrożenia NFZ, na czele którego stanął Andrzej Koronkiewicz, zabrakło już czasu, by nadrobić wszystkie zaległości.
W bloku startowym
Prawie cztery miesiące od rozpoczęcia swojej działalności, NFZ wciąż tkwi w bloku startowym. Nie ma planu finansowego, nie wie, jakiej wielkości zobowiązania odziedziczył po kasach chorych i jakimi dysponuje pieniędzmi, bo nadal nie zbilansowano finansów kas chorych na koniec I kwartału 2003 r. Bilans taki będzie gotowy najwcześniej w końcu września. Likwidacja systemu kas chorych wymaga procedury zgodnej z ustawą o rachunkowości. Ta zaś daje 80 dni na zebranie wszystkich informacji i stworzenie bilansu, który następnie musi zatwierdzić biegły rewident wybrany w ramach przetargu. Zdaniem Renaty Furman, rzecznika prasowego NFZ, problemy z opracowaniem bilansu otwarcia NFZ są skutkiem m.in. różnej sprawozdawczości wynikającej z odmiennych zasad kontraktacji stosowanej przez zlikwidowane kasy oraz koniecznością przeprowadzenia przez fundusz agregacji umów ze świadczeniodawcami. Do tego dochodzą kłopoty z uzgodnieniem sald pomiędzy kasami. ?Rozliczenia międzykasowe następowały zawsze ze znacznym opóźnieniem. Kasy często kwestionowały płatności, bo nie było pełnej identyfikacji ubezpieczonych. Fundusz zastał zaległości w rozliczeniach międzykasowych sięgające kilku lat" - wyjaśnia R. Furman.
Brak danych o systemie
Minister zdrowia Leszek Sikorski narzeka, że jedną z największych bolączek jest brak wiarygodnych informacji na temat świadczonych usług medycznych i liczbie osób leczonych. Może więc warto przypomnieć, że jeszcze Grzegorz Opala podpisał rozporządzenie zobowiązujące wszystkich świadczeniodawców do gromadzenia i przesyłania do płatnika szczegółowych danych dotyczących pacjenta i każdej świadczonej mu usługi. Mariusz Łapiński w grudniu 2001 r. przesunął ten obowiązek o rok (z 1 stycznia 2002 roku na 1 stycznia 2003 roku). Jednak do dziś jest ono martwym zapisem, ponieważ nie określono, w jakiej formie i według jakiego wzoru świadczeniodawcy mają te dane przesyłać. Zamiast wdrożenia prostego narzędzia, urzędnicy ministerstwa fascynują się pracą nad Rejestrem Usług Medycznych, który jest na etapie projektu.




Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Ewa Szarkowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.