W Polsce aktywnie zakażonych wirusem HCV jest ok. 200 tys. osób. Jednak zdaniem prof. Waldemara Haloty z Collegium Medicum Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Bydgoszczy, prezesa Polskiej Grupy Ekspertów HCV, choroba została zdiagnozowana zaledwie u 30 tys., natomiast pozostali nie są świadomi tego, że wirus czyni spustoszenie w ich organizmie. Często się zdarza się, że WZW C jest wykrywane w momencie, gdy doszło już do rozwoju marskości wątroby lub raka wątrobowokomórkowego.
Szansa lepszej diagnostyki i nowoczesnego leczenia
Wprowadzenie narodowego programu ułatwiłoby wdrożenie badań przesiewowych w kierunku zakażenia HCV w grupach ryzyka. Dałoby także możliwość leczenia najnowszymi skutecznymi lekami chorych z potwierdzonym aktywnym zakażeniem.
W ubiegłym roku pojawiły się dwie nowe terapie w WZW C o niemal 100 proc. skuteczności. Jedna z nich — sofosbuwir z ledipaswirem — jest już zarejestrowana w UE, a rejestracja drugiej, określanej jako 3D, jest oczekiwana niebawem.
„Terapia standardowa z użyciem pegylowanego interferonu alfa i rybawiryny przynosi skutek jedynie u 40-50 proc. leczonych, a w przypadku nowszych terapii trójlekowych — u 70 proc. pacjentów. Tę ostatnią otrzymuje w Polsce jedynie 20 proc. chorych” — mówi prof. Robert Flisiak, prezes Polskiego Towarzystwa Hepatologicznego.
Zdaniem ekspertów, terapia 3D byłaby idealna dla polskiej populacji zakażonych HCV, ponieważ jest szczególnie skuteczna w przypadku genotypu wirusa 1b, którym zakażone jest 80 proc. osób z WZW C kwalifikowanych w naszym kraju do leczenia.
„Nowe leki powodują, że namnażanie wirusa jest zahamowane poprzez działanie na różne punkty uchwytu. Równocześnie nie niosą ze sobą działań niepożądanych, są więc dostępne dla wszystkich pacjentów, nawet ze skrajnie zaawansowaną chorobą wątroby. Nie selekcjonują się przy tym szczepy oporne, nie dochodzi do zmutowania wirusów, dzięki czemu uzyskuje się blisko 100-procentową skuteczność” — wyjaśnia prof. Flisiak.
W opinii specjalistów, przełom tej terapii polega na tym, że dzięki niej po raz pierwszy w przypadku przewlekłej choroby zakaźnej można by wyleczyć praktycznie wszystkich zakażonych.
Moralna odpowiedzialność
Z wyliczeń ekspertów wynika, że choć nowoczesne terapie są bardzo drogie, to jednak opłaca się je zastosować, ponieważ dzięki nim w ciągu kilku lat koszty związane z WZW C spadłyby do minimum.
„Gdyby nakłady na wykrywanie zakażeń wirusem HCV oraz na leczenie WZW C zostały teraz zwiększone, udałoby się ją prawie całkowicie wyeliminować do 2030 r. Eradykacja wirusa z populacji i zlikwidowanie powikłań tej choroby oznacza konkretne oszczędności i to nie tylko bezpośrednie, ale i pośrednie” — uważa Krzysztof Łanda, ekspert ds. zdrowia, prezes Fundacji Watch Health Care, która zorganizowała seminarium.
Jego zdaniem, można wyobrazić sobie dwa skrajne scenariusze: minimalny i maksymalny. „Będzie to albo wąski program lekowy z wąskimi kryteriami — znacznie węższymi niż wskazania włączenia — co oznacza, że niewielu pacjentów będzie poddanych tej terapii. Albo zostanie wprowadzony program narodowy, nastawiony na wykrywanie w przesiewie tych, którzy nie wiedzą, że mają wirusa we krwi, przeleczenie ich skutecznymi lekami i wyleczenie, zanim choroba się rozwinie, co dawałoby efekt populacyjny” — uważa Krzysztof Łanda.
„Początkowo większe wydatki, w ciągu kilku, kilkunastu lat spadłyby wraz ze spadkiem liczby zakażonych WZW C i zmniejszeniem kosztów leczenia” — dodaje prof. Robert Flisiak.
Biorąc pod uwagę, że aż w 84 proc. przypadków do zakażenia HCV doszło w placówkach służby zdrowia, państwo powinno zrobić wszystko, by pomóc zakażonym. „Bo to państwo, które nie dofinansowywało i nadal nie dofinansowuje opieki zdrowotnej ponosi moralną odpowiedzialność za ogromną liczbę zakażonych HCV” — uważa prezes Polskiego Towarzystwa Hepatologicznego.
Prognozy
Dwa scenariusze
Według obliczeń ekspertów, gdyby zakażenie HCV było wykrywane rocznie u 15 tys. pacjentów i u takiej samej grupy leczone, spowodowałoby to do 2030 r. spadek liczby pacjentów z marskością wątroby o 86 proc., a z rakiem wątrobowokomórkowym o 81 proc. Liczba zgonów zmniejszyłaby się o 80 proc.
Jeśli zaś nakłady na finansowanie diagnostyki i leczenia WZW C nie wzrosną i co roku będziemy wykrywać zakażenia u 3,5 tys. osób, a leczyć u 3 tys., to w 2030 r. liczba pacjentów z marskością wątroby wzrośnie o 40 proc., z rakiem watrobowokomórkowym o 40 proc., a liczba zgonów o 65 proc.