Artur Pupka - profesor żywiołowy...

  • Monika Wysocka
opublikowano: 27-06-2007, 00:00

Profesor Artur Pupka nie usiedzi na miejscu, chyba że jest w kinie. Ale tam też najlepiej, żeby się działo. W wolnym czasie jeździ na motorze - najchętniej na tym 170-konnym (ma jeszcze dwa inne). Jak sport to tylko żywiołowy: osobiście koszykówka, a przed telewizorem Formuła 1.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Pierwsze, co usłyszałam od Artura Pupki, to że stara się coraz mniej pracować. Nie dlatego, że nie lubi. Ostatnio zrobił przecież profesurę, a to wymaga dużego zaangażowania. Ma 42 lata. Pewnego dnia spojrzał krytycznie na swoje życie i uznał, że "nie będzie się zarzynał". Zrobił postanowienie, że intensywnie pracuje od poniedziałku do czwartku, a przedłużony weekend przeznacza na pozostałe przyjemności. Nie zawsze to się udaje, ale tylko taka decyzja daje w ogóle szansę, by w pełni się zrealizować.

Kolekcjoner specjalności

Ma ich kilka. Najpierw była chirurgia ogólna - od niej wszystko się zaczęło. "Jestem ze starej szkoły, której przedstawiciele, a moi nauczyciele uważają, że to podstawa i konieczność. Bez ogólnej nic nie ma dalej" - mówi Artur Pupka. Zna się więc na chirurgii ogólnej, ale nie przepada za nią. Jego pasją jest chirurgia naczyniowa. "W niej się realizuję. Chirurgia naczyniowa wymaga szybkiego podejmowania decyzji, jest agresywna, dużo się w niej dzieje. Ja jestem człowiekiem energicznym i taki styl pracy mi odpowiada. Poza tym lubię, gdy szybko widać efekty, a w naczyniowej tak właśnie jest" - mówi.

Ponieważ lubi też wyzwania, nauczył się przeszczepiać nerki i wątroby (specjalizacja transplantacyjna). Do niedawna ośrodek, w którym pracuje prof. A. Pupka - Klinika Chirurgii Naczyniowej, Ogólnej i Transplantacyjnej AM we Wrocławiu - był jednym z wiodących w przeszczepieniu nerek (100-150 rocznie). Ale ostatnie wydarzenia w szpitalu MSWiA w Warszawie sprawiły, że od początku roku wątrób nie przeszczepiają tam w ogóle, a nerki sporadycznie (20 przez ostatnie pół roku).
Specjalizacja angiologiczna uzupełnia pozostałe, a ostatnia - z medycyny sportowej - uzupełnia z kolei zainteresowania życiowe. Prof. A. Pupka prowadzi bowiem bardzo (!) sportowy tryb życia.

Parkiet moja miłość

Swojej żywiołowości daje upust grając w koszykówkę. Przez 8 lat grał w juniorach ląska Wrocław. Teraz grywa dalej z innymi oldboyami na uczelni. I to, jak podkreśla, nadal z dobrym efektem. "Wygrywamy z reprezentacją mężczyzn Akademii Medycznej. Są nieźli. Ale to młode chłopaki, a my już jesteśmy stare byki. Kiedy byłem w ich wieku, byłem taki sam: miałem wielki zapał, ale byłem dość chudy. Koszykówka to gra kontaktowa, w której masa zawodnika ma znaczenie" - uważa A. Pupka. Żeby utrzymać formę, regularnie ćwiczy na siłowni. Nie musi zresztą chodzić daleko, bo ma ją w domu.

Co roku zimą jeździ ze swoją 15-letnią córką na narty, a latem nad morze, pojeździć na rowerze, na rolkach, pospacerować brzegiem morza, popływać, poleżeć na plaży i oczywiście pojeździć motocyklem. "Oboje bardzo to lubimy, a ja staram się korzystać z ostatnich chwil, które córka chce jeszcze spędzać ze mną" - zwierza się doktor. Na co dzień nie mieszkają razem, więc każdy czas razem spędzony jest podwójnie ważny.

Profesor w skórzanych spodniach

Fascynacją ostatnich lat są jednak motocykle. Od zawsze jeździł jako pasażer. Rodzice nie chcieli nawet słyszeć o posiadaniu własnej maszyny. W końcu zrobił jednak motocyklowe prawo jazdy. "No i wpadłem po uszy" - ocenia sam siebie. Preferuje styl sportowy, żadnych frędzli i emblematów na plecach. Pierwszy kupiony motocykl to 70-konna yamaha. Dużo chromu, jak mówi: ładniutka. "Ten jest najwolniejszy i najdostojniejszy. Trzymam go nad morzem, tam mam po rodzicach mieszkanie z garażem. I jak tylko przyjeżdżam na Wybrzeże, zaraz przesiadam się na motocykl" - mówi prof. Artur Pupka.

Drugi jest zupełnie inny. Niked bike, sportowa maszyna bmw, silnik 170 koni. "To już maszyna wymagająca, do bardzo szybkiej jazdy. Jeździ się świetnie, ale taka jazda wymaga dobrej pogody i dobrych dróg" - podkreśla.

Enduro to efekt fascynacji ostatnich miesięcy. "Jest uniwersalny, daje sobie radę w każdych warunkach, zarówno na drodze, jak i na bezdrożu, nie przeszkadza mu deszcz. Jest fantastyczny" - opowiada już nie profesor, a po prostu Artur. Bo gdy jeździ się motocyklem, nie liczy się, ile kto ma lat, kim jest z zawodu, jaki ma stopień. 

"Jazda na motorze odstresowuje mnie. Ryk sportowego tłumika, spalona guma, 200 km/h... Emocje sięgają zenitu!" - mówi.

We Wrocławiu motocykliści spotykają się w czwartek wieczorem, ale Artur Pupka nie lubi się rozstawać ze swoimi maszynami, dlatego często jeździ na motorze do pracy. To zresztą nic nadzwyczajnego. Są dni, kiedy na przyszpitalnym parkingu można naliczyć sześć maszyn. Wszystkie należą do chirurgów: czterech z naczyniówki i dwóch z ogólnej.

"Co prawda mój szef stuka się w głowę i mówi, że profesor na motorze to niepoważne, ale więcej w tym troski, którą przejął po moich rodzicach, bo się z nimi przyjaźnił, niż karcenia. Odkąd rodzice zmarli, profesor ma do mnie ojcowski stosunek i w taki sposób najwyraźniej wyraża swój niepokój o mnie" - mówi A. Pupka.
Po pracy w szpitalu profesor jeździ do gabinetu prywatnego i tam zazwyczaj przyjmuje chorych w stroju motocyklowym. "Nikogo to nie szokuje. Wręcz przeciwnie, pacjenci przyjmują to z dużą sympatią. Zdarza się nawet, że oglądają maszynę, wypytują o coś. Muszę przyznać, że to bardzo przyjemne" - mówi doktor.
Ale przede wszystkim lubi pojeździć tak po prostu, dla przyjemności.

Emocje w pierwszym rzędzie

Ale chirurgia i motory to nie wszystko. Artur Pupka uwielbia czytać - najbardziej literaturę faktu, głównie z zakresu II wojny światowej i polską fantastykę. Jest też zapalonym kinomanem. Kupuję mnóstwo filmów na DVD, ale rzadko je ogląda. Najbardziej lubi bowiem oglądać filmy w kinie i nie chce pozbawiać się tej przyjemności. Zawsze siada w pierwszym rzędzie. Po pierwsze dlatego, że nie mieści się nigdzie indziej (wzrost 187 cm), a po drugie - tam nie słychać szeleszczących papierków. Do kina chodzi przede wszystkim dla rozrywki i odpoczynku. Preferuje filmy sensacyjne, najchętniej z De Niro, Al Pacino i Kilmerem. "Gorączkę" obejrzał 7 razy. Lubi też filmy fantastyczne i horrory, ale tylko w dobrym wydaniu.
Ma jeszcze jedną słabość, z której jest znany. Do blondynek. A największą do córki Dominiki, ślicznej blondynki.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Monika Wysocka

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.